Translate

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 3.

    Następnego środowego poranka Hermiona obudziła się wyjątkowo wcześnie. Korzystając z wolnej chwili zażyła gorącej kąpieli i starannie rozczesała swoje długie włosy. Po chwili zastanowienia zaplotła z nich kłosa i nałożyła na twarz niewielką ilość makijażu. Spojrzała na swoje odbicie i uśmiechnęła się. Nie zauważała już tej małej nudnej i nielubianej mądrali, widziała jedynie dojrzałą kobietę, która wie czego chce i przy tym jest całkiem urocza. Zaśmiała się pod nosem i wyszła z łazienki. Szybko ubrała się w pomarańczowe rurki, czarny T-shirt, na który zarzuciła swoją szkolną pelerynę. Wzięła do ręki torbę i postanowiła jeszcze obudzić swoje współlokatorki.
    - Wstawajcie, już 8! - krzyknęła radośnie.
    - Hermi... - jęknęła sennie Lav.- Jeszcze 5 minut....
    - Popieram... - westchnęła Parvati.
    - Jak tam chcecie, to nie ja się spóźnię na lekcje. - wzruszyła ramionami panna Granger i wyszła z dormitorium.
    W pokoju wspólnym spotkała swoich przyjaciół: Ginny, Harry'ego i Rona. Wszyscy troje uśmiechnęli się na powitanie i ruszyli razem do Wielkiej Sali. Przed wejściem stała profesor McGonnagall i rozdawała wszystkim Gryfonom plany lekcji.
    - Panno Granger...  - zaczęła nauczycielka.- Przypominam, że jutro zapraszam panią i pana Malfoy'a do mojego gabinetu na omówienie szlabanu.
    - Oczywiście pani profesor, pamiętam. - zapewniła Hermiona.
    - To dobrze... o 19!
    - Będę. - obiecała brązowowłosa.
    Cała czwórka weszła do Wielkiej Sali i zaczęli podziwiać swoje plany lekcji. Ginny czekała transmutacja, a Rona, Harry'ego i Mionę...
    - Obrona przed czarną magią! - jęknęli zgodnie.
    - I to ze Ślizgonami... - dodał Harry.
    - I Snape'm ...- jęknął Ron.
    Gdy tak zajadali omawiając swoje plany, dosiedli się do nich Neville i Luna. Wyglądali na niewyspanych, ale szczęśliwych. Panna Lovegood co chwilę śmiała się i patrzyła przelotnie na Longbottoma,  ten rumienił się spotykając jej wzrok.
    - Wyglądacie jak stare dobry małżeństwo... - westchnęła rozbawiona Ginny przyglądająca się parze. - Co się stało?
    Spojrzeli po sobie równocześnie i roześmiali się.
    - Niiiic... - uśmiechnął się Neville. - Chyba po prostu odkryliśmy jak wiele rzeczy nas łączy, jak wiele mamy wspólnych wspaniałych wspomnień i...
    - Po prostu całą noc siedzieliśmy w Pokoju Życzeń i rozmawialiśmy o nas! - przerwała mu rozmarzonym tonem Luna. - Pozwierzaliśmy się sobie, pogadaliśmy szczerze... było naprawdę świetnie - puściła oczko do zarumienionego Nevilla.
    - Właśnie... - przyznał Gryfon speszony spojrzeniami przyjaciół.
    - Czyli wy dwoje... - przyjrzał się im uważnie Harry jakby sprawdzając czy nie żartują. - jesteście parą?
    - Tak - przytaknęła Luna całując Nevilla w policzek. - Czy to nie cudowne?
    Gryfoni zaczęli szczerze gratulować parze, a Ginny nawet pokusiła się na "taniec szczęścia" z Luną i Hermioną. I tak oto powstała nowa para w Hogwarcie.
    Po zjedzonym śniadaniu Ginny pobiegła na transmutację, Luna na zielarstwo, a 4 gryfonów udała się na OPCM. Weszli do lochów razem z innymi uczniami i zajęli swoje ulubione miejsca. Harry z Ronem na tyłach, Neville w kącie sali, a Hermiona w centrum. Opiekun Slytherinu powitał młodzież chłodnym głosem i zaczął wykładać wykład o wilkołakach. Panna Granger dziwnym trafem nie umiała się skupić na słowach nauczyciela. Nie była to wina ani okropnie monotonnego głosu Severusa, ani znajomości tych wszystkich informacji, młoda Gryfonka czuła się obserwowana. Niespokojnie rozejrzała się po ponurych uczniach. Ron z Harry'm smacznie spali oparci o ławkę, Neville nerwowo wszystko zapisywał, a reszta Ślizgonów i Gryfonów sprawiała wrażenie słuchających. Dopiero gdy spojrzała w lewo ujrzała Draco. Blondyn coś kreślił na kartce przed sobą, lecz nie była to notatka dotycząca lekcji. Po chwili podniósł wzrok wprost na nią. I spojrzeli sobie w oczy. Czas się zatrzymał. Dracon uniósł ołówek lekko wskazując na Snape'a. Miona tylko wzruszyła ramionami, lecz tę błogą chwilę przerwał chłodny głos nauczyciela:
    - Granger! - krzyknął. - Powtórz, co powiedziałem.
    - Ja... - jęknęła się ujrzawszy gniewny wzrok Severusa. - Nie wiem, nie słuchałam.
    - Odejmuję Gryffindorowi 10 punktów. - odrzekł zadowolony z siebie profesor.
    Miona zawstydzona nie odzywała się już do końca zajęć. Starała się skupić na słowach Severusa, lecz w jej głowie istniał jedynie Draco.
    Po OPCM czekały ją jeszcze Zaklęcia i dwie godziny Eliksirów. Lubiła te lekcje, to też dzień minął jej szybko. Chociaż był to pierwszy dzień nauki, to nauczyciele zdążyli sporo pozadawać. Właśnie była w trakcie pisania wypracowania dla Snape'a, gdy ktoś trzepnął ją w ramię.
    - Miona, zwolnij z tymi lekcjami, co? - uśmiechnął się do niej Ronald.
    - Ron... - zaczęła, lecz rudzielec sprytnie jej przerwał.
    - Chodźmy na spacer!
    - Gdzie niby? - zapytała zaskoczona Gryfonka.
    - Ym... na błonia? - zaproponował.
    - No dobrze, ale nie na długo, bo muszę się jeszcze pouczyć. - westchnęła rozbawiona Granger widząc radość na twarzy przyjaciela.
    Wyszli niezauważeni z Pokoju i udali się na błonia. Był wrześniowy wieczór, lecz wiało już chłodem. Szli rozmawiając o wszystkim i o niczym. Oboje wiedzieli, że mogą sobie zaufać i być szczerzy. Przeszedłwszy całe tereny błoni usiedli pod drzewem. Nagle zrobiło się jakoś cicho, nienaturalnie cicho. Umilkły ptaki, drzewa, nawet wiatr przestał wiać.
     - Ron... - wyszeptała dziewczyna lekko przerażona. - Co się dzieje?
    - Nie wiem. - odszeptał Gryfon również przestraszony. - Może wracajmy już, co?
    - Dobrze. - odpowiedziała po czym oboje wstali i ruszyli w stronę zamku.
    Szli w ciemności. Jedynym źródłem światła był księżyc i okna szkoły. Hermiona odruchowo chwyciła dłoń Rona, a ten nie protestując mocno ją uścisnął dodając otuchy. Brązowowłosej zdawało się, że ktoś na nich patrzy, zupełnie jak na lekcji OPCM. Jej wyobraźnia zaczęła świrować. Wszędzie widziała cienie, które starają się ją złapać i porwać w ciemne zakątki błoni.
    Nagle usłyszeli wyraźny krzyk. Dochodził zza nich. Nie oglądając się ruszyli biegiem do Hogwartu. Wbiegli przez wejście, skierowali się równie szybko do pokoju wspólnego. Mruknęli hasło "Chorbotek" i weszli zdyszani do środka. Tam napotkali zaciekawione spojrzenia, lecz nikt nie zdążył o nic zapytać, bo do Pokoju wbiegła zdenerwowana McGonnagall.
    - Wszyscy do łóżek! Szybko! Żadnych rozmów, dyskusji i wymykania się! - rozkazywała. - Jeśli ktoś zignoruje moje polecenia zostanie ukarany. Już! Szybciutko!
    - Co się stało pani profesor? - zapytał przestraszony pierwszak o imieniu Simon kończąc kanapkę.
    - Coś krąży po szkole, lecz jesteście tu bezpieczni, w swoich dormitoriach! - odpowiedziała nauczycielka akcentując dwa ostatnie słowa. - Teraz do łóżek!
    Wybiegła z pokoju, a uczniowie zszokowani i przerażeni informacjami udali się do sypialni.
    Nie minęło 5 minut, a w dormitorium dziewcząt Lavender, Parvati i Hermiona leżały nasłuchując. Żadna z nich nie miała pojęcia co się stało. Po głowie panny Granger chodziły przeróżne myśli. Wyobrażała sobie dziwaczne stwory szykujące się na biednych uczniów. Co ją podkusiło na ten spacer z Ronem? Przez to nie zdążyła napisać wypracowania na OPCM i czekają ją za to minusowe punkty. A na dodatek nażarła się strachu. Bała się nawet myśleć co by było gdyby się potknęła o jakiś korzeń, czy coś. Rozmyślając o wszystkich możliwościach przebiegu zdarzeń zasnęła.
    I mrok ogarnął Hogwart. Zasłona snu opadła na zamek. Lecz w ciemności coś się czaiło. Coś nie spało, czuwało.


--------
Jesteś = napisz
:*

wtorek, 17 września 2013

Rozdział 2.

    Dalsza podróż minęła Gryfonom mile i bez problemowo. Po kilku minutach od zdarzenia z Draconem do przedziału przyjaciół dosiedli się Neville i Luna. Widać było, że między tą dwójką coś iskrzy: panna Lovegood komplementowała obficie Longbottom'a , na co ten reagował rumieńcami i wszystkiemu skromnie zaprzeczał. Hermiona zauważyła także iskierki radości w oczach swojej rudej przyjaciółki, gdy przysiadał koło niej Harry i namawiał na kwalifikacje do drużyny quidditch'a, której został kapitanem. Ginny już dawno temu zwierzała się starszej przyjaciółce o jej uczuciach do Potter'a. Widać, stara miłość nie rdzewieje. "Ale trzeba przyznać, że słodko razem wyglądają" - myślała często Hermiona. Sama chciała także znaleźć prawdziwą miłość. Coraz częściej przyłapywała się na rozpaczliwym rozmyślaniu o pewnym Ślizgonie, ale przecież taka miłość nie dość, że była "zakazana", to jeszcze skazana na nie powodzenie... Jednak pomimo tego coś ją pociągało w tym blondynie, coś nie dawało jej spokoju.
    Gdy w końcu pociąg zatrzymał się na stacji Hogwart, młodzi czarodzieje byli już ubrani w swe szaty i w prost nie mogli doczekać się uczty w Wielkiej Sali. Hermiona wraz z przyjaciółmi wyszła z wagonu i ruszyła w stronę powozów, którymi mieli się dostać do szkoły. Po drodze spotkali wielu znajomych, między innymi Cho, na której widok Harry uśmiechnął się i pomachał do niej ręką. Dziewczyna ze szczerym  uśmiechem odpowiedziała mu na ten gest, na co Ginny wprost poczarwieniała ze złości. Wpakowali się do powozu w szóstkę i ruszyli.
    W momencie, gdy już mieli wchodzić przez wejście główne rozległy się wrzaski. Przyjaciele zaczęli się rozglądać, lecz nie zauważyli niczego podejrzanego. Dopiero po chwili Luna wskazała przerażona palcem w sufit. W powietrzu wisiała dziewczyna, która krzyczała i wzdrygała się, jakby ktoś ją torturował. Nie widzieli jej twarzy, ani z jakiego jest domu, ale zobaczyli za to krew spływającą jej po rękach. Widok był przerażający. Kilka chwil po rozpoczęciu tortur nadbiegli szybko profesor Dumbledore, McGonnagall, Snape oraz Hagrid.
    - Co się dzieje, Potter ?! - krzyknął Severus.
    - Ja nic nie zrobiłem !! - wrzasnął Harry. - Chcieliśmy po ludzku wejść do szkoły, nad nami ta zaczęła się drzeć!
    - Widzieliście kogokolwiek, kto mógł to zrobić? - zapytał łagodnie dyrektor ignorując wrzaski dziewczyny.
    Wszyscy zgodnie zaprzeczyli ruchem głowy. Profesor McGonnagall wymamrotała pod nosem kilka zaklęć i dziewczyna momentalnie znieruchomiała. Po chwili spadła w ramiona Hagrida. Była nieprzytomna, zalana krwią i okropnie blada.
    - Roni... - wyszeptała Luna, której po policzkach spłynęły łzy. - Moja Roni... Boże...
    - Luna, znasz ją? - spytał Neville przytulając zszokowaną Krukonkę do siebie.
    - Tak... jest z... z Ravenclaw'u... - wychlipała blondynka. - Mieszkam.. z nią... w...dormitorium...
    Nikt o nic więcej nie pytał. Profesor McGonnagall zawołała profesora Flitwick'a i razem zanieśli Roni do Skrzydła Szpitalnego, reszta nauczycieli skierowała się do gabinetu opiekunki Gryffindoru, na tajne zebranie, a przyjaciele zaniepokojeni zdarzeniami udali się za dyrektorem do Wielkiej Sali. Neville nie chciał ani na krok opuszczać Luny ciągle płaczącej w jego ramionach, lecz został zmuszony by chociaż na wieczerzę zostawić ją w objęciach Anny, jej drugiej współlokatorki, która również przeżywała wypadek Roni.
