Translate

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 4.

    Hermiona obudziła się z dziwnym przeczuciem zagrożenia. Było to całkiem nie spotykane w jej życiu, rzadko miewała takie myśli. A jak już je miała, to nie działo się nic dobrego...
   Wstała cichutko, by nie obudzić współlokatorek i zamknęła się w łazience. Była dopiero 7:04, a jej ani trochę nie chciało się spać. Umyła się szybciutko, rozczesała swoje włosy i po krótkim namyśle zaplotła z nich dwa warkoczyki delikatnie opadające jej na ramiona. Na twarz nałożyła odrobinę pudru, przybarwiła usta na kolor różowy z pomocą błyszczyka i podkreśliła swoje brązowe oczy tuszem. Gdy wyglądała już całkiem znośnie jednym ruchem różdżki włożyła na siebie mundurek. Przypatrzyła się swojemu odbiciu i uśmiechnęła się. Była naprawdę ładna. Puściła oczko do swojego odbicia i wyszła z łazienki starając się nie robić za dużo hałasu. Nie budząc dziewczyn zgarnęła swoją torbę i zeszła do Pokoju Wspólnego.
    Zastała w nim jedynie dwie dziewczyny z drugiego roku gadające ze sobą o najprzystojniejszych zawodnikach quidditcha w Hogwarcie, oraz Rona zapatrzonego w zeszyt od eliksirów. Usiadła koło niego i przywitała się uśmiechem.
   - Ronaldzie Weasley... - zaczęła bardzo oficjalnym tonem, na który ten uśmiechnął się pod nosem. - to naprawdę niewiarygodne!
   - Co cię tak zszokowało Hermiono Granger? - zapytał z udawaną ciekawością.
   - Czy ty... Czy ty właśnie się uczysz? -zapytała z nie dowierzaniem. - Kim jesteś i co zrobiłeś z Ronem?
   - Postanowiłem wczoraj, że wstanę wcześniej i powtórzę materiał... - wyznał.
   - A tak serio? - nie dowierzała mu.
   - Tak serio, to nie mogłem spać i stwierdziłem, że wykorzystam ten czas pozytywnie, ale szczerze mówiąc to jest okropnie nuuuudne... - ziewnął.
   - Zrób sobie przerwę i chodź ze mną na śniadanie. Chyba przyda ci się kawa... - wstała z kanapy i spojrzała na niego  troską.
   - No niech ci będzie. - uśmiechnął się i podążył za nią do wyjścia.
   Gdy dotarli do Wielkiej Sali znajdowało się w niej niewiele osób. Przy stole Ślizgonów siedziały jedynie trzy dziewczyny sennie popijające kawę, u Krukonów siedział tylko jeden pierwszak samotnie zajadający jajecznicę, a u Puchonów nikogo nie było. Ron i Hermiona usiedli na przeciw siebie i zaczęli zajadać. W pewnym momencie Gryfon rzekł:
   - Miona... tak się zastanawiałem wieczorem... Co to było wczoraj wieczorem?
   - Sam nie wiem... - przyznała Granger. Ona również się nad tym zastanawiała, lecz żadna konkretna możliwość nie przychodziła jej do głowy. To mogło być cokolwiek...
   - Myślisz, że to Sama-Wiesz-Kto? - szepnął.
   Nic nie opowiedziała, bo nagle obok nich zjawili się Harry i Ginny.
   - O czym tak rozmawiacie? - zagadnęła Ruda uśmiechając się promiennie do Brązowowłosej.
   - O wszystkim i o niczym. - odwzajemniła uśmiech.
   - Wiecie co...- zaczął Harry. - Zastanawiałem się całą noc czemu wczoraj McGonnagall zarządziła ciszę nocną tak wcześnie. Podobno "coś krążyło po szkole"... I podobno są ofiary...
   - Skąd wiesz? - spytała zaskoczona Miona.
   - Idąc tutaj spotkałem Prawie Bezgłowego Nick'a, który był nie na żarty przerażony i mi powiedział, że "zło się obudziło w murach tej szkoły"... Nie mam pojęcia co to może oznaczać...
   - Na brodę Merlina... - jęknął Ron.
   Wielka Sala powoli zapełniała się uczniami i nauczycielami. Gdy tylko profesor Dumbledore wstał z swojego miejsca i klasnął trzykrotnie w dłonie na całej Sali nastała cisza. Wszyscy ciekawi byli słów dyrektora.
   - Uczniowie! - przemówił zaniepokojonym głosem. - Zapewne zauważyliście, że wczorajszego wieczoru, nocy, działo się coś dziwnego. Mieszkacie w tej szkole, więc macie prawo wiedzieć co się dzieje. Około godziny 21 na nasz zamek spłynęła jakaś niewytłumaczalna energia... Pojawiły się znikąd ciemne postacie, które skrzywdziły niektórych naszych uczniów. Jest to dla mnie niezrozumiałe, gdyż naszą szkołę chronią naprawdę potężne zaklęcia. Ale stało się. Na szczęście nasze grono pedagogiczne w błyskawicznym tempie unieruchomiło pojawiające się demony i odnalazło wszystkich zranionych uczniów. Nic im nie grozi, są pod opieką pani Pomfrey. Mamy nadzieję, że szybko powrócą do zdrowia. A są to John Terrence z Hufflepuff'u, Clara West, Charlie Lopez z Ravenclawu oraz David Collins z Gryffindoru. Uważajcie na siebie moi drodzy! Zło się szerzy... Smacznego!
   Przyjaciele odetchnęli z ulgą i wrócili do jedzenia. Żadne z nich nie znało tego całego Davida ani nikogo innego z poszkodowanych. Chociaż sam fakt, że dzieje się coś takiego w szkole był przerażający, to można powiedzieć, że się uspokoili. Po skończonym posiłku Ginny pobiegła na Zielarstwo, a starsi Gryfoni ruszyli na Historię Magii ze Ślizgonami. Po wejściu na salę lekcyjną i zajęciu miejsc zaczął się długi wykład... Połowa uczniów już smacznie spała. Nagle coś uderzyło pannę Granger w głowę... Był to liścik. Rozejrzała się po sali i napotkała wzrok pewnego Ślizgona o blond włosach. Tylko uroczo poruszył brwiami w górę i w dół, i powrócił do lektury podręcznika. Rozwinęła kartkę trochę przestraszona.

