Było zimno. Potwornie zimno, jak na wrześniowy ranek. Deszcz cichutko bębnił w dach małej londyńskiej kawiarenki. Ulice były opustoszałe, lecz nie przeszkadzało jej to. Siedziała przy stoliku z kubkiem kawy i małym croissantem w dłoni. Czytała coś. Gdyby ktokolwiek przyjrzałby się jej gazecie z bliska zaniepokoiłoby go coś. Na szarym papierze widniały fotografie, które się ruszały. Jednak jej to nie dziwiło. Była bardzo pochłonięta lekturą artykułu. "Czarny Pan powrócił. " - głosił jego tytuł. W miarę doczytywania na jej twarzy rósł wielki uśmiech. "Hogwart zaatakowany"... "Ilość ofiar wciąż rośnie" ... "Szlamy padają jak muchy" ... Tak, takie wieści sprawiały jej ogromną radość. Dopiła ostatni łyk kawy, zostawiła mały pieniążek pod filiżanką i machnąwszy swą magiczną różdżką zniknęła.
***
- Draaaco! Pobudka! - krzyknęła Miona z kuchni kończąc przygotowywać śniadanie.
- Jasne, mamo. - rzucił zrezygnowany spod kołdry.
Wywróciła teatralnie oczami i skroiła do końca pomidorka. Chciała, by to śniadanie było perfekcyjne. Rozlała gorącą czekoladę do dwóch kubków i poustawiała wszystko na stole. Oczekując chłopaka włączyła telewizor i natknęła się na wiadomości.
- Nastąpił brutalny atak na garstkę naszych rodaków w środku miasta - mówiła roztrzęsiona speakerka. - Świadkowie twierdzą, że napadła na nich trójka mężczyzn w czarnych pelerynach z zielono świecącymi patykami. Po szybkiej reanimacji nie udało się uratować żadnej osoby. Przypominamy, że to nie pierwszy taki atak w naszym kraju. Na północy, w mieście Eyemouth jeden uzbrojony tak samo mężczyzna zaatakował ciężarną kobietę. Prosimy bardzo o ostrożność i informacje na temat tego typu napastnikach. A teraz wiadomości sportowe...
Telewizor zgasł. Odwróciła się gwałtownie i ujrzała Dracona z różdżką w ręce.
- Widać Voldzio nie marnuje swoich przywilejów. - rzekł spoglądając na Mionę.
- Już przesadza... Co mu zrobili ci mugole? - spojrzała gniewnie na swoją różdżkę.
- Mnie nie pytaj... - westchnął siadając obok niej. - Ale mam do ciebie prośbę.
- Jaką ? - zainteresowała się.
- Nie daj się zabić. - powiedział śmiertelnie poważnie.
- Sugerujesz coś? - uniosła brwi do góry w sposób, za którym szalał.
- Niczego nie zauważyłaś? - zdziwił się. - Poluje na mugoli. Na szlamy. A kim ty jesteś? Szlamą. Jesteś na jego celowniku idiotko...
Zirytował się i nawet nie słuchał co mówi. Czy on właśnie nazwał ją szlamą? Spojrzał w jej przerażone oczy. Zrobił to.
- Granger... - zaczął, lecz wstała niewzruszona i powolnym krokiem udała się w kierunku drzwi. Nałożyła na siebie kurtkę i po prostu wyszła.
***
Gdzie mogłaby się udać? Nie znała tu prawie nikogo. Oprócz... Od razu ruszyła w stronę domu na przeciwko. W drzwiach dosłownie na niego wpadła.
- Przepraszam! - jęknęła nawet nie zauważając postaci, na którą wpadła.
- Ależ nie ma za co Hermiona. - przemówił do niej znajomym delikatnym głosem. Podniosła lekko głowę i zarumieniła się.
- Hej Tom... - przywitała się.
- Co się stało Hermi? Czego tu szukasz? - uśmiechnął się promiennie. - I gdzie jest twój współlokator?