    Uczta zaczęła się tradycyjnym przydziałem do domów. Wszystkich uczniów zdziwił fakt, że z nauczycieli obecny był jednie profesor Dumbledore i Hagrid, lecz nikt nie śmiał nawet zapytać dlaczego. W czasie ceremonii do domu Gryffindor'u doszły 3 dziewczynki oraz 4 chłopców. Zostali oni powitani ciepło przez wszystkich i już rozległ się wzmocniony głos dyrektora szkoły:
    - Witam drodzy uczniowie! - przemówił jak zwykle opanowany Albus. - Witam nauczycieli! Witam was wszystkich z osobna w szlachetnych progach Hogwartu! Mam nadzieję, że ten rok będzie równie owocny jak poprzednie. Muszę wam jednak przekazać pewną wiadomość. Pewnie zauważyliście już brak naszego grona pedagogicznego i zastanawiacie się dlaczego nie ma ich wśród nas w tak ważnym dniu. Macie prawo to wiedzieć. Otóż tuż przed rozpoczęciem uczty ktoś potraktował naszą uczennicę zaklęciem Cruciatus. A mowa tu o zdolnej Roni Feather z domu Ravenclaw. Leży ona nieprzytomna w Skrzydle Szpitalnym pod opieką pani Pomfrey. Jej stan jest jak najbardziej stabilny, a wszystko to dzięki szybkiej reakcji naszych nauczycieli. Dla waszego bezpieczeństwa profesorowie przeczesują właśnie cały zamek w poszukiwaniu sprawcy tego paskudnego incydentu. Jeśli ktokolwiek z was widział kogoś podejrzanego, wie coś na ten temat proszony jest o niezwłoczne udzielenie wiadomości mnie lub innemu nauczycielowi. Niebezpieczne czasy nastały, ale razem możemy je przezwyciężyć. Jeśli tylko uwierzycie we własne możliwości jesteście w stanie zrobić wszystko... pamiętajcie o tym! A teraz jeszcze dwa ogłoszenia... Nie muszę chyba przypominać, że wstęp do Zakazanego Lasu jest absolutnie zakazany? Grozi to nawet wydaleniem ze szkoły, więc pilnujcie się. A drugie ogłoszenie to zmiana w składzie grona pedagogicznego... W tym roku eliksirów będzie nauczać profesor Slughorn, zaś obrony przed czarną magią profesor Snape...!
    Ze stołu Ślizgonów zabrzmiały oklaski i radosne okrzyki. Zaraz po tradycyjnym "Wcinajcie!" dyrektora na stołach pojawiły się przeróżne potrawy. Ron momentalnie rzucił się na pałki kurczaka i smażone ziemniaczki. Pożarł je w mgnieniu oka i już sięgał po gulasz, co reszta przyjaciół obserwowała ze zróżnicowanymi odczuciami. Hermiona zauważyła, że Neville co chwilę spogląda na siedzącą vis-a-vis przy stole Krukonów Lunę. Blondynka po przemówieniu Dumbledore'a wydawała się spokojna. Rumieniąc się wysyłała mu nieśmiałe uśmiechy. Ginny rozmawiała z Harry'm o przerażającej wizji OPCM ze Snape'm, oraz od czasu do czasu spoglądała z obrzydzeniem na Rona zajadającego się trzecim kotletem. Tylko ona, panna Granger, z niewytłumaczalną ciekawością spoglądała na zielonookiego blondyna ze Slytherin'u. Wydawał się być pochłonięty myślami. Czasem potakiwał coś znajomym, czasem uśmiechał niepewnie... W pewnym momencie spojrzał na brązowooką Gryfonkę i odkrywszy, że ona także go obserwuje odwrócił wzrok i ponownie spoglądał w stół. Hermionie serce zamarło na chwilę. Poczuła wypływający na policzki rumieniec i motylki w brzuchu. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyła. Szybko oderwała wzrok od blondyna i zajęła się zajadaniem przekąsek.
    Gdy wszyscy już skończyli posiłek prefekci odprowadzili swoich podopiecznych do dormitoriów i na zamek zapadła zasłona nocy. Mogłoby się wydawać, że wszyscy już śpią. Jednak w pokoju wspólnym Slytherin'u na zielonej kanapie siedział pewien blondyn i rozmyślał. Tak bardzo chciało mu się spać, lecz nie umiał zasnąć. W głowie miał tylko ją. Tą Hermionę Granger.