Posłała Ślizgonowi zdziwiony wzrok i przytaknęła. Oczywiście, że pamiętała o szlabanie, który miał nastąpić dzisiaj. Z jednej strony trochę się go bała, a z drugiej miała cichą chęć spędzenia odrobiny czasu z tym młodzieńcem. Coś dziwnego ciągnęło ją do niego niczym magnez. Na takich rozmyślaniach minęła jej cała Historia. Na kolejnych lekcjach nie potrafiła się skupić, w umyśle cały czas miała Ślizgona.
   Gdy w końcu nadeszła godzina 19:00 Gryfonka czekała przed drzwiami gabinetu profesor McGonnagall. Zastanawiała się gdzie podziewa się ten idiota... ? Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i ujrzała nauczycielkę z zimnym wyrazem twarzy.
   - Gdzie jest pan Malfoy? - zapytała.
   - Zaraz powinien być pani profesor... - zapewniła Hermiona.
   - Dobrze, w takim razie zaczekamy na niego w środku. Zapraszam - otworzyła drzwi szerzej.
   Gryfonka weszła niepewnie do gabinetu. Nigdy tu jeszcze nie była. Na pomarańczowych ścianach widniały podobizny sławnych Gryfonów z autografami, nad oknem wisiał szalik drużyny Gryffindoru w quidditcha, a na samym środku pomieszczenia stał spory stół przepełniony dokumentami. Profesor McGonnagall zajęła miejsce naprzeciw Hermiony i popiła herbatę. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć usłyszały pukanie do drzwi.
   - Zapraszam panie Malfoy! - krzyknęła nauczycielka.
   - Przepraszam za spóźnienie. - rzekł wchodząc do pokoju. - Po drodze zostałem zagadnięty przez profesora Slughorna.
   - Rozumiem, proszę usiąść panie Malfoy. - powiedziała starsza pani.
   Draco uśmiechnął się z ulgą do Hermiony na co ta zareagowała rumieńcem i przedziwnym uczuciem w brzuchu. Tak długo na to czekała...
   - A więc moi drodzy. - zaczęła nauczycielka.- Wezwałam was tu aby omówić szczegóły waszego szlabanu. Skonsultowałam się z innymi nauczycielami i uczniami, dowiedziałam się, że od jakiegoś czasu między wami coś nie gra. Nie lubicie się prawda?
   Milczeli.
   - Więc wpadłam na genialny pomysł. - ciągnęła. - Wasz szlaban będzie polegał na zintegrowaniu się. Oboje wyruszycie jutro rano do Londynu, gdzie zamieszkacie razem i będziecie na sobie polegać. Żaden z uczniów nie może dowiedzieć się, że wyjechaliście to też nie piśniecie nikomu ani słówka o waszej misji.
  - Ale... - zaczął Draco, lecz profesorka skutecznie mu przerwała.
  - Nie ma żadnych "ale". Z nauką panna Granger jest do przodu więc będzie udzielać korepetycji panu, a jeśli tego będzie mało to dostaniecie prywatne lekcje. Zostaniecie pozbawieni różdżek i będziecie musieli wytrwać tak miesiąc. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie. Możecie wysyłać listy sowią pocztą, ale oczywiście nie możecie wspominać nikomu o waszej karze. Oboje macie używać wymówek, że to jest "stypendium" i że zostaliście wybrani do przeprowadzenia badań wśród mugoli. Cokolwiek by się działo nie możecie mówić innym prawdy! Tylko nauczyciele wiedzą o przyczynie waszej nieobecności i proszę żeby tak zostało. Koniec. Macie jakieś pytania?
   Milczeli przytłoczeni wagą sytuacji. Było źle. Oboje to wiedzieli. Nie wytrzymają ze sobą tego miesiąca, to będzie jakiś koszmar.
   - W takim razie proszę się rozejść. - zarządziła pani profesor.
   Posłusznie wyszli z jej gabinetu i stanęli przed drzwiami. Spojrzeli na siebie i westchnęli.
   - Mam nadzieję, że umiesz gotować... - spojrzał na nią z nadzieją.
   - Szczerze mówiąc liczyłam, że to ty będziesz się tym zajmował. - jęknęła przestraszona wizją gotowania w mugolskiej kuchni.
   - Jakoś damy rade, co?
   - Damy radę. - przytaknęła Miona.
   - To... do jutra? - zapytał.
   - Do jutra. - przytaknęła i rozeszli się w swoje strony.


---------
Dzięki za komentarze pod ostatnim postaczem kochani ! <3 Oby tak dalej, naprawdę mnie to zmotywowało. :3
Powrót po dość długim czasie przerwy, mam nadzieję że mnie nie zabijecie za to :3
Rozdzialik moim zdanie dość słaby, ale zawsze coś. Tak naprawdę dopiero teraz zacznie się prawdziwa akcja :3 Więc zapraszam do dalszej lektury :*
Ciao!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz