Dumbledore wyszedł tak szybko jak się pojawił. Pozostał tylko niepokój przyniesiony przez niego w tych okropnych wieściach.
- Granger... - zaczął Draco po dość długiej chwili milczenia. - Chciałem cię przeprosić...
- To przeproś. - powiedziała sucho.
- Przepraszam. - jęknął. Takie słowa nie były w jego typowym słowniku. Sprawiały mu trudność.
Hermiona kiwnęła tylko głową. On wstał z blatu kuchennego na którym siedział, podszedł do niej siedzącej na kanapie i klęknął prze nią.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała zaskoczona jego obecnością, jakby wyrwana z głębokiego snu.
- Przepraszam. - powtórzył uparcie.
- Draco!
- Przepraszam.
- Przestań już!
- To powiedz, że wybaczasz. Przepraszam! - wręcz krzyknął.
- Ja...
- Przepraszam... - szepnął opierając czoło na jej kolanie. Pogłaskała go niepewnie po jego blond włosach.
- Pewnie, że ci wybaczam. - szepnęła również i posadziła go koło siebie.
Uśmiechnął się niepewnie. Nawet sobie nie wyobrażała ile go to musiało kosztować, nie został tak wychowany. Przysunęła się bliżej niego. Zauważył to i postąpił instynktownie - otoczył ją swym ramieniem, a ona wtuliła się w niego. Poczuła bicie jego serca, które jednak wbrew pozorom je posiadał... A on? On nareszcie czuł się za nią bezwzględnie odpowiedzialny. Nie rozmawiali, słowa były zbędne. Liczyło się tylko "tu i teraz".
Jednak nie trwało to długo. Po kilku minutach błogiego spokoju dosłyszeli cichutki dźwięk. Miona zadrżała i wtuliła się w niego jeszcze bardziej. Poznała ten odgłos. Było to drapanie... w drzwi... pazurami. Draco przytulił ją i szeptem zapewnił, że wszystko dobrze, że jest.
- Chyba mam paranoję... - wydyszała przerażona. - Mam wrażenie, że ta złowieszcza kreatura mnie do siebie wzywa.
- To kot, Miona. Tylko kot. - pogłaskał ją po jej miękkich włosach i ucałował w czoło. Była cała rozgrzana.
- Wiem, ale on chce, żebym do niego przyszła...
- Chodź, położysz się, a ja go przegonię, co ty na to? - wyrwał się z jej mocnego uścisku.
- Dobrze. - skinęła delikatnie głową.
Wstała powoli. Przed oczami zrobiło jej się ciemno. W głowie słyszała jedynie echo słów Malfoy'a. W jednej chwili wszystko zniknęło i pozostała jedynie ona w nicości.
***
Obudziło ją złowieszcze skrzypienie drzwi. Przetarła oczy lewą ręką i wstała obolała z ziemi, na której przyszło jej spędzić noc... lub noce. Była sama w pokoju bez okien i drzwi. Miał on białe ściany i drewnianą podłogę. Gdy spojrzała w górę ujrzała zamiast sufitu czarne kraty. Poczuła się jak w klatce. Nie było możliwości wspiąć się po równych, gładkich ścianach. Wyglądało na to, że utknęła. I to najwyraźniej bez różdżki.
- Jest tu ktoś? - spytała w przestrzeń, nikt jednak jej nie odpowiedział.
Przeszła od kąta do kąta szukając jakichkolwiek szans na wyjście. Nic. Zdążyła już przejechać dłonią każdy kawałek ściany szukając jakiś tajnych przycisków, gdy usłyszała nad sobą donośny krzyk. Zwróciła swe oczy ku sufitowi, lecz ujrzała znów jedynie ciemne kraty. Po chwili jednak doszedł do jej uszu kolejny dźwięk.
- Zdradziłeś mnie. - szeptał zapewne mężczyzna głosem zimnym i bez uczuciowym jak lód. - A ja nie toleruję takiego zachowania.
- Pozwól... - jęknął boleśnie inny mężczyzna. - Panie... Bła... Błagam... Cię....