--------
Kolejny! Sama nie wiem co z nim nie tak, ale nie podoba mi się xD Od razu mówię, że Anna i Roni z Ravenclawu to postacie wymyślone przeze mnie na poczekanie ;)

Piszcie kochani, bo nie wiem czy mam dla kogo pisać :c !! <3
Lunatyczka.

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1.

    - Kochani, bo się spóźnimy! - krzyczała z dołu Molly Weasley. Był dzień 1 września i matka dwójki uczących się jeszcze dzieci drygowała przygotowaniami do nowego roku szkolnego.
    - Już schodzimy! - krzyknęła najmłodsza córka Molly i Artura Weasley'ów. - Tylko Ron zgubił gdzieś swoją szatę wyjściową i pomagamy mu jej z Hermioną szukać!
    - Ronald! Całkiem nową szatę zgubiłeś?! - zdenerwowała się matka. - Nawet sobie nie wyobrażasz ile kosztowała!
    - Spokojnie, no przecież się znajdzie... - odkrzyknął Ron coraz bardziej zdenerwowany. - Harry się odzywał?
    - Nie, mam nadzieję, że jego wujostwo odwiezie go bezpiecznie na King Cross. - westchnęła Molly.
    - Ron! Mam ją! - uradowała się Hermiona. - Tylko co ona robiła w moim łóżku??
    - Hehe... - zaśmiał się nerwowo rudzielec. - Yyy.. Magia?
    - Co wy tam jeszcze robicie? Schodźcie, bo się spóźnimy! - zaniepokoiła się po raz kolejny tego poranka Molly.
    Dzieci zbiegły po schodach, a za nimi w powietrzu podążały pełne kufry. W pośpiechu wyszli przed dom i deportowali się na znaną stację King Cross. Pospiesznym krokiem udali się na miejsce, gdzie kończył się peron 9, a zaczynał 10.
    - Okej, chyba zdążyliśmy. - odetchnęła pani Weasley. - Ron, Ginny, wy pierwsi. My z Hermionką tuż za wami.
    Rodzeństwo cofnęło się i ruszyło biegiem prosto w ścianę. Jednak zaprzeczając wszystkim prawom fizyki przeniknęli przez mur i stanęli na nikomu nie znanym peronie 9 i 3/4. W okół siebie widzieli same znajomy twarze. Zaraz po nich z muru wyłoniły się pani Weasley i Hermiona. Brązowowłosa uśmiechnęła się do siebie i odetchnęła. Jeszcze tylko czeka ją miła podróż Ekspresem i będzie w swoim drugim domu.
    - Harry! - krzyknęła uradowana Ginny na widok Wybrańca i rzuciła mu się w ramiona.
    - Rany, ale się stęskniłem! -  przytulił rudą, a następnie Hermionę i Rona. Gdy tylko oderwał się od przytuleń dorwała go wzruszona Molly.
    - Harry, ale schudłeś! - narzekała przytulając go z całej siły. - Ci mugole w ogóle nie mają do ciebie szacunku! Wiedz, że u nas w Norze jesteś zawsze mile widziany.
    - Dziękuję pani Weasley. - powiedział gdy ta w końcu go wycałowała i wytuliła za wszystkie czasy.
    - Ej, kochani, mamy jakieś 5 minut na zapakowanie się do pociągu. - przypomniała Ginny.
    - Racja! - pod denerwowała się Molly. - Lećcie już! Ron, Ginny, piszcie często! Hermiono, miej na oku moje dzieciaki! A ty Harry, uważaj na siebie!
    - Dobrze, pani Weasley. - uśmiechnął się Potter i po szybkim pożegnaniu ruszył wraz z przyjaciółmi w poszukiwaniu wolnego przedziału.
    Szli korytarzykiem i zaglądali do poszczególnych przedziałów, aż w końcu wparowali do pustego. Rozsiedli się wygodnie i po chwili pociąg ruszył. Hermiona odetchnęła z ulgą. Spojrzała na swoich towarzyszy podróży. Harry prowadził zaciekłą dyskusję z Ronem o jakimś ważnym meczu quidditcha, a Ginny bawiła się ze swoją sówką. Przez chwilę zastanawiała się, co mogłaby porobić, aż wyciągnęła swoją ulubioną książkę "Więzień nieba". Nie umiała się jednak skupić na lekturze, w głowie miała pełno myśli dotyczących całkiem nowego roku szkolnego. Ciekawe czy znów Gryfoni wygrają Puchar Quidditcha? Czy pozna jakieś ciekawe tajemnice i sekrety Hogwartu? Czy się zakocha...? Ta ostatnia myśl wyjątkowo utkwiła jej w umyśle. Tak naprawdę nigdy nie była zakochana, nigdy nie miała chłopaka. Może i nie była najbrzydsza, ale stawiała na cel swojego życia naukę, ignorowała zaczepki chłopaków. Jednak miała głupie wrażenie, że w tym roku to się zmieni. Szczerze mówiąc miała już serdecznie dosyć samotności.
