Translate

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 7.

   Obudził się wyjątkowo wcześnie. Odgarnął swoje złociste włosy z czoła i ziewnąwszy wstał delikatnie z łóżka. Nie chciał obudzić tej pięknej dziewczyny, obok której spędził noc. Wyglądała tak niewinnie w puchatej pościeli i potarganych włosach. Sam nie wiedział co do niej czuł: z jednej strony cieszył się, że jest z nią w tym mieszkaniu, a z drugiej trochę się obawiał. Była piękna, mądra, lecz nadal była "szlamą". Gdyby coś ich połączyło, mógłby być pewny nienawiści ze strony ojca, a tego wbrew pozorom nie chciał. Szanował go, chociaż nie popierał jego zachowań. Było to całkiem skomplikowane...
   Na palcach przemknął do łazienki i zamknął drzwi. Jak co rano umył się starannie i następne dziesięć minut spędził na układaniu włosów. Były one jednym z jego atutów. Wszystkie dziewczyny do niego wzdychały właśnie ze względu na nienagannie ułożone blond włosy. Uwielbiał być przedmiotem westchnień tych dziewczyn, czuł się jak bóg, w pewnym sensie były mu poddane. Tylko jej jednej to nie wzruszało, w każdym razie nie dawała tego po sobie poznać. Ta Hermiona Granger...
   Ubrawszy się w czarne spodnie i biały T-shirt postanowił zrobić śniadanie. Jednym spojrzeniem ogarnął zawartość lodówki. Na szczęście wczorajszego dnia zrobił zakupy na zapas i dziś miał wszystko co potrzebne do dobrego śniadania. Nie był zadowalającym kucharzem, więc ich posiłek miał się składać z dwóch jajek na twado, kilku kanapek z serem i szynką oraz ciepłą kawą. Gdy tylko skończył przyrządzać śniadanie, usłyszał jak Hermiona przemyka cichutko do łazienki. Ułożył wszystko na stole i cierpliwie poczekał na współlokatorkę. Ta po 5 minutach weszła leniwym krokiem do salonu.
   - Dzień dobry... - mruknęła niemrawo ziewając.
   - Dzień dobry Granger - wyszczerzył się Draco.
   - Jak się spało? - spytała siadając przy stole na przeciw młodzieńca.
   - A całkiem dobrze, dziękuję - uśmiechnął się nalewając kawę.
   - Śnił mi się dziwny sen... - zaczęła, lecz przerwał jej dzwonek do drzwi.
   Draco wstał od stołu i ruszył do drzwi. Otworzył je i ujrzał chłopaka w mniej więcej takim samym wieku jak on. Stał z koszykiem i patrzył życzliwie na Ślizgona.
   - Witaj, w czymś mogę pomóc? - zaczął Draco niepewnie.
   - To raczej ja powinienem cię powitać - powiedział chłopak melodyjnym głosem. - Mam na imię Tom i mieszkam w mieszkaniu na przeciw twojego okna. Przyszedłem cię przywitać w nowym domu.
   - Draco Malfoy. - podał mu rękę i gestem zaprosił do środka. - To bardzo miłe z twojej strony, proszę, rozsiądź się, właśnie kończymy śniadanie.
   Tom wszedł do mieszkania, a Gryfonka wstała i usmiechnęła się przyjaźnie do nowego sąsiada. Podał jej koszyk wypełniony owocami i podał jej rękę.
   - Hermiona - podała mu rękę, którą ucałował.
   - Tom. - rzekł. - Miło mi was poznać. Nie chciałbym przeszkadzać, wpadłem tylko na chwilkę powitać nowych sąsiadów i już zmykam...
   - Nieee, bardzo nam będzie miło jeśli zostaniesz. - uśmiechnęła się Miona zaintrygowana nowym znajomym. - Draco, mógłbyś zaparzyć kawki dla naszego sąsiada?
   Spojrzał przeszywającym wzrokiem na nowego przybysza i mruknąwszy "Jasne." udał się zaparzyć kawę. Hermiona usiadła na krześle i zaprosiła Toma, by się przyłączył. Był on w podobnym wieku co ona, miał ciemne włosy i hipnotyzujące zielone oczy. Był wyższy od niej, lecz niższy od Dracona, za to miał olśniewające białe zęby. Pachniał orzeźwiającą wonią perfum i... co ją zaniepokoiło... krwią. Gdy tylko zauważył, że mu się przygląda zaśmiał się lekko i powiedział:
   - Nie mogę uwierzyć, że naprzeciw mojego okna mieszka tak piękna dziewczyna ze swoim lubym.
   - Draco nie jest moim lubym... - zaczerwieniła się Granger. - To tylko współlokator...
   - Do prawdy? - zainteresował się.
   - Tak... - zmieszała się Gryfonka obserwując nieśmiało sąsiada.
   - Może i dobrze... - mrugnął do niej gość.
   Rozmowę przerwał im Malfoy, który wszedł do salonu z parującą kawą.
   - Bardzo dziękuję za kawę, lecz muszę już lecieć. - powiedział zerkając na zegarek. - Było mi bardzo miło was poznać, jakbyście czegoś odemnie chcieli to wiecie gdzie mnie znaleźć.
   - To my dziękujemy - rzekł Draco odprowadzając sąsiada do drzwi. - Dowidzenia!
   Zatrzasnął za nim drzwi i posprzątał ze stołu.
   - Nie podoba mi się ten cały Tom. - mruknął.
   - Przesadzasz, jest całkiem miły. - westchnęła Granger.
   - Widziałaś co miał na szyi?
   - Co niby miał na szyi? - mruknęła zimno.
   - Masę podrapań i zaczerwienień. Nie podoba mi się to... - skrzywił się.
   - Naprawdę przesadzasz. Był miły, przyniósł nam owoce na powitanie i w ogóle... Słuchaj, czas się pouczyć.
   - Jak tam chcesz...
   - Dzisiaj teoria z zielarstwa, eliksirów i transmutacji! - uśmiechnęła się promiennie do Ślizgona. - Nie przejmuj się nim, przynieś księgi i zaraz dam ci trochę lekcji.

***

   Uczyli się do późnego popołudnia. Powtórzywszy już materiał ze wszystkich zaplanowanych przedmiotów, postanowili zakończyć naukę na dziś. Jedząc obiado-kolację składającą się z naleśników usłyszeli ciche pukanie do okna.
   - Sowa! - uradowała się Granger.
   Szybko otworzyła okno i do salonu wleciała sówka, jedna z zamieszkujących Hogwart. Wyciągnęła oczekująco nóżkę, do której przywiązany był list. Na jego wieżchu widniały nazwiska "Granger i Malfoy". Bez zastanowienia rozłożyła list i zaczęła czytać na głos:
Moi drodzy! 
Mam nadzieję, że jeszcze się nie pozabijaliście i żyjecie w miarę spokojnie.
Chciałabym Wam donieść, że przedłużam Wasz areszt do trzech tygodni, z powodu pewnej sytuacji mającej miejsce w naszej szkole. Nie miejcie mi tego za złe, uważam po prostu, że na razie jest niebezpiecznie, by wracać... Na Waszym miejscu nie liczyłabym na szybki powrót do murów Hogwartu... Nie mogę Wam tego wytłumaczyć w liście ze względów bezpieczeństwa, po prostu proszę byście mi zaufali. 
Panno Granger, proszę doskonalić Wasze umiejętności szczególnie w dziedzinie Obrony Przed Czarną Magią i zaklęć. Jest to na dzień dzisiejszy ważniejsze niż egzminy. 
Panie Malfoy, nalegam, by chronił Pan panienkę Granger. Prosze cały czas być przy niej i ją chronić. 
Liczę, że uszanujecie moją decyzję i zrozumiecie mnie. Nie dzieje się za dobrze w Hogwarcie i zostałam zmuszona podjąć taką decyzję. W Londynie jesteście bezpieczni. 
Pozdrawiam serdecznie! 
Minerwa McGonnagall. 
PS.: Przywracam Wam wasze magiczne moce i przesyłam z sową różdżki.

   Nie dowierzali. Było bardzo prawdopodobne, że spędzą ze sobą znacznie więcej czasu niż się spodziewali. A do tego w Hogwarcie coś się dzieje. To nie wróżyło niczego dobrego. 
   Hermiona usiadła zrezygnowana na kanapie i wczytała się w list po raz drugi. Draco przeklnął cicho i nabazgrał na skrawku kartki potwierdzenie otrzymanej wiadomości. Przywiązał ją do sowy i wypuścił przez okno. 