- Milcz. Zasłużyłeś. - rozległy się ciężkie kroki wyraźnie zmierzające ku kratom Hermiony. - Od dziś mieszkasz tu.
- Panie...
Kraty otworzyły się jakby uniosła je niewidzialna ręka. Ciało biedaka zostało wrzucone magiczną siłą i zaraz po tym zamknęły się na amen. Poszkodowany upadł z ogromną siłą. Miona wcisnęła się w najdalszy kąt od niego, jednak po chwili namysłu zdecydowała mu pomóc.
- Halo? Słyszysz mnie?! - potrząsnęła nieprzytomnym. - Błagam, żyj!
Nie odzywał się. Nie oddychał. Momentalnie przystąpiła do reanimacji znanej jej z mugolskich kursów pierwszej pomocy. Po kilku minutach bezustannego ratowania człowiek zakrztusił się swoją własną śliną. Otworzył szeroko oczy i jęknął z bólu.
- Nie ruszaj się, spokojnie, nic ci nie będzie... - zaczęła mówić uspokajającym tonem.
On tylko podniósł swoją rękę do jej twarzy. Pogłaskał ją po policzku i uśmiechnął się.
- Jestem w niebie? - jęknął nadal się ciesząc.
- Jeszcze nie kolego.. na razie się tam nie wybierasz. - szepnęła Miona.
- Kim jesteś? - spytał powoli siadając i opierając się o ścianę.
- Mam na imię Hermiona Granger i nawet mnie nie pytaj gdzie jesteśmy, bo nie będę umiała ci odpowiedzieć. - rzekła siadając obok niego.
- Ja wiem gdzie jesteśmy... -westchnął.
- Naprawdę?
- Taaak... To całkiem znana kryjówka Sama-Wiesz-Kogo... Tylko nie mam bladego pojęcia jak się nazywa.
- Hm, zawsze coś... - uśmiechnęła się z zakłopotaniem gryfonka.
- Jestem Brendon. I chyba przyjdzie mi tu umrzeć wraz z tobą.
- Nie mów tak... Za chwilkę się stąd wydostaniemy, tylko wymyślę jakiś sprytny sposób... Nie masz przy sobie różdżki, prawda? - spytała z nadzieją w głosie.
- Tak właściwie to mam... - wyjął zza nogawki spodni prościutką różdżkę. - 9 cali, jabłoń, pióro feniksa, sztywna. Całkiem urocza bym powiedział.
- Świetnie! Możesz nas stąd wypuścić! - ucieszyła się Miona wstając z miejsca.
- Pewnie. - uśmiechnął się Brendon, po czym krzyknął na cały głos: - Hej Pettigreeew!!
- Co ty wyrabiasz? - szturchnęła go.
- Zaufaj. - mrugnął do niej uwodzicielsko.
Usłyszeli ociężałe kroki i ich oczom ukazał się obrzydliwy człowiek. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć uderzyło go zaklęcie Imperio z różdżki Brendona.
- Debilu! Co ty wyprawiasz?! - jęknęła brązowowłosa.
- Ratuję nam skórę. - wyjaśnił ciszej, po czym dodał już głośniej. - Wiesz, fajnie by było gdybyś nas tak po prostu stąd wypuścił, prawda?
Peter zareagował natychmiastowo - otworzył potężne kraty i spuścił na dół "klatki" linę. Wspięli się po niej. Hermiona miała mieszane uczucia.
- Nie jestem pew...
- Więcej zaufania kobieto. - wyszczerzył się do niej. - Okay Peter... Może pokazałbyś nam jak stąd bezpiecznie wyjść?
- Oczywiście panie... - i ruszył w kierunku szarych schodów. Weszli po nich do góry i ujrzeli kominek. Peter ukłonił się im i zaprosił do wnętrza. Podał im miseczkę z proszkiem Fiuu i odszedł do kąta.
- Dziękujemy bardzo panie Pettigrew. - uśmiechnął się szyderczo do sługi i zniknął. Hermiona weszła zaraz po nim i przetransportowała się do swojego mieszkania.
---------
Już jestem ^^ Trochę to trwało, brak weny i te sprawy.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ żebym mogła się jarać ^^
Lunatyczka