    Zanurzyła się w swoich myślach, gdy nagle drzwi ich przedziału rozsunęły się z trzaskiem, a stanął w nich nie kto inny jak Draco Malfoy ze swoimi "przyjaciółmi" Goylem i Crabbem.
    - No proszę, proszę, kogo my tu mamy? - zaczął pogardliwie na co jego "kumple" zareagowali śmiechem. - Dwoje rudych zdrajców krwi, Wybrańca i... szlamę.
    Hermiona zareagowała błyskawicznie. Dała blondynowi "z liścia" i przytknęła różdżkę do jego krtani.
    - Granger, spokojnie... - przestraszył się Ślizgon. - Crabbe, Goyle, no zróbcie coś!
    Lecz nimi zajął się rozgniewany Ron. Za pomocą kilku prostych zaklęć wyczarował liny, które związały kończyny ofiar i szmaty do zakneblowania ich pryszczatych twarzy.
    - Chyba twoi koledzy nie są w stanie ci pomóc, Malfoy. - parsknęła Miona. - Odszczekaj to co powiedziałeś, a może ujdzie ci to na sucho!
    - Hermi, spokojnie.... - zaczęła Ginny skulona w kącie przedziału. - No nic się nie stało....
    - Musi przeprosić! - krzyknęła brązowowłosa przyciskając swoją różdżkę jeszcze bardziej do szyi blondyna.
    - Za co niby? - zdziwił się Ślizgon. - Za to, że powiedziałem prawdę? Jesteś tylko szlamą, nie powinnaś w ogóle chodzić do tej szkoły, nie jesteś tego godna. Jesteś nikim... - mówił sam nie wiedząc czemu, aż zauważył drżenie jej ręki i łzy spływające po polikach. Wcale tak nie uważał, to wszystko wpajane mu było do głowy od najmłodszych lat, lecz nie było prawdą. Przez swoje zachowanie doprowadził ją do łez. Żałował tego chociaż sam nie wiedział dlaczego.
    - Panno Granger! - usłyszeli głos profesor McGonnagall. - Co pani wyprawia?!
    - Pani profesor... - zaczęła zawstydzona Miona. - On nazwał mnie...
    - To moja wina. - przyznał się Draco. - Nazwałem ją szlamą. Nie powinienem był....
    - Nie chcę więcej słyszeć o takich sprawach! - krzyknęła zimnym tonem. Odejmuję 10 punktów Slytherinowi i Gryffindorowi za wasze zachowanie. A w czwartek przyjdźcie do mojego gabinetu o 19:00 to omówimy szczegóły waszego szlabanu. Mam już serdecznie dosyć waszej nienawiści!
    - Dobrze, pani profesor. - powiedzieli równocześnie ukarani.
    - A tych dwóch - wskazała na Crabbe'a i Goyle'a - proszę rozwiązać i niech wraz z panem Malfoy'em wracają do swojego wagonu.
    - Oczywiście, pani profesor. - skinął Draco uwolniony z zasięgu różdżki Hermiony.
    - Dobrze... - westchnęła McGonnagall i ruszyła w stronę kolejnego przedziału.
    Malfoy rozmasował swoją krtań i jednym machnięciem różdżki usunął liny z kończyn "kumpli" . Gdy ci wstali i otrzepali się z kurzu ruszyli razem w stronę swojego wagonu.
    - Czekaj! - krzyknęła za nimi Hermiona.
    - Co Granger? - Draco obrócił się na pięcie i wpatrywał w Mionę.
    - Dziękuję... - powiedziała brązowowłosa.
    - Nie ma sprawy... - rzucił i ruszyli dalej.    
    Hermiona nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak trudno było mu przyznać się do błędu. Mimowolnie wyobraził sobie swojego wściekłego ojca. Gdyby ten tylko dowiedział się o tak zdradzieckim czynie, jak przyznanie się do błędu, do nazwania szlamy szlamą, wydziedziczyłby go. Dla czarodzieja ze szlachetnego rodu taki czyn jest skazą na honorze. Jednak Draco nie wiadomo czemu nie umiał myśleć źle o tej dziewczynie. Wcześniej tego nie zauważył, była wspaniała. Gdy tylko ujrzał jej łzy, poczuł potrzebę chronienia jej. Była taka mądra, lecz w pewien sposób krucha. Poczuł, że jest dla niego ważna. Jeszcze sam nie wiedział czemu.