----------
Miał być po świętach, ale łapcie. Taki prezencik ode mnie :3 Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdzialikiem i zachęcam do zapoznania się z wcześniejszymi rozdzialikami <3 

A żeby było świąteczniej łapcie parę świątecznych nutek :*



<333

Wesołych świąt kociaki! <3 

( CZYTASZ = KOMENTUJESZ :* )

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 6.

   - Nadal nie pojmuję jak ci mugole radzą sobie bez czarów... - narzekał Draco upychając swoje ubrania do malutkiej szafki w sypialni.
   - Nie marudź! - odpowiedziała lekko poirytowana Hermiona układając alfabetycznie swoje zabrane książki. Wzięła oczywiście tylko te najpotrzebniejsze, a gdyby je zsumować wyszłoby coś koło 30.
   - Nie marudzę, tylko się dziwię. Od 20 minut próbuję zmieścić tu te wszystkie ciuchy, ale to nic nie daje!
   - Próbowałeś je złożyć? - zapytała ironicznie.
   - Phi... - jakby natchniony wyjął je ponownie i starannie poskładał przeklinając po cichu architekta tego budynku.
   - Mężczyźni... - westchnęła Miona głęboko i wróciła do układania książek.
   Po jakimś czasie uporali się z rozpakowywaniem kuferków i zdecydowali, że coś zjedzą. Jednak po otwarciu lodówki spostrzegli, że jej wnętrze świeci pustkami.
   - Trzeba iść po zakupy... - zaczęła Granger wymownie patrząc na blondyna.
   - O nie, nie zmusisz mnie do tego! Nie, nie i jeszcze raz NIE.
   - Draacooooo, sklep jest zapewne nie daleko, spacerek ci się przyda. - postanowiła Hermiona.
   - Nie będziesz mi rozkazywać.
   - Jesteś tego pewien?
   - W stu procentach. - zapewnił ją mierząc pogardliwym spojrzeniem.
   - Dobrze, w takim razie dzisiaj głodujemy. - wzruszyła ramionami.
   - Jesteś potworem... - warknął zwyciężony Malfoy ubierając płaszcz.
   - Dziękuję! - krzyknęła mu Hermiona zamykając się w łazience.
   Usłyszała tylko jak zrezygnowany zabiera ich wspólny portfel z pieniędzmi i trzaska drzwiami cicho narzekając. Spojrzała w lustro i uśmiechnęła się nie pewnie. Poprawiła włosy, umalowała się lekko i stwierdziła, że nie wygląda najgorzej. Wychodząc spojrzała przez okno. Słońce już powoli zachodziło, niebo zaczerwieniło się i wyglądało czarująco. Po dachu domu naprzeciwko spacerował czarny kot. Spróbowała go przywołać, lecz był za daleko. Wpatrywał się w nią jednak z niekrytym zainteresowaniem. To było dziwne. Jakiś cichy głosik w jej głowie kazał odejść od okna, zamknąć je i zapomnieć o dachowcu, lecz serce chciało nadal obserwować zwierzę. Sierściuch usiadł na samym krańcu dachu i zaczął "miauczeć". Dźwięk był tak donośny, że Gryfonka w pierwszej chwili pomyślała, że jest jakiś inny kot pod jej oknem. Sama nie wiedziała czemu, ale postanowiła pójść po tego kotka. Stanęła więc na parapecie okna i niebezpiecznie wychyliła się za powierzchnię bezpieczną. Poczuła niemiły chłód na skórze, lecz nie chciała się cofnąć do środka. Nie mogła. Musiała iść po tego kota. Potrzebował jej. Czuła to.
   Ktoś otworzył drzwi.
   Zachwiała się. Znajomy głos oznajmiający powrót do domu. Ucieczka kota. Poddenerwowanie. Ciemność przed oczami. Mocny uścisk w okolicach brzucha. Spadanie. Ciemność. Strach.

***

   - Na brodę Merlina, Hermiono, obudź się!
   Trząsł nią od jakiś 15 minut. Próbował już wszystkiego: klepał po twarzy, szeptał do ucha, krzyczał do ucha, uderzał lekko w policzek i nic! Oddychała, lecz najwyraźniej nie miała zamiaru się obudzić. "Co robić? Co robić?" Przyszła mu do głowy pewna myśl, ale chyba była zbyt brutalna. A może nie?
   Wstał, podbiegł do zlewu, nalał wody do szklanki i klękając przy współlokatorce wylał jej zawartość naczynia na twarz. Ocknęła się błyskawicznie i zaczęła się krztusić. Po kilku łykach wody, wdechach i wydechach odzyskała sprawność mówienia.
   - Co się stało? Czemu jestem mokra? - zapytała  przerażona patrząc w oczy Ślizgonowi.
   - Chciałem cię spytać o to samo... Wróciłem z zakupów, a ty stałaś sobie na parapecie i uparcie chciałaś skoczyć. Musiałem cię chwycić i siłą odciągnąć żebyś przypadkiem czegoś sobie nie zrobiła.
   Przez chwilę analizowała słowa młodzieńca lecz niczego sobie nie przypominała. Ostatnią wizją był czerwony zachód słońca i... kot. Kot? Nie wiedziała o co chodzi, ale cieszyła się, że jest w jednym kawałku.
   - Dziękuję . - mruknęła cichutko.
   - Nie ma sprawy... - westchnął z ulgą Draco wstając z podłogi i kierując się w stronę kuchni. - Ale więcej tego nie rób, okej?
   - Mhm.. - przytaknęła cicho zamykając zdradzieckie okno. Słońce już zaszło i zrobiło się ciemno. Zapaliła małą lampkę w salonie i przygotowała stół do kolacji.
   Gdy tylko Draco przyniósł do salonu trzy talerze z kanapkami od razu poczuła się lepiej. Jedli w milczeniu. Słowa były zbędne. Połknąwszy ostatni kęs ostatniej kanapki Hermiona wspaniałomyślnie pozbierała naczynia i umyła je. Draco w tym czasie poszedł się wykąpać. Siedząc w wannie rozmyślał co podkusiło tą Granger do takiego czynu. I co by było gdyby zjawił się pół minuty później? Wolał tego nie wiedzieć. W pewnym sensie czuł się za nią odpowiedzialny. Zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby cokolwiek się stało Weasley'owie i Potter ucięliby mu głowę. Po wyjściu z wody spojrzał na siebie w lustrze. Widział twarz młodzieńca, który wyrządził już tyle krzywd, powiedział tyle złego. Wszyscy mówili mu, że nie ma serca. Dotknął więc swojej lewej części klatki piersiowej i poczuł rytmiczne bicie. Zamknął oczy i uśmiechnął się, jednak miał serce.
   Po ułożeniu włosów "na noc" wyszedł z łazienki w starych spodniach dresowych i przysiadł się do Hermiony oglądającej poruszające się obrazy wewnątrz tego tajemniczego mugolskiego urządzenia. Jakiś niski człowiek właśnie komentował przebieg wojny w jakimś odległym kraju.
   - Tyle jest zła na świecie... - zamyślił się na głos.
   - Co?
   - Nic, po prostu nie mogę uwierzyć, że ludzie potrafią sobie coś takiego zrobić.
   Panna Granger spojrzała na jego przerażoną twarz z politowaniem. Spędzała co roku wakacje u mugolskich rodziców w Wielkiej Brytanii, więc pojęcie "wojna" znała jedynie z telewizji i opowiadań. Siedzący obok niej Draco sprawiał wrażenie, jakby pierwszy raz słyszał, że u mugoli również są wojny. Poklepała go po ramieniu, mruknęła "Dobranoc" i weszła do łazienki przygotować się do nocy. Umyła się, uczesała i ubrana w leginsy i starą koszulkę ruszyła w kierunku sypialni. Malfoy już leżał na podłodze przy łóżku i obserwował sufit. Zgasiła światło w salonie i wgrzebawszy się pod kołdrę zagasiła lampkę.
   - Dobranoc - szepnął Draco przewracając się na drugi bok.