- Ojej... - zarumieniła się jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe. - Tak w sumie to szukałam ciebie... Stwierdziłam, że miło by było wyskoczyć gdzieś by się lepiej poznać...
- To bardzo miłe. Chciałabyś może wyskoczyć ze mną do kawiarni? Znam taką jedną uroczą całkiem nie daleko.
- Okay, prowadź. - uradowała się.
Szli ruchliwymi uliczkami w stronę centrum miasta. Cały czas rozmawiali i śmiali się bez końca. Mieli tak wiele wspólnego. Hermiona czuła się, jakby znalazła swą bratnią duszę. Był taki uroczy, interesujący i przystojny... W pewnym momencie jednak cały czar prysł.
- Przepraszam, muszę to odebrać... - powiedział wyjmując z kieszeni telefon wydający aktualnie dźwięk gdaczącego kurczaka. - Halo...?
Odszedł od stolika i wykrzykiwał do słuchawki uwagi. Mimo iż nie chciała usłyszała kilka z nich...
"To nie miało tak być! "
"A wiesz co będzie jeśli ON się o tym dowie?"
"Gratulacje..."
"Sam nie wiem, muszę się z nią skontaktować najpierw."
Westchnął, rozłączył się i wrócił ze smutną miną do stolika.
- Coś się stało? - zapytała popijając sok pomarańczowy.
- Nic, tylko niestety nie mogę ci dalej dotrzymać towarzystwa... Muszę spadać tak w miarę szybko. - skrzywił się Tom.
- Jasne, rozumiem... No trudno. To co, zbieramy się?
- Nie wrócę z tobą, przepraszam, ale muszę błyskawicznie udać się do znajomej... Odezwę się. - powiedział, pocałował ją w policzek i już go nie było.
- Okay... - mruknęła zaskoczona.
***
Zaniepokojony chodził po mieszkaniu... Gdzie ona się podziewa? I jak bardzo jest na niego obrażona...? Wyczarował jej piękny bukiet kwiatów i naprawdę długo zastanawiał się co wpisać na liściku... Słowa "Przepraszam, że nazwałem cię szlamą" nie zbyt go przekonywały... Postanowił po prostu wręczyć go jej i powiedzieć wszystko co miał na myśli.
Gdy w końcu po dość długim czasie jej nieobecności szczęknął zamek w drzwiach Draco poderwał się na nogi i stanął przed drzwiami w swej najbardziej uroczystej koszuli z bukietem w ręce. Jednak w drzwiach nie stanęła Hermiona...
- Och, Draco, nie musiałeś... - zaśmiał się profesor Dumbledore patrząc na kolorowe kwiaty wyciągnięte w jego stronę.
- Panie dyrektorze! - jęknął Malfoy. - Przykro mi, ale są one dla...
- Panny Granger?
- Dokładnie... - przytaknął nieśmiało ślizgon. - Trochę się rano pokłóciliśmy i chciałem choć trochę jej to wynagrodzić.
- Na pewno będzie zachwycona. Lecz zanim to nastąpi muszę koniecznie z wami porozmawiać...
- Zaczekajmy na Hermionę, dobrze? Powinna zaraz wrócić...
***
Gdy zamek godzinkę później zaskrzeczał ponownie obaj panowie poderwali się na nogi. Do domu weszła rozkojarzona gryfonka.
- Witam panią, panienko Granger. - przywitał się dyrektor i uchwycił zgrabnie dłoń dziewczyny.
- Profesor Dumbledore! - zdziwiła się. - Co pan tutaj robi?
- Przybyłem, bo mam dla was pewne wieści... I już dowiedziałem się o waszej sprzeczce, myślę, że pan Malfoy chciałby coś panience powiedzieć...
- Właśnie... Hermiono moja, prze...
- Dobrze, dobrze panie Malfoy! Zajmiecie się tym po moim wyjściu - przerwał mu rozbawiony dyrektor, lecz w jednej chwili zrzedła mu mina. - Mam dla was nowe wiadomości... Nie ucieszycie się.
- Słuchamy. - zapewniła gryfonka skupiając swój wzrok na profesorze.
- Czarny Pan powrócił. Praktycznie panuje nad naszym światem, nawet przedarł się do świata mugoli. Po kolei wybija wszystkich czarodziei mających w sobie choć kroplę mugolskiej krwi. W Hogwarcie nie jest już bezpiecznie. Jest naprawdę wielu rannych, wiele niewinnych ofiar. Dlatego mam nadzieję, że uszanujecie moją decyzję.
Wstrzymali oddech.
- Zadecydowałem, że pozostaniecie tu dopóki to wszystko się nie skończy. Tu, gdzie jesteście bezpieczni. Jasne?
Spojrzeli się na siebie tępo. To wszystko było takie nie wiarygodne, Hogwart przestał być twierdzą bezpieczeństwa, nie do zdobycia... Ich świat oszalał, obrócił się o 180 stopni.
- Jasne. - odpowiedzieli zgodnie.
---------
I kolejny. Chciałam tylko powiedzieć, że cieszę się, że ktokolwiek to czyta i w ogóle, jaram się :3 ^^
Piszcie!! <3
Pozdroski dla Bakłażanka Madzi :* wow!
No i dobranoc! *.*
Lunatyczka
Translate
sobota, 18 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Rozdział 8.
Siedział z listem w dłoni i wciąż nie mogła dowierzać. W Hogwarcie COŚ się działo. A ona była bezsilna. Utknęła tu z tym Ślizgonem i nawet nie miała jak się sprzeciwić. Podjęli decyzję bez niej.
Wstała łagodnie z kanapy i rzuciła do chłopaka, który zdążył już usiąść na dywanie przy nauce:
- Idę się przejść...
- Zwariowałaś?! - poderwał się z podłogi. - Jest późno, nie możesz...
- Muszę Draco! - zmierzyła go zimnym wzrokiem. - Muszę to wszystko przemyśleć!
- No to idę z tobą. - podszedł do wieszaka na płaszcze i zaczął się ubierać.
- To konieczne? - nie wyglądała na usatysfakcjonowaną.
- Tak. - zakończył dyskusję podając jej kurtkę.
Ubrali się, pogasili światła i wyszli z mieszkania. Zeszli powoli po schodach i wreszcie poczuli świeże powietrze. Miona rozejrzała się dookoła. Ulice były puste, a mieszkania obok zdawały się być wymarłe. Przed sobą miała jedynie pustą starą ulicę, a nad sobą rozgwieżdżone londyńskie niebo. Draco stanął obok niej i spytał gdzie chce się udać.
- Do parku... - wyszeptała. - Właśnie tam chcę się znaleźć.
- Dobrze, prowadź. - westchnął patrząc na nią podejrzliwie.
Ruszyli środkiem ulicy mijając te wszystkie puste okna. Było chłodno, zimny wiatr sprawiał, że czuła niekomfortowe dreszcze. Szli w milczeniu, nie potrzebowali słów. Oboje dobrze wiedzieli o czym myśli ta druga osoba. O Hogwarcie i o tym jak dobrze było by się tam znowu znaleźć. O tym jak miło byłoby wypić kremowe piwo w Hogsmeade, obejrzeć mecz quidditcha, móc znów być wrogami...
Po kilku minutowej wędrówce dotarli do wielkiej przestrzeni z drzewami i ławkami.
- To Regent's Park. - uświadomiła Miona chłopakowi. - Przychodziłam tu czasem z rodzicami. Pamiętam, że było dużo więcej ławek i zawsze wybieraliśmy tą, na którą padało najwięcej promieni słonecznych. Bawiłam się z innymi dzieciakami, a rodzice machali mi, by dać znać, że mnie widzą. Byłam bezpieczna i taka niewinna. Ostatni raz przyszliśmy tu zaraz po obiedzie w dzień, gdy dostałam list z Hogwartu. Wszystko było jak zaplanowane, siedziałam między nimi, nie rozmawialiśmy... Tylko patrzeliśmy w niebo. Wiedziałam, że będę za nimi tęsknić. Ale pierwszy rok minął strasznie szybko. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cię nienawidziłam...