----------
I gotowe! Piszcie, co wam się podoba, co nie, jak bardzo jest źle <3 !

Lunatyczka.

Prolog.

Zakochałem się. 
Po raz kolejny poczułem ten stan: radość, szczęście, pozytywne myśli... Świat się zatrzymał. Nie istniało nic innego poza nią. Brązowe włosy opadały jej na brązowe oczy, które uroniły już tyle łez. Jej policzki nabrały koloru czerwonych róż, których mógłbym jej zerwać tysiące. Patrzyła na mnie jak na osobę, którą zna od zawsze. Nie widziała we mnie tych wszystkich moich wad, niedoskonałości. Widziała tylko zalety. I za to ją kocham. Mogę wykrzyczeć to na cały głos, mogę opowiedzieć o niej przypadkowo spotkanej osobie, mogę śnić o niej bez końca, a nigdy nie będę miał jej dosyć. Kocham to jak odgarnia włosy z czoła, jak mruży oczy do słońca, jak śmieje się z mojej głupoty, jak nazywa mnie "królewiczem". Kocham jej dłonie dotykające moich skroni, jej wargi całujące mnie, jej włosy pachnące wrzosami. Kocham ją całą. I teraz już wiem, że nie mogę bez niej żyć. 

Zakochałam się.
Świat zawirował, serce zamarło, a dusza radowała się we mnie. Odnalazłam spokój w jego zielonych oczach, blond włosach i jasnej skórze. Jest piękny. Gdy mówi, wsłuchuję się w każde słowo, gdy milczy, milczę razem z nim. Chciałabym budzić się każdego dnia w jego ramionach i zasypiać wtulona w niego. Słyszę bicie jego serca, jest takie znajome. Przeszło już tyle złamań, a nadal bije. Gdy jest przy mnie mam ochotę rzucić mu się w ramiona i zostać w nich na zawsze. Nie obchodzi mnie zdanie innych, to jest mój królewicz. Uwielbiam jego zapach, jego spojrzenie mnie uspokaja. On zawsze jest przy mnie, wysłucha mnie, pocieszy. Mogę na niego liczyć w każdej chwili. Jest moim prywatnym ideałem. Kocham go całego. I teraz już wiem, że nie mogę bez niego żyć. 




----------
witam na moim blogu o Dramione. Mam nadzieję, że spodobał wam się "prolog". Mam masę pomysłów dotyczących tego bloga, więc zachęcam do odwiedzania <3 Więcej o mojej osobie znajdziecie w zakładce "O mnie" lub na moim profilu. Zapraszam <3
Dajcie znać jak wam się podoba! ^^