***

   Całą noc nie mogła zasnąć. Bała się okropnie. W mieszkaniach poniżej słychać było skrzypienia drzwi, kroki, czasem nawet wrzaski. Wyobrażała sobie nie wiadomo co i sama siebie przerażała. Słyszała również równy oddech Malfoy'a. Szczęściarz, zasnął. Przewróciła się już chyba z tysięczny raz, lecz to nie pomagało. Nagle coś zaskrobało w okno. Wstrzymała oddech i zawinęła jeszcze bardziej w kołdrę. Skrobanie nie ustawało, a ona coraz bardziej się bała. A co jeśli jakiś morderca próbował się dostać do ich mieszkania? Postanowiła obudzić Dracona, jest mężczyzną, da sobie radę z tym "czymś".
   - Pssst! Draco! - szepnęła. - Psssst!
   Mruknął coś niewyraźnie.
   - Draco! Śpisz?
   Ziewnął, lecz odpowiedział równie cicho jak ona:
   - Już nie... Hermiooooona... co chciałaś?
   - Boję się Draco, coś skrobie w nasze okno. - powiedziała już normalnie.
   - O rany... - westchnął zrezygnowany, lecz wstał i podszedł do okna. - To tylko kotek. Nie martw się.
   Kot. Okno. Dach. Zachód słońca.
   - Wszystko dobrze Granger? - zaniepokoił się podchodząc do niej zastygłej w jednej pozycji. - Wszystko dobrze, to tylko zwierzę, już poszło.
   - Draco, nie wiem czemu... - zaczęła, lecz przerwał jej głośny krzyk z piętra niżej. Zadrżała.
   - Jej, spokojnie... - usiadł przy niej już serio zaniepokojony. - Nie jesteś sama, nic ci się nie stanie.
   - Zostań ze mną...
   - Dobrze Granger, jestem przy łóżku na podłodze.
   - Połóż się przy mnie...
   Zawahał się przez chwilę, lecz położył się koło niej, a ta spytała:
   - Ale zostaniesz do rana?
   - Jeśli tego chcesz...
   - Tak, potrzebuję ochrony. Czuję, że ten kot jest czymś złym.
   - Jest już późno, chyba zaczynasz gadać bzdury...
   - Nie Draco - przerwała mu. - Widziałam kota przed wejściem na okno. To jest COŚ ZŁEGO.
   - Śpij już... Jestem tu, obronię cię przecież.
   Kot zaskrobał ponownie, lecz ona była już spokojna. Leżała blisko Draco, blisko obrońcy. Czuła, że może mu zaufać. I żaden kot tego nie zmieni.
   A on? On leżał przy tej wariatce. Czuł się za nią odpowiedzialny. Może i było dziwne to, co wygadywała, lecz postanowił ją chronić przed wszelkim złem.

***

    A kotek czuwał. Skrobał szybę do późnej godziny aż w końcu tknięty czymś w rodzaju przeczucia ruszył w stronę sąsiedniego dachu. Zapukał pazurkiem w okno na poddaszu, a ono otwarło się przed nim. Wślizgnął się do środka i ulokował się na fotelu właściciela. Te tylko westchnął rozbawiony, dopił lampkę czerwonego wina i położył się na starej zielonej kanapie. Ostatni raz rozejrzał się po wnętrzu pokoju i zamknął oczy.


-----------
Długo mnie nie było, łapcie więc długi rozdzialik! <3 Piszcie co o nim sądzicie w komentarzach :33

Nadal obowiązuje zasada CZYTASZ = KOMENTARZ, bo nie wiem czy jest sens to pisać :c

Branoc! <3

Lunatyczka

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 5.

   Nie zasnął tej nocy. Bardzo cieszył się, że nareszcie wybije się z tej szkoły i zamieszka na jakiś czas w ruchliwym Londynie. Jednak coś go niepokoiło. Ta Hermiona Granger. Miał co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony żywił do niej urazę, bo była Gryfonką... a z drugiej strony wydawała się być miła. Lecz nie była to fałszywa odmiana tej cechy, ona faktycznie taka była. I inteligentna, i ładna, każdy pewnie by pomyślał "Ha! Ideał!". I może faktycznie taka była... idealna?
 Gdy jednak rano otworzył swe oczy zrozumiał, że rozmyślając o niej po prostu zasnął. Wstał, umył się i ubrał w mundurek. Wchodząc ponownie do dormitorium, które dzielił z Crabbe'm i Goyle'm, dostrzegł na na podłodze mały zwitek papieru. Rozwinął go zaciekawiony i ujrzał pochyłe pismo.

Panie Malfoy! 
Pana kara zacznie się punktualnie o 8, zaraz po zakończeniu wydawania śniadań. Proszę czekać z panną Granger przy moim gabinecie. I proszę NIE zabierać ze sobą żadnych rzeczy tylko ładnie je spakować do kufra pozostawionego na środku Pana dormitorium, rzeczy polecą tuż za nami. I proszę pamiętać o ustalonej wymówce dla przyjaciół - to stypendium, a Wy zostaliście wybrani do przeprowadzenia eksperymentu pośród mugoli!  
Pozdrawiam,
profesor Minerva McGonnagall 

   Po przeczytaniu wiadomości spojrzał na zegarek i przeraził się niesamowicie. Była godzina 7:38! To znaczyło, że ma maksymalnie 17 minut na spakowanie się i 5 minut na dojście do gabinetu profesorki. W pośpiechu zaczął upychać najpotrzebniejsze rzeczy: ubrania, podręczniki, książki i oczywiście swoje kosmetyki do włosów. Był on typem człowieka, dla którego bardzo ważny jest swój własny wygląd. Upchnąwszy wszystko do kufra spostrzegł, że ma jeszcze 3 minuty do wyjścia z dormitorium. Usiadł na środku dormitorium i popatrzył na śpiących Crabbe'a i Goyle'a... Zazdrościł im, że mogą sobie jeszcze pospać, dzisiaj Ślizgoni zaczynali zajęcia dwie godziny później. Rozglądnął się dookoła i westchnąwszy cicho wstał, poprawił koc na łóżku i wyszedł z dormitorium.

***
   Punktualnie o godzinie 8 Hermiona Granger zapukała do drzwi pani profesor. Usłyszawszy komendę "wejść" otworzyła drzwi i ujżała nauczycielkę siedzącą przy swoim biurku i Dracon'a stojącego pod ścianą. Unikał jej wzroku.
   - Dobrze kochani - zaczęła Minerva. - Ruszamy?
   Przytaknęli niemrawymi skinieniami głowy.
   - Pożegnajcie się na jakiś czas z Hogwartem. Miejmy nadzieję, że po waszej karze wrócicie tu odmienieni.
   Ostatnie spojrzenia na gabinet dyrektorki. Ciepły dotyk jej dłoni. Chwila, gdy świat na moment wiruje. Mocne bicie serca. Otwarcie oczu. Nowe miejsce.

***
   Stanęli jak wryci. Nie było już Hogwartu.
   Znajdowali się w małym mieszkaniu na poddaszu jakiegoś niewielkiego budynku. Sufit w pewnym miejscu opadał tworząc delikatny skos. Mieszkanie to składało się z łazienki, kuchni, salonu i jednego pokoju. Wyposażenie nie było jakieś powalające, ale wystarczające. W salonie stał stół, dwa fotele, dwa krzesła, jakieś mugolskie urządzenia i ogromny zegar. Ku ich zdziwieniu w sypialnie stało jedno łóżko. Małżeńskie.
   - Zajmuję! - krzyknęła Hermiona, gdy tylko je zauważyła, na co Draco spojrzał na nią ze zrezygnowaniem. - No co? Byłam pierwsza.
   - Chyba sobie żartujesz! - niedowierzał Ślizgon. - A gdzie ja mam niby spać?
   - Na ziemi? Pomyśl? - spytała sarkazmstycznie brązowowłosa.
   - Jak pies?
   - Dokładnie. - uśmiechnęła się zwycięsko Miona. - Fajnie, że to w końcu zrozumiałeś.
  Draco tylko zmrużył oczy i westchnął teatralnie.
   - Nie jest aż tak źle, prawda? - przypomniała o swoim istnieniu pani profesor. - Zasady znacie, za moment powinny przylecieć tu wasze rzeczy. Powinnam już znikać. Błagam, nie pozabijajcie się.
   Zmierzyła ich czujnym wzrokiem.
   - Poproszę wasze różdżki. - oddali jej niechętnie i tym sposobem pozbyli się magicznych umiejętności. - Powodzenia! W razie czego piszcie sowią pocztą! - pożegnała się i już jej nie było.
   Zaraz po zniknięciu nauczycielki w mieszkaniu pojawiły się oba zapakowane po brzegi kufry.
   - To co... - zaczął Draco. - Witamy w domu?
   - Witamy w domu. - przytaknęła Hermiona patrząc w jego zabójczo niebieskie oczy.


----------
nadal obowiązuje zasada JESTEŚ = PISZESZ KOMENTARZYK ŻEBY LUNATYCZKA SIĘ JARAŁA, ŻE KTOKOLWIEK JĄ CZYTA  :3

rozdzialik gotowy, dajcie znać co o nim sądzicie! <3

Lunatyczka

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 4.

    Hermiona obudziła się z dziwnym przeczuciem zagrożenia. Było to całkiem nie spotykane w jej życiu, rzadko miewała takie myśli. A jak już je miała, to nie działo się nic dobrego...
   Wstała cichutko, by nie obudzić współlokatorek i zamknęła się w łazience. Była dopiero 7:04, a jej ani trochę nie chciało się spać. Umyła się szybciutko, rozczesała swoje włosy i po krótkim namyśle zaplotła z nich dwa warkoczyki delikatnie opadające jej na ramiona. Na twarz nałożyła odrobinę pudru, przybarwiła usta na kolor różowy z pomocą błyszczyka i podkreśliła swoje brązowe oczy tuszem. Gdy wyglądała już całkiem znośnie jednym ruchem różdżki włożyła na siebie mundurek. Przypatrzyła się swojemu odbiciu i uśmiechnęła się. Była naprawdę ładna. Puściła oczko do swojego odbicia i wyszła z łazienki starając się nie robić za dużo hałasu. Nie budząc dziewczyn zgarnęła swoją torbę i zeszła do Pokoju Wspólnego.
    Zastała w nim jedynie dwie dziewczyny z drugiego roku gadające ze sobą o najprzystojniejszych zawodnikach quidditcha w Hogwarcie, oraz Rona zapatrzonego w zeszyt od eliksirów. Usiadła koło niego i przywitała się uśmiechem.
   - Ronaldzie Weasley... - zaczęła bardzo oficjalnym tonem, na który ten uśmiechnął się pod nosem. - to naprawdę niewiarygodne!
   - Co cię tak zszokowało Hermiono Granger? - zapytał z udawaną ciekawością.
   - Czy ty... Czy ty właśnie się uczysz? -zapytała z nie dowierzaniem. - Kim jesteś i co zrobiłeś z Ronem?
   - Postanowiłem wczoraj, że wstanę wcześniej i powtórzę materiał... - wyznał.
   - A tak serio? - nie dowierzała mu.
   - Tak serio, to nie mogłem spać i stwierdziłem, że wykorzystam ten czas pozytywnie, ale szczerze mówiąc to jest okropnie nuuuudne... - ziewnął.
   - Zrób sobie przerwę i chodź ze mną na śniadanie. Chyba przyda ci się kawa... - wstała z kanapy i spojrzała na niego  troską.
   - No niech ci będzie. - uśmiechnął się i podążył za nią do wyjścia.
   Gdy dotarli do Wielkiej Sali znajdowało się w niej niewiele osób. Przy stole Ślizgonów siedziały jedynie trzy dziewczyny sennie popijające kawę, u Krukonów siedział tylko jeden pierwszak samotnie zajadający jajecznicę, a u Puchonów nikogo nie było. Ron i Hermiona usiedli na przeciw siebie i zaczęli zajadać. W pewnym momencie Gryfon rzekł:
   - Miona... tak się zastanawiałem wieczorem... Co to było wczoraj wieczorem?
   - Sam nie wiem... - przyznała Granger. Ona również się nad tym zastanawiała, lecz żadna konkretna możliwość nie przychodziła jej do głowy. To mogło być cokolwiek...
   - Myślisz, że to Sama-Wiesz-Kto? - szepnął.
   Nic nie opowiedziała, bo nagle obok nich zjawili się Harry i Ginny.
   - O czym tak rozmawiacie? - zagadnęła Ruda uśmiechając się promiennie do Brązowowłosej.
   - O wszystkim i o niczym. - odwzajemniła uśmiech.
   - Wiecie co...- zaczął Harry. - Zastanawiałem się całą noc czemu wczoraj McGonnagall zarządziła ciszę nocną tak wcześnie. Podobno "coś krążyło po szkole"... I podobno są ofiary...
   - Skąd wiesz? - spytała zaskoczona Miona.
   - Idąc tutaj spotkałem Prawie Bezgłowego Nick'a, który był nie na żarty przerażony i mi powiedział, że "zło się obudziło w murach tej szkoły"... Nie mam pojęcia co to może oznaczać...
   - Na brodę Merlina... - jęknął Ron.
   Wielka Sala powoli zapełniała się uczniami i nauczycielami. Gdy tylko profesor Dumbledore wstał z swojego miejsca i klasnął trzykrotnie w dłonie na całej Sali nastała cisza. Wszyscy ciekawi byli słów dyrektora.
   - Uczniowie! - przemówił zaniepokojonym głosem. - Zapewne zauważyliście, że wczorajszego wieczoru, nocy, działo się coś dziwnego. Mieszkacie w tej szkole, więc macie prawo wiedzieć co się dzieje. Około godziny 21 na nasz zamek spłynęła jakaś niewytłumaczalna energia... Pojawiły się znikąd ciemne postacie, które skrzywdziły niektórych naszych uczniów. Jest to dla mnie niezrozumiałe, gdyż naszą szkołę chronią naprawdę potężne zaklęcia. Ale stało się. Na szczęście nasze grono pedagogiczne w błyskawicznym tempie unieruchomiło pojawiające się demony i odnalazło wszystkich zranionych uczniów. Nic im nie grozi, są pod opieką pani Pomfrey. Mamy nadzieję, że szybko powrócą do zdrowia. A są to John Terrence z Hufflepuff'u, Clara West, Charlie Lopez z Ravenclawu oraz David Collins z Gryffindoru. Uważajcie na siebie moi drodzy! Zło się szerzy... Smacznego!
   Przyjaciele odetchnęli z ulgą i wrócili do jedzenia. Żadne z nich nie znało tego całego Davida ani nikogo innego z poszkodowanych. Chociaż sam fakt, że dzieje się coś takiego w szkole był przerażający, to można powiedzieć, że się uspokoili. Po skończonym posiłku Ginny pobiegła na Zielarstwo, a starsi Gryfoni ruszyli na Historię Magii ze Ślizgonami. Po wejściu na salę lekcyjną i zajęciu miejsc zaczął się długi wykład... Połowa uczniów już smacznie spała. Nagle coś uderzyło pannę Granger w głowę... Był to liścik. Rozejrzała się po sali i napotkała wzrok pewnego Ślizgona o blond włosach. Tylko uroczo poruszył brwiami w górę i w dół, i powrócił do lektury podręcznika. Rozwinęła kartkę trochę przestraszona.

Posłała Ślizgonowi zdziwiony wzrok i przytaknęła. Oczywiście, że pamiętała o szlabanie, który miał nastąpić dzisiaj. Z jednej strony trochę się go bała, a z drugiej miała cichą chęć spędzenia odrobiny czasu z tym młodzieńcem. Coś dziwnego ciągnęło ją do niego niczym magnez. Na takich rozmyślaniach minęła jej cała Historia. Na kolejnych lekcjach nie potrafiła się skupić, w umyśle cały czas miała Ślizgona.
   Gdy w końcu nadeszła godzina 19:00 Gryfonka czekała przed drzwiami gabinetu profesor McGonnagall. Zastanawiała się gdzie podziewa się ten idiota... ? Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i ujrzała nauczycielkę z zimnym wyrazem twarzy.
   - Gdzie jest pan Malfoy? - zapytała.
   - Zaraz powinien być pani profesor... - zapewniła Hermiona.
   - Dobrze, w takim razie zaczekamy na niego w środku. Zapraszam - otworzyła drzwi szerzej.
   Gryfonka weszła niepewnie do gabinetu. Nigdy tu jeszcze nie była. Na pomarańczowych ścianach widniały podobizny sławnych Gryfonów z autografami, nad oknem wisiał szalik drużyny Gryffindoru w quidditcha, a na samym środku pomieszczenia stał spory stół przepełniony dokumentami. Profesor McGonnagall zajęła miejsce naprzeciw Hermiony i popiła herbatę. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć usłyszały pukanie do drzwi.
   - Zapraszam panie Malfoy! - krzyknęła nauczycielka.
   - Przepraszam za spóźnienie. - rzekł wchodząc do pokoju. - Po drodze zostałem zagadnięty przez profesora Slughorna.
   - Rozumiem, proszę usiąść panie Malfoy. - powiedziała starsza pani.
   Draco uśmiechnął się z ulgą do Hermiony na co ta zareagowała rumieńcem i przedziwnym uczuciem w brzuchu. Tak długo na to czekała...
   - A więc moi drodzy. - zaczęła nauczycielka.- Wezwałam was tu aby omówić szczegóły waszego szlabanu. Skonsultowałam się z innymi nauczycielami i uczniami, dowiedziałam się, że od jakiegoś czasu między wami coś nie gra. Nie lubicie się prawda?
   Milczeli.
   - Więc wpadłam na genialny pomysł. - ciągnęła. - Wasz szlaban będzie polegał na zintegrowaniu się. Oboje wyruszycie jutro rano do Londynu, gdzie zamieszkacie razem i będziecie na sobie polegać. Żaden z uczniów nie może dowiedzieć się, że wyjechaliście to też nie piśniecie nikomu ani słówka o waszej misji.
  - Ale... - zaczął Draco, lecz profesorka skutecznie mu przerwała.
  - Nie ma żadnych "ale". Z nauką panna Granger jest do przodu więc będzie udzielać korepetycji panu, a jeśli tego będzie mało to dostaniecie prywatne lekcje. Zostaniecie pozbawieni różdżek i będziecie musieli wytrwać tak miesiąc. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie. Możecie wysyłać listy sowią pocztą, ale oczywiście nie możecie wspominać nikomu o waszej karze. Oboje macie używać wymówek, że to jest "stypendium" i że zostaliście wybrani do przeprowadzenia badań wśród mugoli. Cokolwiek by się działo nie możecie mówić innym prawdy! Tylko nauczyciele wiedzą o przyczynie waszej nieobecności i proszę żeby tak zostało. Koniec. Macie jakieś pytania?
   Milczeli przytłoczeni wagą sytuacji. Było źle. Oboje to wiedzieli. Nie wytrzymają ze sobą tego miesiąca, to będzie jakiś koszmar.
   - W takim razie proszę się rozejść. - zarządziła pani profesor.
   Posłusznie wyszli z jej gabinetu i stanęli przed drzwiami. Spojrzeli na siebie i westchnęli.
   - Mam nadzieję, że umiesz gotować... - spojrzał na nią z nadzieją.
   - Szczerze mówiąc liczyłam, że to ty będziesz się tym zajmował. - jęknęła przestraszona wizją gotowania w mugolskiej kuchni.
   - Jakoś damy rade, co?
   - Damy radę. - przytaknęła Miona.
   - To... do jutra? - zapytał.
   - Do jutra. - przytaknęła i rozeszli się w swoje strony.


---------
Dzięki za komentarze pod ostatnim postaczem kochani ! <3 Oby tak dalej, naprawdę mnie to zmotywowało. :3
Powrót po dość długim czasie przerwy, mam nadzieję że mnie nie zabijecie za to :3
Rozdzialik moim zdanie dość słaby, ale zawsze coś. Tak naprawdę dopiero teraz zacznie się prawdziwa akcja :3 Więc zapraszam do dalszej lektury :*
Ciao!

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 3.

    Następnego środowego poranka Hermiona obudziła się wyjątkowo wcześnie. Korzystając z wolnej chwili zażyła gorącej kąpieli i starannie rozczesała swoje długie włosy. Po chwili zastanowienia zaplotła z nich kłosa i nałożyła na twarz niewielką ilość makijażu. Spojrzała na swoje odbicie i uśmiechnęła się. Nie zauważała już tej małej nudnej i nielubianej mądrali, widziała jedynie dojrzałą kobietę, która wie czego chce i przy tym jest całkiem urocza. Zaśmiała się pod nosem i wyszła z łazienki. Szybko ubrała się w pomarańczowe rurki, czarny T-shirt, na który zarzuciła swoją szkolną pelerynę. Wzięła do ręki torbę i postanowiła jeszcze obudzić swoje współlokatorki.
    - Wstawajcie, już 8! - krzyknęła radośnie.
    - Hermi... - jęknęła sennie Lav.- Jeszcze 5 minut....
    - Popieram... - westchnęła Parvati.
    - Jak tam chcecie, to nie ja się spóźnię na lekcje. - wzruszyła ramionami panna Granger i wyszła z dormitorium.
    W pokoju wspólnym spotkała swoich przyjaciół: Ginny, Harry'ego i Rona. Wszyscy troje uśmiechnęli się na powitanie i ruszyli razem do Wielkiej Sali. Przed wejściem stała profesor McGonnagall i rozdawała wszystkim Gryfonom plany lekcji.
    - Panno Granger...  - zaczęła nauczycielka.- Przypominam, że jutro zapraszam panią i pana Malfoy'a do mojego gabinetu na omówienie szlabanu.
    - Oczywiście pani profesor, pamiętam. - zapewniła Hermiona.
    - To dobrze... o 19!
    - Będę. - obiecała brązowowłosa.
    Cała czwórka weszła do Wielkiej Sali i zaczęli podziwiać swoje plany lekcji. Ginny czekała transmutacja, a Rona, Harry'ego i Mionę...
    - Obrona przed czarną magią! - jęknęli zgodnie.
    - I to ze Ślizgonami... - dodał Harry.
    - I Snape'm ...- jęknął Ron.
    Gdy tak zajadali omawiając swoje plany, dosiedli się do nich Neville i Luna. Wyglądali na niewyspanych, ale szczęśliwych. Panna Lovegood co chwilę śmiała się i patrzyła przelotnie na Longbottoma,  ten rumienił się spotykając jej wzrok.
    - Wyglądacie jak stare dobry małżeństwo... - westchnęła rozbawiona Ginny przyglądająca się parze. - Co się stało?
    Spojrzeli po sobie równocześnie i roześmiali się.
    - Niiiic... - uśmiechnął się Neville. - Chyba po prostu odkryliśmy jak wiele rzeczy nas łączy, jak wiele mamy wspólnych wspaniałych wspomnień i...
    - Po prostu całą noc siedzieliśmy w Pokoju Życzeń i rozmawialiśmy o nas! - przerwała mu rozmarzonym tonem Luna. - Pozwierzaliśmy się sobie, pogadaliśmy szczerze... było naprawdę świetnie - puściła oczko do zarumienionego Nevilla.
    - Właśnie... - przyznał Gryfon speszony spojrzeniami przyjaciół.
    - Czyli wy dwoje... - przyjrzał się im uważnie Harry jakby sprawdzając czy nie żartują. - jesteście parą?
    - Tak - przytaknęła Luna całując Nevilla w policzek. - Czy to nie cudowne?
    Gryfoni zaczęli szczerze gratulować parze, a Ginny nawet pokusiła się na "taniec szczęścia" z Luną i Hermioną. I tak oto powstała nowa para w Hogwarcie.
    Po zjedzonym śniadaniu Ginny pobiegła na transmutację, Luna na zielarstwo, a 4 gryfonów udała się na OPCM. Weszli do lochów razem z innymi uczniami i zajęli swoje ulubione miejsca. Harry z Ronem na tyłach, Neville w kącie sali, a Hermiona w centrum. Opiekun Slytherinu powitał młodzież chłodnym głosem i zaczął wykładać wykład o wilkołakach. Panna Granger dziwnym trafem nie umiała się skupić na słowach nauczyciela. Nie była to wina ani okropnie monotonnego głosu Severusa, ani znajomości tych wszystkich informacji, młoda Gryfonka czuła się obserwowana. Niespokojnie rozejrzała się po ponurych uczniach. Ron z Harry'm smacznie spali oparci o ławkę, Neville nerwowo wszystko zapisywał, a reszta Ślizgonów i Gryfonów sprawiała wrażenie słuchających. Dopiero gdy spojrzała w lewo ujrzała Draco. Blondyn coś kreślił na kartce przed sobą, lecz nie była to notatka dotycząca lekcji. Po chwili podniósł wzrok wprost na nią. I spojrzeli sobie w oczy. Czas się zatrzymał. Dracon uniósł ołówek lekko wskazując na Snape'a. Miona tylko wzruszyła ramionami, lecz tę błogą chwilę przerwał chłodny głos nauczyciela:
    - Granger! - krzyknął. - Powtórz, co powiedziałem.
    - Ja... - jęknęła się ujrzawszy gniewny wzrok Severusa. - Nie wiem, nie słuchałam.
    - Odejmuję Gryffindorowi 10 punktów. - odrzekł zadowolony z siebie profesor.
    Miona zawstydzona nie odzywała się już do końca zajęć. Starała się skupić na słowach Severusa, lecz w jej głowie istniał jedynie Draco.
    Po OPCM czekały ją jeszcze Zaklęcia i dwie godziny Eliksirów. Lubiła te lekcje, to też dzień minął jej szybko. Chociaż był to pierwszy dzień nauki, to nauczyciele zdążyli sporo pozadawać. Właśnie była w trakcie pisania wypracowania dla Snape'a, gdy ktoś trzepnął ją w ramię.
    - Miona, zwolnij z tymi lekcjami, co? - uśmiechnął się do niej Ronald.
    - Ron... - zaczęła, lecz rudzielec sprytnie jej przerwał.
    - Chodźmy na spacer!
    - Gdzie niby? - zapytała zaskoczona Gryfonka.
    - Ym... na błonia? - zaproponował.
    - No dobrze, ale nie na długo, bo muszę się jeszcze pouczyć. - westchnęła rozbawiona Granger widząc radość na twarzy przyjaciela.
    Wyszli niezauważeni z Pokoju i udali się na błonia. Był wrześniowy wieczór, lecz wiało już chłodem. Szli rozmawiając o wszystkim i o niczym. Oboje wiedzieli, że mogą sobie zaufać i być szczerzy. Przeszedłwszy całe tereny błoni usiedli pod drzewem. Nagle zrobiło się jakoś cicho, nienaturalnie cicho. Umilkły ptaki, drzewa, nawet wiatr przestał wiać.
     - Ron... - wyszeptała dziewczyna lekko przerażona. - Co się dzieje?
    - Nie wiem. - odszeptał Gryfon również przestraszony. - Może wracajmy już, co?
    - Dobrze. - odpowiedziała po czym oboje wstali i ruszyli w stronę zamku.
    Szli w ciemności. Jedynym źródłem światła był księżyc i okna szkoły. Hermiona odruchowo chwyciła dłoń Rona, a ten nie protestując mocno ją uścisnął dodając otuchy. Brązowowłosej zdawało się, że ktoś na nich patrzy, zupełnie jak na lekcji OPCM. Jej wyobraźnia zaczęła świrować. Wszędzie widziała cienie, które starają się ją złapać i porwać w ciemne zakątki błoni.
    Nagle usłyszeli wyraźny krzyk. Dochodził zza nich. Nie oglądając się ruszyli biegiem do Hogwartu. Wbiegli przez wejście, skierowali się równie szybko do pokoju wspólnego. Mruknęli hasło "Chorbotek" i weszli zdyszani do środka. Tam napotkali zaciekawione spojrzenia, lecz nikt nie zdążył o nic zapytać, bo do Pokoju wbiegła zdenerwowana McGonnagall.
    - Wszyscy do łóżek! Szybko! Żadnych rozmów, dyskusji i wymykania się! - rozkazywała. - Jeśli ktoś zignoruje moje polecenia zostanie ukarany. Już! Szybciutko!
    - Co się stało pani profesor? - zapytał przestraszony pierwszak o imieniu Simon kończąc kanapkę.
    - Coś krąży po szkole, lecz jesteście tu bezpieczni, w swoich dormitoriach! - odpowiedziała nauczycielka akcentując dwa ostatnie słowa. - Teraz do łóżek!
    Wybiegła z pokoju, a uczniowie zszokowani i przerażeni informacjami udali się do sypialni.
    Nie minęło 5 minut, a w dormitorium dziewcząt Lavender, Parvati i Hermiona leżały nasłuchując. Żadna z nich nie miała pojęcia co się stało. Po głowie panny Granger chodziły przeróżne myśli. Wyobrażała sobie dziwaczne stwory szykujące się na biednych uczniów. Co ją podkusiło na ten spacer z Ronem? Przez to nie zdążyła napisać wypracowania na OPCM i czekają ją za to minusowe punkty. A na dodatek nażarła się strachu. Bała się nawet myśleć co by było gdyby się potknęła o jakiś korzeń, czy coś. Rozmyślając o wszystkich możliwościach przebiegu zdarzeń zasnęła.
    I mrok ogarnął Hogwart. Zasłona snu opadła na zamek. Lecz w ciemności coś się czaiło. Coś nie spało, czuwało.


