Translate

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 7.

   Obudził się wyjątkowo wcześnie. Odgarnął swoje złociste włosy z czoła i ziewnąwszy wstał delikatnie z łóżka. Nie chciał obudzić tej pięknej dziewczyny, obok której spędził noc. Wyglądała tak niewinnie w puchatej pościeli i potarganych włosach. Sam nie wiedział co do niej czuł: z jednej strony cieszył się, że jest z nią w tym mieszkaniu, a z drugiej trochę się obawiał. Była piękna, mądra, lecz nadal była "szlamą". Gdyby coś ich połączyło, mógłby być pewny nienawiści ze strony ojca, a tego wbrew pozorom nie chciał. Szanował go, chociaż nie popierał jego zachowań. Było to całkiem skomplikowane...
   Na palcach przemknął do łazienki i zamknął drzwi. Jak co rano umył się starannie i następne dziesięć minut spędził na układaniu włosów. Były one jednym z jego atutów. Wszystkie dziewczyny do niego wzdychały właśnie ze względu na nienagannie ułożone blond włosy. Uwielbiał być przedmiotem westchnień tych dziewczyn, czuł się jak bóg, w pewnym sensie były mu poddane. Tylko jej jednej to nie wzruszało, w każdym razie nie dawała tego po sobie poznać. Ta Hermiona Granger...
   Ubrawszy się w czarne spodnie i biały T-shirt postanowił zrobić śniadanie. Jednym spojrzeniem ogarnął zawartość lodówki. Na szczęście wczorajszego dnia zrobił zakupy na zapas i dziś miał wszystko co potrzebne do dobrego śniadania. Nie był zadowalającym kucharzem, więc ich posiłek miał się składać z dwóch jajek na twado, kilku kanapek z serem i szynką oraz ciepłą kawą. Gdy tylko skończył przyrządzać śniadanie, usłyszał jak Hermiona przemyka cichutko do łazienki. Ułożył wszystko na stole i cierpliwie poczekał na współlokatorkę. Ta po 5 minutach weszła leniwym krokiem do salonu.
   - Dzień dobry... - mruknęła niemrawo ziewając.
   - Dzień dobry Granger - wyszczerzył się Draco.
   - Jak się spało? - spytała siadając przy stole na przeciw młodzieńca.
   - A całkiem dobrze, dziękuję - uśmiechnął się nalewając kawę.
   - Śnił mi się dziwny sen... - zaczęła, lecz przerwał jej dzwonek do drzwi.
   Draco wstał od stołu i ruszył do drzwi. Otworzył je i ujrzał chłopaka w mniej więcej takim samym wieku jak on. Stał z koszykiem i patrzył życzliwie na Ślizgona.
   - Witaj, w czymś mogę pomóc? - zaczął Draco niepewnie.
   - To raczej ja powinienem cię powitać - powiedział chłopak melodyjnym głosem. - Mam na imię Tom i mieszkam w mieszkaniu na przeciw twojego okna. Przyszedłem cię przywitać w nowym domu.
   - Draco Malfoy. - podał mu rękę i gestem zaprosił do środka. - To bardzo miłe z twojej strony, proszę, rozsiądź się, właśnie kończymy śniadanie.
   Tom wszedł do mieszkania, a Gryfonka wstała i usmiechnęła się przyjaźnie do nowego sąsiada. Podał jej koszyk wypełniony owocami i podał jej rękę.
   - Hermiona - podała mu rękę, którą ucałował.
   - Tom. - rzekł. - Miło mi was poznać. Nie chciałbym przeszkadzać, wpadłem tylko na chwilkę powitać nowych sąsiadów i już zmykam...
   - Nieee, bardzo nam będzie miło jeśli zostaniesz. - uśmiechnęła się Miona zaintrygowana nowym znajomym. - Draco, mógłbyś zaparzyć kawki dla naszego sąsiada?
   Spojrzał przeszywającym wzrokiem na nowego przybysza i mruknąwszy "Jasne." udał się zaparzyć kawę. Hermiona usiadła na krześle i zaprosiła Toma, by się przyłączył. Był on w podobnym wieku co ona, miał ciemne włosy i hipnotyzujące zielone oczy. Był wyższy od niej, lecz niższy od Dracona, za to miał olśniewające białe zęby. Pachniał orzeźwiającą wonią perfum i... co ją zaniepokoiło... krwią. Gdy tylko zauważył, że mu się przygląda zaśmiał się lekko i powiedział:
   - Nie mogę uwierzyć, że naprzeciw mojego okna mieszka tak piękna dziewczyna ze swoim lubym.
   - Draco nie jest moim lubym... - zaczerwieniła się Granger. - To tylko współlokator...
   - Do prawdy? - zainteresował się.
   - Tak... - zmieszała się Gryfonka obserwując nieśmiało sąsiada.
   - Może i dobrze... - mrugnął do niej gość.
   Rozmowę przerwał im Malfoy, który wszedł do salonu z parującą kawą.
   - Bardzo dziękuję za kawę, lecz muszę już lecieć. - powiedział zerkając na zegarek. - Było mi bardzo miło was poznać, jakbyście czegoś odemnie chcieli to wiecie gdzie mnie znaleźć.
   - To my dziękujemy - rzekł Draco odprowadzając sąsiada do drzwi. - Dowidzenia!
   Zatrzasnął za nim drzwi i posprzątał ze stołu.
   - Nie podoba mi się ten cały Tom. - mruknął.
   - Przesadzasz, jest całkiem miły. - westchnęła Granger.
   - Widziałaś co miał na szyi?
   - Co niby miał na szyi? - mruknęła zimno.
   - Masę podrapań i zaczerwienień. Nie podoba mi się to... - skrzywił się.
   - Naprawdę przesadzasz. Był miły, przyniósł nam owoce na powitanie i w ogóle... Słuchaj, czas się pouczyć.
   - Jak tam chcesz...
   - Dzisiaj teoria z zielarstwa, eliksirów i transmutacji! - uśmiechnęła się promiennie do Ślizgona. - Nie przejmuj się nim, przynieś księgi i zaraz dam ci trochę lekcji.

***

   Uczyli się do późnego popołudnia. Powtórzywszy już materiał ze wszystkich zaplanowanych przedmiotów, postanowili zakończyć naukę na dziś. Jedząc obiado-kolację składającą się z naleśników usłyszeli ciche pukanie do okna.
   - Sowa! - uradowała się Granger.
   Szybko otworzyła okno i do salonu wleciała sówka, jedna z zamieszkujących Hogwart. Wyciągnęła oczekująco nóżkę, do której przywiązany był list. Na jego wieżchu widniały nazwiska "Granger i Malfoy". Bez zastanowienia rozłożyła list i zaczęła czytać na głos:
Moi drodzy! 
Mam nadzieję, że jeszcze się nie pozabijaliście i żyjecie w miarę spokojnie.
Chciałabym Wam donieść, że przedłużam Wasz areszt do trzech tygodni, z powodu pewnej sytuacji mającej miejsce w naszej szkole. Nie miejcie mi tego za złe, uważam po prostu, że na razie jest niebezpiecznie, by wracać... Na Waszym miejscu nie liczyłabym na szybki powrót do murów Hogwartu... Nie mogę Wam tego wytłumaczyć w liście ze względów bezpieczeństwa, po prostu proszę byście mi zaufali. 
Panno Granger, proszę doskonalić Wasze umiejętności szczególnie w dziedzinie Obrony Przed Czarną Magią i zaklęć. Jest to na dzień dzisiejszy ważniejsze niż egzminy. 
Panie Malfoy, nalegam, by chronił Pan panienkę Granger. Prosze cały czas być przy niej i ją chronić. 
Liczę, że uszanujecie moją decyzję i zrozumiecie mnie. Nie dzieje się za dobrze w Hogwarcie i zostałam zmuszona podjąć taką decyzję. W Londynie jesteście bezpieczni. 
Pozdrawiam serdecznie! 
Minerwa McGonnagall. 
PS.: Przywracam Wam wasze magiczne moce i przesyłam z sową różdżki.

   Nie dowierzali. Było bardzo prawdopodobne, że spędzą ze sobą znacznie więcej czasu niż się spodziewali. A do tego w Hogwarcie coś się dzieje. To nie wróżyło niczego dobrego. 
   Hermiona usiadła zrezygnowana na kanapie i wczytała się w list po raz drugi. Draco przeklnął cicho i nabazgrał na skrawku kartki potwierdzenie otrzymanej wiadomości. Przywiązał ją do sowy i wypuścił przez okno. 

----------
Miał być po świętach, ale łapcie. Taki prezencik ode mnie :3 Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdzialikiem i zachęcam do zapoznania się z wcześniejszymi rozdzialikami <3 

A żeby było świąteczniej łapcie parę świątecznych nutek :*



<333

Wesołych świąt kociaki! <3 

( CZYTASZ = KOMENTUJESZ :* )

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 6.

   - Nadal nie pojmuję jak ci mugole radzą sobie bez czarów... - narzekał Draco upychając swoje ubrania do malutkiej szafki w sypialni.
   - Nie marudź! - odpowiedziała lekko poirytowana Hermiona układając alfabetycznie swoje zabrane książki. Wzięła oczywiście tylko te najpotrzebniejsze, a gdyby je zsumować wyszłoby coś koło 30.
   - Nie marudzę, tylko się dziwię. Od 20 minut próbuję zmieścić tu te wszystkie ciuchy, ale to nic nie daje!
   - Próbowałeś je złożyć? - zapytała ironicznie.
   - Phi... - jakby natchniony wyjął je ponownie i starannie poskładał przeklinając po cichu architekta tego budynku.
   - Mężczyźni... - westchnęła Miona głęboko i wróciła do układania książek.
   Po jakimś czasie uporali się z rozpakowywaniem kuferków i zdecydowali, że coś zjedzą. Jednak po otwarciu lodówki spostrzegli, że jej wnętrze świeci pustkami.
   - Trzeba iść po zakupy... - zaczęła Granger wymownie patrząc na blondyna.
   - O nie, nie zmusisz mnie do tego! Nie, nie i jeszcze raz NIE.
   - Draacooooo, sklep jest zapewne nie daleko, spacerek ci się przyda. - postanowiła Hermiona.
   - Nie będziesz mi rozkazywać.
   - Jesteś tego pewien?
   - W stu procentach. - zapewnił ją mierząc pogardliwym spojrzeniem.
   - Dobrze, w takim razie dzisiaj głodujemy. - wzruszyła ramionami.
   - Jesteś potworem... - warknął zwyciężony Malfoy ubierając płaszcz.
   - Dziękuję! - krzyknęła mu Hermiona zamykając się w łazience.
   Usłyszała tylko jak zrezygnowany zabiera ich wspólny portfel z pieniędzmi i trzaska drzwiami cicho narzekając. Spojrzała w lustro i uśmiechnęła się nie pewnie. Poprawiła włosy, umalowała się lekko i stwierdziła, że nie wygląda najgorzej. Wychodząc spojrzała przez okno. Słońce już powoli zachodziło, niebo zaczerwieniło się i wyglądało czarująco. Po dachu domu naprzeciwko spacerował czarny kot. Spróbowała go przywołać, lecz był za daleko. Wpatrywał się w nią jednak z niekrytym zainteresowaniem. To było dziwne. Jakiś cichy głosik w jej głowie kazał odejść od okna, zamknąć je i zapomnieć o dachowcu, lecz serce chciało nadal obserwować zwierzę. Sierściuch usiadł na samym krańcu dachu i zaczął "miauczeć". Dźwięk był tak donośny, że Gryfonka w pierwszej chwili pomyślała, że jest jakiś inny kot pod jej oknem. Sama nie wiedziała czemu, ale postanowiła pójść po tego kotka. Stanęła więc na parapecie okna i niebezpiecznie wychyliła się za powierzchnię bezpieczną. Poczuła niemiły chłód na skórze, lecz nie chciała się cofnąć do środka. Nie mogła. Musiała iść po tego kota. Potrzebował jej. Czuła to.
   Ktoś otworzył drzwi.
   Zachwiała się. Znajomy głos oznajmiający powrót do domu. Ucieczka kota. Poddenerwowanie. Ciemność przed oczami. Mocny uścisk w okolicach brzucha. Spadanie. Ciemność. Strach.