Spojrzała na niego z poczuciem winy w oczach. Od razu znielubił ten wzrok.
- Chodź, usiądziemy... - przerwał jej wskazując ławkę. Usiedli na niej i popatrzyli sobie w oczy.
- Wiesz... - zaczęła spuszczając wzrok z jego pięknych tęczówek. - Ten szlaban chyba naprawdę nas zmienił... Przynajmniej mnie. Sama nie wiem czemu, ale... chyba ci bardziej zaufałam..
Serce zabiło mu mocniej. Jak ona tak może? Po tym wszystkim co zrobił jej i innym uczniom? Po tym całym bólu? Ona mu ufa.
- Jesteś inny niż sądziłam... - kontynuowała. - Zawsze zdawało mi się, że jesteś jedną z najokropniejszych postaci w naszej szkole... Po tym, gdy ochroniłeś mnie przed tym kotem już wiedziałam, że jesteś godny zaufania. Zrobiłbyś wszystko żeby mnie uchronić.
Nie wiedział co odpowiedzieć. Po raz pierwszy w jego życiu zabrakło mu słów. Ta dziewczyna uważała go za osobę, którą wbrew pozorom nie był.
- Powiedz coś... - poprosiła Gryfonka.
- Ja... - powiedział cicho. - Dziękuję. Dziękuję, że tak o mnie myślisz. Uważam, że najwyższy czas zakończyć nasze spory, nie sądzisz?
- Jestem tego samego zdania. - uśmiechnęła się z ulgą. - Przyjaciele?
- Przyjaciele. - potwierdził.
- No to chodź kumplu, czas wracać do mieszkania. - wstała.
Z ulgą wstał z drewnianej ławki i ruszyli z powrotem tą samą uliczką. Ponownie ogarnęła ich cisza. Jednak on czuł spokój. Cieszył się, że Hermiona nie ma już do niego urazy, że mogą swobodnie być przyjaciółmi. A ona? Myślała tylko i wyłącznie o nim. Szedł obok niej, czuła jego obecność. Głęboko w swoim umyśle cieszyła się tą chwilą. Wiedziała, że w Hogwarcie dzieją się niepokojące rzeczy, że nie są do końca bezpieczni, lecz teraz nie obchodziło jej to ani trochę. Spojrzała ukradkiem na niego. Był troszkę od niej wyższy, a jego blond włosy zdawały się falować. Patrzył w niebo, a jego oczy promieniały spokojem i opanowaniem. Nieśmiało i niezdarnie chwyciła go za rękę. Przeszedł go dreszcz. Spojrzał na nią, później na rękę, a następnie ze zdziwieniem na nią. Nic nie powiedziała i tylko uśmiechnęła się promiennie.Odwzajemnił to i uchwycił ją pewniej.
Nagle Miona ścisnęła swoją dłoń i stanęła jak zastygła patrząc w przestrzeń. Serce zabiło jej mocniej. Nie słyszała masy pytań Malfoya, choć wiedziała, że na pewno zadał ich już z miliard. Zmrużyła oczy i przekręciła głowę.
- Co tak obserwujesz? - zapytał zaniepokojony Draco wypatrując czegoś.
- Kot... - szepnęła.
- Jaki kot?
- Szedł przed nami prawym chodnikiem... Znikł na chwilę... A później stał tam człowiek... - szeptała, a po jej oczach pociekły łzy.
- Tam nikogo nie ma Granger... - wyjaśnił Ślizgon upewniając się.
- Wiem co widziałam! - krzyknęła.
- Chodź do mieszkania...
- On. Tam. BYŁ. - zapewniła chłopaka z przerażeniem w oczach.
- Do cholery, Granger! - zdenerwował się. - Przestań mnie straszyć i chodź!
Coś było nie tak. Jemu także mignęło coś przed oczami, lecz nie chciał jej jeszcze bardziej zamartwiać. Pociągnął ją mocniej i ustąpiła. Przeszli szybkim marszem drogę do domu. Pokonali schody i z ulgą znaleźli się w mieszkaniu.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytała jakby nigdy nic.
- O co ci chodzi na brodę Merlina?! - nie wytrzymał.
- Słucham? - spojrzała na niego nic nie rozumiejąc.
- Najpierw zatrzymujesz się na środku ulicy, bo zauważyłaś jakiegoś koto-człowieka, za Chiny nie chcesz się ruszyć, a teraz tak po prostu proponujesz mi herbatkę?!
- O czym ty mówisz? - wyglądała na totalnie zaskoczoną. - Cały czas szłam obok ciebie za rękę... Jaki koto-człowiek?
- Naprawdę nic nie pamiętasz...?
Nie musiała dawać odpowiedzi. Sam ją znał. Nie mógł przecież sobie tego wyobrazić! Doskonale pamiętał tą plamkę przerażenia w jej oczach. Była taka prawdziwa, nie było w niej ani odrobiny fałszywości.
- Przykro mi Draco... - zerknęła na niego z zaniepokojeniem.
- Wiesz... zapomnij. - odwrócił się na pięcie i zniknął w ich ciemnym pokoju. Nic z tego nie rozumiał.
Wzruszyła ramionami i zaparzyła dla siebie herbatę. Nie wiedziała co o tym myśleć. Czyżby Draco był obłąkany? Czy to może coś z nią było nie tak...?
Wypiwszy napój udała się do łazienki by przygotować się do snu. Przechodząc koło pokoju stwierdziła, że Draco już śpi. Umyła się, przebrała i udała się do sypialni. Cichutko wskoczyła do łóżka i usłyszała cichy szept. Nie rozumiała ani słowa, lecz wiedziała skąd pochodzi. Pochyliła głowę ku Draconowi i dotarło do niej każde wymawiane przez niego przez sen słowo.
- Pamiętasz... kot... Graa..nger.... - pojękiwał.
Spojrzała na niego z troską i pogłaskała lekko po głowie. Ten tylko uśmiechnął się sennie i przewrócił głowę na drugi bok.
- Już dobrze, Malfoy.. Jestem tu... - szepnęła cicho i powróciła do śpiącej pozycji. Westchnęła leniwie, uśmiechnęła się i oddała się w objęcia Morfeusza.
----------
No i kolejny ^^ Mam nadzieję, że jest dobry, sama nie wiem... CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
<3
Lunatyczka .
Wstała łagodnie z kanapy i rzuciła do chłopaka, który zdążył już usiąść na dywanie przy nauce:
- Idę się przejść...
- Zwariowałaś?! - poderwał się z podłogi. - Jest późno, nie możesz...
- Muszę Draco! - zmierzyła go zimnym wzrokiem. - Muszę to wszystko przemyśleć!
- No to idę z tobą. - podszedł do wieszaka na płaszcze i zaczął się ubierać.
- To konieczne? - nie wyglądała na usatysfakcjonowaną.
- Tak. - zakończył dyskusję podając jej kurtkę.
Ubrali się, pogasili światła i wyszli z mieszkania. Zeszli powoli po schodach i wreszcie poczuli świeże powietrze. Miona rozejrzała się dookoła. Ulice były puste, a mieszkania obok zdawały się być wymarłe. Przed sobą miała jedynie pustą starą ulicę, a nad sobą rozgwieżdżone londyńskie niebo. Draco stanął obok niej i spytał gdzie chce się udać.
- Do parku... - wyszeptała. - Właśnie tam chcę się znaleźć.
- Dobrze, prowadź. - westchnął patrząc na nią podejrzliwie.
Ruszyli środkiem ulicy mijając te wszystkie puste okna. Było chłodno, zimny wiatr sprawiał, że czuła niekomfortowe dreszcze. Szli w milczeniu, nie potrzebowali słów. Oboje dobrze wiedzieli o czym myśli ta druga osoba. O Hogwarcie i o tym jak dobrze było by się tam znowu znaleźć. O tym jak miło byłoby wypić kremowe piwo w Hogsmeade, obejrzeć mecz quidditcha, móc znów być wrogami...
Po kilku minutowej wędrówce dotarli do wielkiej przestrzeni z drzewami i ławkami.
- To Regent's Park. - uświadomiła Miona chłopakowi. - Przychodziłam tu czasem z rodzicami. Pamiętam, że było dużo więcej ławek i zawsze wybieraliśmy tą, na którą padało najwięcej promieni słonecznych. Bawiłam się z innymi dzieciakami, a rodzice machali mi, by dać znać, że mnie widzą. Byłam bezpieczna i taka niewinna. Ostatni raz przyszliśmy tu zaraz po obiedzie w dzień, gdy dostałam list z Hogwartu. Wszystko było jak zaplanowane, siedziałam między nimi, nie rozmawialiśmy... Tylko patrzeliśmy w niebo. Wiedziałam, że będę za nimi tęsknić. Ale pierwszy rok minął strasznie szybko. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cię nienawidziłam...
Spojrzała na niego z poczuciem winy w oczach. Od razu znielubił ten wzrok.
- Chodź, usiądziemy... - przerwał jej wskazując ławkę. Usiedli na niej i popatrzyli sobie w oczy.
- Wiesz... - zaczęła spuszczając wzrok z jego pięknych tęczówek. - Ten szlaban chyba naprawdę nas zmienił... Przynajmniej mnie. Sama nie wiem czemu, ale... chyba ci bardziej zaufałam..
Serce zabiło mu mocniej. Jak ona tak może? Po tym wszystkim co zrobił jej i innym uczniom? Po tym całym bólu? Ona mu ufa.
- Jesteś inny niż sądziłam... - kontynuowała. - Zawsze zdawało mi się, że jesteś jedną z najokropniejszych postaci w naszej szkole... Po tym, gdy ochroniłeś mnie przed tym kotem już wiedziałam, że jesteś godny zaufania. Zrobiłbyś wszystko żeby mnie uchronić.
Nie wiedział co odpowiedzieć. Po raz pierwszy w jego życiu zabrakło mu słów. Ta dziewczyna uważała go za osobę, którą wbrew pozorom nie był.
- Powiedz coś... - poprosiła Gryfonka.
- Ja... - powiedział cicho. - Dziękuję. Dziękuję, że tak o mnie myślisz. Uważam, że najwyższy czas zakończyć nasze spory, nie sądzisz?
- Jestem tego samego zdania. - uśmiechnęła się z ulgą. - Przyjaciele?
- Przyjaciele. - potwierdził.
- No to chodź kumplu, czas wracać do mieszkania. - wstała.
Z ulgą wstał z drewnianej ławki i ruszyli z powrotem tą samą uliczką. Ponownie ogarnęła ich cisza. Jednak on czuł spokój. Cieszył się, że Hermiona nie ma już do niego urazy, że mogą swobodnie być przyjaciółmi. A ona? Myślała tylko i wyłącznie o nim. Szedł obok niej, czuła jego obecność. Głęboko w swoim umyśle cieszyła się tą chwilą. Wiedziała, że w Hogwarcie dzieją się niepokojące rzeczy, że nie są do końca bezpieczni, lecz teraz nie obchodziło jej to ani trochę. Spojrzała ukradkiem na niego. Był troszkę od niej wyższy, a jego blond włosy zdawały się falować. Patrzył w niebo, a jego oczy promieniały spokojem i opanowaniem. Nieśmiało i niezdarnie chwyciła go za rękę. Przeszedł go dreszcz. Spojrzał na nią, później na rękę, a następnie ze zdziwieniem na nią. Nic nie powiedziała i tylko uśmiechnęła się promiennie.Odwzajemnił to i uchwycił ją pewniej.
Nagle Miona ścisnęła swoją dłoń i stanęła jak zastygła patrząc w przestrzeń. Serce zabiło jej mocniej. Nie słyszała masy pytań Malfoya, choć wiedziała, że na pewno zadał ich już z miliard. Zmrużyła oczy i przekręciła głowę.
- Co tak obserwujesz? - zapytał zaniepokojony Draco wypatrując czegoś.
- Kot... - szepnęła.
- Jaki kot?
- Szedł przed nami prawym chodnikiem... Znikł na chwilę... A później stał tam człowiek... - szeptała, a po jej oczach pociekły łzy.
- Tam nikogo nie ma Granger... - wyjaśnił Ślizgon upewniając się.
- Wiem co widziałam! - krzyknęła.
- Chodź do mieszkania...
- On. Tam. BYŁ. - zapewniła chłopaka z przerażeniem w oczach.
- Do cholery, Granger! - zdenerwował się. - Przestań mnie straszyć i chodź!
Coś było nie tak. Jemu także mignęło coś przed oczami, lecz nie chciał jej jeszcze bardziej zamartwiać. Pociągnął ją mocniej i ustąpiła. Przeszli szybkim marszem drogę do domu. Pokonali schody i z ulgą znaleźli się w mieszkaniu.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytała jakby nigdy nic.
- O co ci chodzi na brodę Merlina?! - nie wytrzymał.
- Słucham? - spojrzała na niego nic nie rozumiejąc.
- Najpierw zatrzymujesz się na środku ulicy, bo zauważyłaś jakiegoś koto-człowieka, za Chiny nie chcesz się ruszyć, a teraz tak po prostu proponujesz mi herbatkę?!
- O czym ty mówisz? - wyglądała na totalnie zaskoczoną. - Cały czas szłam obok ciebie za rękę... Jaki koto-człowiek?
- Naprawdę nic nie pamiętasz...?
Nie musiała dawać odpowiedzi. Sam ją znał. Nie mógł przecież sobie tego wyobrazić! Doskonale pamiętał tą plamkę przerażenia w jej oczach. Była taka prawdziwa, nie było w niej ani odrobiny fałszywości.
- Przykro mi Draco... - zerknęła na niego z zaniepokojeniem.
- Wiesz... zapomnij. - odwrócił się na pięcie i zniknął w ich ciemnym pokoju. Nic z tego nie rozumiał.
Wzruszyła ramionami i zaparzyła dla siebie herbatę. Nie wiedziała co o tym myśleć. Czyżby Draco był obłąkany? Czy to może coś z nią było nie tak...?
Wypiwszy napój udała się do łazienki by przygotować się do snu. Przechodząc koło pokoju stwierdziła, że Draco już śpi. Umyła się, przebrała i udała się do sypialni. Cichutko wskoczyła do łóżka i usłyszała cichy szept. Nie rozumiała ani słowa, lecz wiedziała skąd pochodzi. Pochyliła głowę ku Draconowi i dotarło do niej każde wymawiane przez niego przez sen słowo.
- Pamiętasz... kot... Graa..nger.... - pojękiwał.
Spojrzała na niego z troską i pogłaskała lekko po głowie. Ten tylko uśmiechnął się sennie i przewrócił głowę na drugi bok.
- Już dobrze, Malfoy.. Jestem tu... - szepnęła cicho i powróciła do śpiącej pozycji. Westchnęła leniwie, uśmiechnęła się i oddała się w objęcia Morfeusza.
----------
No i kolejny ^^ Mam nadzieję, że jest dobry, sama nie wiem... CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
<3
Lunatyczka .
Subskrybuj:
Posty (Atom)