--------
Jesteś = napisz
:*

wtorek, 17 września 2013

Rozdział 2.

    Dalsza podróż minęła Gryfonom mile i bez problemowo. Po kilku minutach od zdarzenia z Draconem do przedziału przyjaciół dosiedli się Neville i Luna. Widać było, że między tą dwójką coś iskrzy: panna Lovegood komplementowała obficie Longbottom'a , na co ten reagował rumieńcami i wszystkiemu skromnie zaprzeczał. Hermiona zauważyła także iskierki radości w oczach swojej rudej przyjaciółki, gdy przysiadał koło niej Harry i namawiał na kwalifikacje do drużyny quidditch'a, której został kapitanem. Ginny już dawno temu zwierzała się starszej przyjaciółce o jej uczuciach do Potter'a. Widać, stara miłość nie rdzewieje. "Ale trzeba przyznać, że słodko razem wyglądają" - myślała często Hermiona. Sama chciała także znaleźć prawdziwą miłość. Coraz częściej przyłapywała się na rozpaczliwym rozmyślaniu o pewnym Ślizgonie, ale przecież taka miłość nie dość, że była "zakazana", to jeszcze skazana na nie powodzenie... Jednak pomimo tego coś ją pociągało w tym blondynie, coś nie dawało jej spokoju.
    Gdy w końcu pociąg zatrzymał się na stacji Hogwart, młodzi czarodzieje byli już ubrani w swe szaty i w prost nie mogli doczekać się uczty w Wielkiej Sali. Hermiona wraz z przyjaciółmi wyszła z wagonu i ruszyła w stronę powozów, którymi mieli się dostać do szkoły. Po drodze spotkali wielu znajomych, między innymi Cho, na której widok Harry uśmiechnął się i pomachał do niej ręką. Dziewczyna ze szczerym  uśmiechem odpowiedziała mu na ten gest, na co Ginny wprost poczarwieniała ze złości. Wpakowali się do powozu w szóstkę i ruszyli.
    W momencie, gdy już mieli wchodzić przez wejście główne rozległy się wrzaski. Przyjaciele zaczęli się rozglądać, lecz nie zauważyli niczego podejrzanego. Dopiero po chwili Luna wskazała przerażona palcem w sufit. W powietrzu wisiała dziewczyna, która krzyczała i wzdrygała się, jakby ktoś ją torturował. Nie widzieli jej twarzy, ani z jakiego jest domu, ale zobaczyli za to krew spływającą jej po rękach. Widok był przerażający. Kilka chwil po rozpoczęciu tortur nadbiegli szybko profesor Dumbledore, McGonnagall, Snape oraz Hagrid.
    - Co się dzieje, Potter ?! - krzyknął Severus.
    - Ja nic nie zrobiłem !! - wrzasnął Harry. - Chcieliśmy po ludzku wejść do szkoły, nad nami ta zaczęła się drzeć!
    - Widzieliście kogokolwiek, kto mógł to zrobić? - zapytał łagodnie dyrektor ignorując wrzaski dziewczyny.
    Wszyscy zgodnie zaprzeczyli ruchem głowy. Profesor McGonnagall wymamrotała pod nosem kilka zaklęć i dziewczyna momentalnie znieruchomiała. Po chwili spadła w ramiona Hagrida. Była nieprzytomna, zalana krwią i okropnie blada.
    - Roni... - wyszeptała Luna, której po policzkach spłynęły łzy. - Moja Roni... Boże...
    - Luna, znasz ją? - spytał Neville przytulając zszokowaną Krukonkę do siebie.
    - Tak... jest z... z Ravenclaw'u... - wychlipała blondynka. - Mieszkam.. z nią... w...dormitorium...
    Nikt o nic więcej nie pytał. Profesor McGonnagall zawołała profesora Flitwick'a i razem zanieśli Roni do Skrzydła Szpitalnego, reszta nauczycieli skierowała się do gabinetu opiekunki Gryffindoru, na tajne zebranie, a przyjaciele zaniepokojeni zdarzeniami udali się za dyrektorem do Wielkiej Sali. Neville nie chciał ani na krok opuszczać Luny ciągle płaczącej w jego ramionach, lecz został zmuszony by chociaż na wieczerzę zostawić ją w objęciach Anny, jej drugiej współlokatorki, która również przeżywała wypadek Roni.
    Uczta zaczęła się tradycyjnym przydziałem do domów. Wszystkich uczniów zdziwił fakt, że z nauczycieli obecny był jednie profesor Dumbledore i Hagrid, lecz nikt nie śmiał nawet zapytać dlaczego. W czasie ceremonii do domu Gryffindor'u doszły 3 dziewczynki oraz 4 chłopców. Zostali oni powitani ciepło przez wszystkich i już rozległ się wzmocniony głos dyrektora szkoły:
    - Witam drodzy uczniowie! - przemówił jak zwykle opanowany Albus. - Witam nauczycieli! Witam was wszystkich z osobna w szlachetnych progach Hogwartu! Mam nadzieję, że ten rok będzie równie owocny jak poprzednie. Muszę wam jednak przekazać pewną wiadomość. Pewnie zauważyliście już brak naszego grona pedagogicznego i zastanawiacie się dlaczego nie ma ich wśród nas w tak ważnym dniu. Macie prawo to wiedzieć. Otóż tuż przed rozpoczęciem uczty ktoś potraktował naszą uczennicę zaklęciem Cruciatus. A mowa tu o zdolnej Roni Feather z domu Ravenclaw. Leży ona nieprzytomna w Skrzydle Szpitalnym pod opieką pani Pomfrey. Jej stan jest jak najbardziej stabilny, a wszystko to dzięki szybkiej reakcji naszych nauczycieli. Dla waszego bezpieczeństwa profesorowie przeczesują właśnie cały zamek w poszukiwaniu sprawcy tego paskudnego incydentu. Jeśli ktokolwiek z was widział kogoś podejrzanego, wie coś na ten temat proszony jest o niezwłoczne udzielenie wiadomości mnie lub innemu nauczycielowi. Niebezpieczne czasy nastały, ale razem możemy je przezwyciężyć. Jeśli tylko uwierzycie we własne możliwości jesteście w stanie zrobić wszystko... pamiętajcie o tym! A teraz jeszcze dwa ogłoszenia... Nie muszę chyba przypominać, że wstęp do Zakazanego Lasu jest absolutnie zakazany? Grozi to nawet wydaleniem ze szkoły, więc pilnujcie się. A drugie ogłoszenie to zmiana w składzie grona pedagogicznego... W tym roku eliksirów będzie nauczać profesor Slughorn, zaś obrony przed czarną magią profesor Snape...!
    Ze stołu Ślizgonów zabrzmiały oklaski i radosne okrzyki. Zaraz po tradycyjnym "Wcinajcie!" dyrektora na stołach pojawiły się przeróżne potrawy. Ron momentalnie rzucił się na pałki kurczaka i smażone ziemniaczki. Pożarł je w mgnieniu oka i już sięgał po gulasz, co reszta przyjaciół obserwowała ze zróżnicowanymi odczuciami. Hermiona zauważyła, że Neville co chwilę spogląda na siedzącą vis-a-vis przy stole Krukonów Lunę. Blondynka po przemówieniu Dumbledore'a wydawała się spokojna. Rumieniąc się wysyłała mu nieśmiałe uśmiechy. Ginny rozmawiała z Harry'm o przerażającej wizji OPCM ze Snape'm, oraz od czasu do czasu spoglądała z obrzydzeniem na Rona zajadającego się trzecim kotletem. Tylko ona, panna Granger, z niewytłumaczalną ciekawością spoglądała na zielonookiego blondyna ze Slytherin'u. Wydawał się być pochłonięty myślami. Czasem potakiwał coś znajomym, czasem uśmiechał niepewnie... W pewnym momencie spojrzał na brązowooką Gryfonkę i odkrywszy, że ona także go obserwuje odwrócił wzrok i ponownie spoglądał w stół. Hermionie serce zamarło na chwilę. Poczuła wypływający na policzki rumieniec i motylki w brzuchu. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyła. Szybko oderwała wzrok od blondyna i zajęła się zajadaniem przekąsek.
    Gdy wszyscy już skończyli posiłek prefekci odprowadzili swoich podopiecznych do dormitoriów i na zamek zapadła zasłona nocy. Mogłoby się wydawać, że wszyscy już śpią. Jednak w pokoju wspólnym Slytherin'u na zielonej kanapie siedział pewien blondyn i rozmyślał. Tak bardzo chciało mu się spać, lecz nie umiał zasnąć. W głowie miał tylko ją. Tą Hermionę Granger.


--------
Kolejny! Sama nie wiem co z nim nie tak, ale nie podoba mi się xD Od razu mówię, że Anna i Roni z Ravenclawu to postacie wymyślone przeze mnie na poczekanie ;)

Piszcie kochani, bo nie wiem czy mam dla kogo pisać :c !! <3
Lunatyczka.

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1.

    - Kochani, bo się spóźnimy! - krzyczała z dołu Molly Weasley. Był dzień 1 września i matka dwójki uczących się jeszcze dzieci drygowała przygotowaniami do nowego roku szkolnego.
    - Już schodzimy! - krzyknęła najmłodsza córka Molly i Artura Weasley'ów. - Tylko Ron zgubił gdzieś swoją szatę wyjściową i pomagamy mu jej z Hermioną szukać!
    - Ronald! Całkiem nową szatę zgubiłeś?! - zdenerwowała się matka. - Nawet sobie nie wyobrażasz ile kosztowała!
    - Spokojnie, no przecież się znajdzie... - odkrzyknął Ron coraz bardziej zdenerwowany. - Harry się odzywał?
    - Nie, mam nadzieję, że jego wujostwo odwiezie go bezpiecznie na King Cross. - westchnęła Molly.
    - Ron! Mam ją! - uradowała się Hermiona. - Tylko co ona robiła w moim łóżku??
    - Hehe... - zaśmiał się nerwowo rudzielec. - Yyy.. Magia?
    - Co wy tam jeszcze robicie? Schodźcie, bo się spóźnimy! - zaniepokoiła się po raz kolejny tego poranka Molly.
    Dzieci zbiegły po schodach, a za nimi w powietrzu podążały pełne kufry. W pośpiechu wyszli przed dom i deportowali się na znaną stację King Cross. Pospiesznym krokiem udali się na miejsce, gdzie kończył się peron 9, a zaczynał 10.
    - Okej, chyba zdążyliśmy. - odetchnęła pani Weasley. - Ron, Ginny, wy pierwsi. My z Hermionką tuż za wami.
    Rodzeństwo cofnęło się i ruszyło biegiem prosto w ścianę. Jednak zaprzeczając wszystkim prawom fizyki przeniknęli przez mur i stanęli na nikomu nie znanym peronie 9 i 3/4. W okół siebie widzieli same znajomy twarze. Zaraz po nich z muru wyłoniły się pani Weasley i Hermiona. Brązowowłosa uśmiechnęła się do siebie i odetchnęła. Jeszcze tylko czeka ją miła podróż Ekspresem i będzie w swoim drugim domu.
    - Harry! - krzyknęła uradowana Ginny na widok Wybrańca i rzuciła mu się w ramiona.
    - Rany, ale się stęskniłem! -  przytulił rudą, a następnie Hermionę i Rona. Gdy tylko oderwał się od przytuleń dorwała go wzruszona Molly.
    - Harry, ale schudłeś! - narzekała przytulając go z całej siły. - Ci mugole w ogóle nie mają do ciebie szacunku! Wiedz, że u nas w Norze jesteś zawsze mile widziany.
    - Dziękuję pani Weasley. - powiedział gdy ta w końcu go wycałowała i wytuliła za wszystkie czasy.
    - Ej, kochani, mamy jakieś 5 minut na zapakowanie się do pociągu. - przypomniała Ginny.
    - Racja! - pod denerwowała się Molly. - Lećcie już! Ron, Ginny, piszcie często! Hermiono, miej na oku moje dzieciaki! A ty Harry, uważaj na siebie!
    - Dobrze, pani Weasley. - uśmiechnął się Potter i po szybkim pożegnaniu ruszył wraz z przyjaciółmi w poszukiwaniu wolnego przedziału.
    Szli korytarzykiem i zaglądali do poszczególnych przedziałów, aż w końcu wparowali do pustego. Rozsiedli się wygodnie i po chwili pociąg ruszył. Hermiona odetchnęła z ulgą. Spojrzała na swoich towarzyszy podróży. Harry prowadził zaciekłą dyskusję z Ronem o jakimś ważnym meczu quidditcha, a Ginny bawiła się ze swoją sówką. Przez chwilę zastanawiała się, co mogłaby porobić, aż wyciągnęła swoją ulubioną książkę "Więzień nieba". Nie umiała się jednak skupić na lekturze, w głowie miała pełno myśli dotyczących całkiem nowego roku szkolnego. Ciekawe czy znów Gryfoni wygrają Puchar Quidditcha? Czy pozna jakieś ciekawe tajemnice i sekrety Hogwartu? Czy się zakocha...? Ta ostatnia myśl wyjątkowo utkwiła jej w umyśle. Tak naprawdę nigdy nie była zakochana, nigdy nie miała chłopaka. Może i nie była najbrzydsza, ale stawiała na cel swojego życia naukę, ignorowała zaczepki chłopaków. Jednak miała głupie wrażenie, że w tym roku to się zmieni. Szczerze mówiąc miała już serdecznie dosyć samotności.
    Zanurzyła się w swoich myślach, gdy nagle drzwi ich przedziału rozsunęły się z trzaskiem, a stanął w nich nie kto inny jak Draco Malfoy ze swoimi "przyjaciółmi" Goylem i Crabbem.
    - No proszę, proszę, kogo my tu mamy? - zaczął pogardliwie na co jego "kumple" zareagowali śmiechem. - Dwoje rudych zdrajców krwi, Wybrańca i... szlamę.
    Hermiona zareagowała błyskawicznie. Dała blondynowi "z liścia" i przytknęła różdżkę do jego krtani.
    - Granger, spokojnie... - przestraszył się Ślizgon. - Crabbe, Goyle, no zróbcie coś!
    Lecz nimi zajął się rozgniewany Ron. Za pomocą kilku prostych zaklęć wyczarował liny, które związały kończyny ofiar i szmaty do zakneblowania ich pryszczatych twarzy.
    - Chyba twoi koledzy nie są w stanie ci pomóc, Malfoy. - parsknęła Miona. - Odszczekaj to co powiedziałeś, a może ujdzie ci to na sucho!
    - Hermi, spokojnie.... - zaczęła Ginny skulona w kącie przedziału. - No nic się nie stało....
    - Musi przeprosić! - krzyknęła brązowowłosa przyciskając swoją różdżkę jeszcze bardziej do szyi blondyna.
    - Za co niby? - zdziwił się Ślizgon. - Za to, że powiedziałem prawdę? Jesteś tylko szlamą, nie powinnaś w ogóle chodzić do tej szkoły, nie jesteś tego godna. Jesteś nikim... - mówił sam nie wiedząc czemu, aż zauważył drżenie jej ręki i łzy spływające po polikach. Wcale tak nie uważał, to wszystko wpajane mu było do głowy od najmłodszych lat, lecz nie było prawdą. Przez swoje zachowanie doprowadził ją do łez. Żałował tego chociaż sam nie wiedział dlaczego.
    - Panno Granger! - usłyszeli głos profesor McGonnagall. - Co pani wyprawia?!
    - Pani profesor... - zaczęła zawstydzona Miona. - On nazwał mnie...
    - To moja wina. - przyznał się Draco. - Nazwałem ją szlamą. Nie powinienem był....
    - Nie chcę więcej słyszeć o takich sprawach! - krzyknęła zimnym tonem. Odejmuję 10 punktów Slytherinowi i Gryffindorowi za wasze zachowanie. A w czwartek przyjdźcie do mojego gabinetu o 19:00 to omówimy szczegóły waszego szlabanu. Mam już serdecznie dosyć waszej nienawiści!
    - Dobrze, pani profesor. - powiedzieli równocześnie ukarani.
    - A tych dwóch - wskazała na Crabbe'a i Goyle'a - proszę rozwiązać i niech wraz z panem Malfoy'em wracają do swojego wagonu.
    - Oczywiście, pani profesor. - skinął Draco uwolniony z zasięgu różdżki Hermiony.
    - Dobrze... - westchnęła McGonnagall i ruszyła w stronę kolejnego przedziału.
    Malfoy rozmasował swoją krtań i jednym machnięciem różdżki usunął liny z kończyn "kumpli" . Gdy ci wstali i otrzepali się z kurzu ruszyli razem w stronę swojego wagonu.
    - Czekaj! - krzyknęła za nimi Hermiona.
    - Co Granger? - Draco obrócił się na pięcie i wpatrywał w Mionę.
    - Dziękuję... - powiedziała brązowowłosa.
    - Nie ma sprawy... - rzucił i ruszyli dalej.    
    Hermiona nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak trudno było mu przyznać się do błędu. Mimowolnie wyobraził sobie swojego wściekłego ojca. Gdyby ten tylko dowiedział się o tak zdradzieckim czynie, jak przyznanie się do błędu, do nazwania szlamy szlamą, wydziedziczyłby go. Dla czarodzieja ze szlachetnego rodu taki czyn jest skazą na honorze. Jednak Draco nie wiadomo czemu nie umiał myśleć źle o tej dziewczynie. Wcześniej tego nie zauważył, była wspaniała. Gdy tylko ujrzał jej łzy, poczuł potrzebę chronienia jej. Była taka mądra, lecz w pewien sposób krucha. Poczuł, że jest dla niego ważna. Jeszcze sam nie wiedział czemu.



----------
I gotowe! Piszcie, co wam się podoba, co nie, jak bardzo jest źle <3 !

Lunatyczka.

Prolog.

Zakochałem się. 
Po raz kolejny poczułem ten stan: radość, szczęście, pozytywne myśli... Świat się zatrzymał. Nie istniało nic innego poza nią. Brązowe włosy opadały jej na brązowe oczy, które uroniły już tyle łez. Jej policzki nabrały koloru czerwonych róż, których mógłbym jej zerwać tysiące. Patrzyła na mnie jak na osobę, którą zna od zawsze. Nie widziała we mnie tych wszystkich moich wad, niedoskonałości. Widziała tylko zalety. I za to ją kocham. Mogę wykrzyczeć to na cały głos, mogę opowiedzieć o niej przypadkowo spotkanej osobie, mogę śnić o niej bez końca, a nigdy nie będę miał jej dosyć. Kocham to jak odgarnia włosy z czoła, jak mruży oczy do słońca, jak śmieje się z mojej głupoty, jak nazywa mnie "królewiczem". Kocham jej dłonie dotykające moich skroni, jej wargi całujące mnie, jej włosy pachnące wrzosami. Kocham ją całą. I teraz już wiem, że nie mogę bez niej żyć. 

Zakochałam się.
Świat zawirował, serce zamarło, a dusza radowała się we mnie. Odnalazłam spokój w jego zielonych oczach, blond włosach i jasnej skórze. Jest piękny. Gdy mówi, wsłuchuję się w każde słowo, gdy milczy, milczę razem z nim. Chciałabym budzić się każdego dnia w jego ramionach i zasypiać wtulona w niego. Słyszę bicie jego serca, jest takie znajome. Przeszło już tyle złamań, a nadal bije. Gdy jest przy mnie mam ochotę rzucić mu się w ramiona i zostać w nich na zawsze. Nie obchodzi mnie zdanie innych, to jest mój królewicz. Uwielbiam jego zapach, jego spojrzenie mnie uspokaja. On zawsze jest przy mnie, wysłucha mnie, pocieszy. Mogę na niego liczyć w każdej chwili. Jest moim prywatnym ideałem. Kocham go całego. I teraz już wiem, że nie mogę bez niego żyć. 




----------
witam na moim blogu o Dramione. Mam nadzieję, że spodobał wam się "prolog". Mam masę pomysłów dotyczących tego bloga, więc zachęcam do odwiedzania <3 Więcej o mojej osobie znajdziecie w zakładce "O mnie" lub na moim profilu. Zapraszam <3
Dajcie znać jak wam się podoba! ^^