***

   - Na brodę Merlina, Hermiono, obudź się!
   Trząsł nią od jakiś 15 minut. Próbował już wszystkiego: klepał po twarzy, szeptał do ucha, krzyczał do ucha, uderzał lekko w policzek i nic! Oddychała, lecz najwyraźniej nie miała zamiaru się obudzić. "Co robić? Co robić?" Przyszła mu do głowy pewna myśl, ale chyba była zbyt brutalna. A może nie?
   Wstał, podbiegł do zlewu, nalał wody do szklanki i klękając przy współlokatorce wylał jej zawartość naczynia na twarz. Ocknęła się błyskawicznie i zaczęła się krztusić. Po kilku łykach wody, wdechach i wydechach odzyskała sprawność mówienia.
   - Co się stało? Czemu jestem mokra? - zapytała  przerażona patrząc w oczy Ślizgonowi.
   - Chciałem cię spytać o to samo... Wróciłem z zakupów, a ty stałaś sobie na parapecie i uparcie chciałaś skoczyć. Musiałem cię chwycić i siłą odciągnąć żebyś przypadkiem czegoś sobie nie zrobiła.
   Przez chwilę analizowała słowa młodzieńca lecz niczego sobie nie przypominała. Ostatnią wizją był czerwony zachód słońca i... kot. Kot? Nie wiedziała o co chodzi, ale cieszyła się, że jest w jednym kawałku.
   - Dziękuję . - mruknęła cichutko.
   - Nie ma sprawy... - westchnął z ulgą Draco wstając z podłogi i kierując się w stronę kuchni. - Ale więcej tego nie rób, okej?
   - Mhm.. - przytaknęła cicho zamykając zdradzieckie okno. Słońce już zaszło i zrobiło się ciemno. Zapaliła małą lampkę w salonie i przygotowała stół do kolacji.
   Gdy tylko Draco przyniósł do salonu trzy talerze z kanapkami od razu poczuła się lepiej. Jedli w milczeniu. Słowa były zbędne. Połknąwszy ostatni kęs ostatniej kanapki Hermiona wspaniałomyślnie pozbierała naczynia i umyła je. Draco w tym czasie poszedł się wykąpać. Siedząc w wannie rozmyślał co podkusiło tą Granger do takiego czynu. I co by było gdyby zjawił się pół minuty później? Wolał tego nie wiedzieć. W pewnym sensie czuł się za nią odpowiedzialny. Zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby cokolwiek się stało Weasley'owie i Potter ucięliby mu głowę. Po wyjściu z wody spojrzał na siebie w lustrze. Widział twarz młodzieńca, który wyrządził już tyle krzywd, powiedział tyle złego. Wszyscy mówili mu, że nie ma serca. Dotknął więc swojej lewej części klatki piersiowej i poczuł rytmiczne bicie. Zamknął oczy i uśmiechnął się, jednak miał serce.
   Po ułożeniu włosów "na noc" wyszedł z łazienki w starych spodniach dresowych i przysiadł się do Hermiony oglądającej poruszające się obrazy wewnątrz tego tajemniczego mugolskiego urządzenia. Jakiś niski człowiek właśnie komentował przebieg wojny w jakimś odległym kraju.
   - Tyle jest zła na świecie... - zamyślił się na głos.
   - Co?
   - Nic, po prostu nie mogę uwierzyć, że ludzie potrafią sobie coś takiego zrobić.
   Panna Granger spojrzała na jego przerażoną twarz z politowaniem. Spędzała co roku wakacje u mugolskich rodziców w Wielkiej Brytanii, więc pojęcie "wojna" znała jedynie z telewizji i opowiadań. Siedzący obok niej Draco sprawiał wrażenie, jakby pierwszy raz słyszał, że u mugoli również są wojny. Poklepała go po ramieniu, mruknęła "Dobranoc" i weszła do łazienki przygotować się do nocy. Umyła się, uczesała i ubrana w leginsy i starą koszulkę ruszyła w kierunku sypialni. Malfoy już leżał na podłodze przy łóżku i obserwował sufit. Zgasiła światło w salonie i wgrzebawszy się pod kołdrę zagasiła lampkę.
   - Dobranoc - szepnął Draco przewracając się na drugi bok.

***

   Całą noc nie mogła zasnąć. Bała się okropnie. W mieszkaniach poniżej słychać było skrzypienia drzwi, kroki, czasem nawet wrzaski. Wyobrażała sobie nie wiadomo co i sama siebie przerażała. Słyszała również równy oddech Malfoy'a. Szczęściarz, zasnął. Przewróciła się już chyba z tysięczny raz, lecz to nie pomagało. Nagle coś zaskrobało w okno. Wstrzymała oddech i zawinęła jeszcze bardziej w kołdrę. Skrobanie nie ustawało, a ona coraz bardziej się bała. A co jeśli jakiś morderca próbował się dostać do ich mieszkania? Postanowiła obudzić Dracona, jest mężczyzną, da sobie radę z tym "czymś".
   - Pssst! Draco! - szepnęła. - Psssst!
   Mruknął coś niewyraźnie.
   - Draco! Śpisz?
   Ziewnął, lecz odpowiedział równie cicho jak ona:
   - Już nie... Hermiooooona... co chciałaś?
   - Boję się Draco, coś skrobie w nasze okno. - powiedziała już normalnie.
   - O rany... - westchnął zrezygnowany, lecz wstał i podszedł do okna. - To tylko kotek. Nie martw się.
   Kot. Okno. Dach. Zachód słońca.
   - Wszystko dobrze Granger? - zaniepokoił się podchodząc do niej zastygłej w jednej pozycji. - Wszystko dobrze, to tylko zwierzę, już poszło.
   - Draco, nie wiem czemu... - zaczęła, lecz przerwał jej głośny krzyk z piętra niżej. Zadrżała.
   - Jej, spokojnie... - usiadł przy niej już serio zaniepokojony. - Nie jesteś sama, nic ci się nie stanie.
   - Zostań ze mną...
   - Dobrze Granger, jestem przy łóżku na podłodze.
   - Połóż się przy mnie...
   Zawahał się przez chwilę, lecz położył się koło niej, a ta spytała:
   - Ale zostaniesz do rana?
   - Jeśli tego chcesz...
   - Tak, potrzebuję ochrony. Czuję, że ten kot jest czymś złym.
   - Jest już późno, chyba zaczynasz gadać bzdury...
   - Nie Draco - przerwała mu. - Widziałam kota przed wejściem na okno. To jest COŚ ZŁEGO.
   - Śpij już... Jestem tu, obronię cię przecież.
   Kot zaskrobał ponownie, lecz ona była już spokojna. Leżała blisko Draco, blisko obrońcy. Czuła, że może mu zaufać. I żaden kot tego nie zmieni.
   A on? On leżał przy tej wariatce. Czuł się za nią odpowiedzialny. Może i było dziwne to, co wygadywała, lecz postanowił ją chronić przed wszelkim złem.

***

    A kotek czuwał. Skrobał szybę do późnej godziny aż w końcu tknięty czymś w rodzaju przeczucia ruszył w stronę sąsiedniego dachu. Zapukał pazurkiem w okno na poddaszu, a ono otwarło się przed nim. Wślizgnął się do środka i ulokował się na fotelu właściciela. Te tylko westchnął rozbawiony, dopił lampkę czerwonego wina i położył się na starej zielonej kanapie. Ostatni raz rozejrzał się po wnętrzu pokoju i zamknął oczy.


-----------
Długo mnie nie było, łapcie więc długi rozdzialik! <3 Piszcie co o nim sądzicie w komentarzach :33

Nadal obowiązuje zasada CZYTASZ = KOMENTARZ, bo nie wiem czy jest sens to pisać :c

Branoc! <3

Lunatyczka