Dalsza podróż minęła Gryfonom mile i bez problemowo. Po kilku minutach od zdarzenia z Draconem do przedziału przyjaciół dosiedli się Neville i Luna. Widać było, że między tą dwójką coś iskrzy: panna Lovegood komplementowała obficie Longbottom'a , na co ten reagował rumieńcami i wszystkiemu skromnie zaprzeczał. Hermiona zauważyła także iskierki radości w oczach swojej rudej przyjaciółki, gdy przysiadał koło niej Harry i namawiał na kwalifikacje do drużyny quidditch'a, której został kapitanem. Ginny już dawno temu zwierzała się starszej przyjaciółce o jej uczuciach do Potter'a. Widać, stara miłość nie rdzewieje. "Ale trzeba przyznać, że słodko razem wyglądają" - myślała często Hermiona. Sama chciała także znaleźć prawdziwą miłość. Coraz częściej przyłapywała się na rozpaczliwym rozmyślaniu o pewnym Ślizgonie, ale przecież taka miłość nie dość, że była "zakazana", to jeszcze skazana na nie powodzenie... Jednak pomimo tego coś ją pociągało w tym blondynie, coś nie dawało jej spokoju.
Gdy w końcu pociąg zatrzymał się na stacji Hogwart, młodzi czarodzieje byli już ubrani w swe szaty i w prost nie mogli doczekać się uczty w Wielkiej Sali. Hermiona wraz z przyjaciółmi wyszła z wagonu i ruszyła w stronę powozów, którymi mieli się dostać do szkoły. Po drodze spotkali wielu znajomych, między innymi Cho, na której widok Harry uśmiechnął się i pomachał do niej ręką. Dziewczyna ze szczerym uśmiechem odpowiedziała mu na ten gest, na co Ginny wprost poczarwieniała ze złości. Wpakowali się do powozu w szóstkę i ruszyli.
W momencie, gdy już mieli wchodzić przez wejście główne rozległy się wrzaski. Przyjaciele zaczęli się rozglądać, lecz nie zauważyli niczego podejrzanego. Dopiero po chwili Luna wskazała przerażona palcem w sufit. W powietrzu wisiała dziewczyna, która krzyczała i wzdrygała się, jakby ktoś ją torturował. Nie widzieli jej twarzy, ani z jakiego jest domu, ale zobaczyli za to krew spływającą jej po rękach. Widok był przerażający. Kilka chwil po rozpoczęciu tortur nadbiegli szybko profesor Dumbledore, McGonnagall, Snape oraz Hagrid.
- Co się dzieje, Potter ?! - krzyknął Severus.
- Ja nic nie zrobiłem !! - wrzasnął Harry. - Chcieliśmy po ludzku wejść do szkoły, nad nami ta zaczęła się drzeć!
- Widzieliście kogokolwiek, kto mógł to zrobić? - zapytał łagodnie dyrektor ignorując wrzaski dziewczyny.
Wszyscy zgodnie zaprzeczyli ruchem głowy. Profesor McGonnagall wymamrotała pod nosem kilka zaklęć i dziewczyna momentalnie znieruchomiała. Po chwili spadła w ramiona Hagrida. Była nieprzytomna, zalana krwią i okropnie blada.
- Roni... - wyszeptała Luna, której po policzkach spłynęły łzy. - Moja Roni... Boże...
- Luna, znasz ją? - spytał Neville przytulając zszokowaną Krukonkę do siebie.
- Tak... jest z... z Ravenclaw'u... - wychlipała blondynka. - Mieszkam.. z nią... w...dormitorium...
Nikt o nic więcej nie pytał. Profesor McGonnagall zawołała profesora Flitwick'a i razem zanieśli Roni do Skrzydła Szpitalnego, reszta nauczycieli skierowała się do gabinetu opiekunki Gryffindoru, na tajne zebranie, a przyjaciele zaniepokojeni zdarzeniami udali się za dyrektorem do Wielkiej Sali. Neville nie chciał ani na krok opuszczać Luny ciągle płaczącej w jego ramionach, lecz został zmuszony by chociaż na wieczerzę zostawić ją w objęciach Anny, jej drugiej współlokatorki, która również przeżywała wypadek Roni.
Uczta zaczęła się tradycyjnym przydziałem do domów. Wszystkich uczniów zdziwił fakt, że z nauczycieli obecny był jednie profesor Dumbledore i Hagrid, lecz nikt nie śmiał nawet zapytać dlaczego. W czasie ceremonii do domu Gryffindor'u doszły 3 dziewczynki oraz 4 chłopców. Zostali oni powitani ciepło przez wszystkich i już rozległ się wzmocniony głos dyrektora szkoły:
- Witam drodzy uczniowie! - przemówił jak zwykle opanowany Albus. - Witam nauczycieli! Witam was wszystkich z osobna w szlachetnych progach Hogwartu! Mam nadzieję, że ten rok będzie równie owocny jak poprzednie. Muszę wam jednak przekazać pewną wiadomość. Pewnie zauważyliście już brak naszego grona pedagogicznego i zastanawiacie się dlaczego nie ma ich wśród nas w tak ważnym dniu. Macie prawo to wiedzieć. Otóż tuż przed rozpoczęciem uczty ktoś potraktował naszą uczennicę zaklęciem Cruciatus. A mowa tu o zdolnej Roni Feather z domu Ravenclaw. Leży ona nieprzytomna w Skrzydle Szpitalnym pod opieką pani Pomfrey. Jej stan jest jak najbardziej stabilny, a wszystko to dzięki szybkiej reakcji naszych nauczycieli. Dla waszego bezpieczeństwa profesorowie przeczesują właśnie cały zamek w poszukiwaniu sprawcy tego paskudnego incydentu. Jeśli ktokolwiek z was widział kogoś podejrzanego, wie coś na ten temat proszony jest o niezwłoczne udzielenie wiadomości mnie lub innemu nauczycielowi. Niebezpieczne czasy nastały, ale razem możemy je przezwyciężyć. Jeśli tylko uwierzycie we własne możliwości jesteście w stanie zrobić wszystko... pamiętajcie o tym! A teraz jeszcze dwa ogłoszenia... Nie muszę chyba przypominać, że wstęp do Zakazanego Lasu jest absolutnie zakazany? Grozi to nawet wydaleniem ze szkoły, więc pilnujcie się. A drugie ogłoszenie to zmiana w składzie grona pedagogicznego... W tym roku eliksirów będzie nauczać profesor Slughorn, zaś obrony przed czarną magią profesor Snape...!
Ze stołu Ślizgonów zabrzmiały oklaski i radosne okrzyki. Zaraz po tradycyjnym "Wcinajcie!" dyrektora na stołach pojawiły się przeróżne potrawy. Ron momentalnie rzucił się na pałki kurczaka i smażone ziemniaczki. Pożarł je w mgnieniu oka i już sięgał po gulasz, co reszta przyjaciół obserwowała ze zróżnicowanymi odczuciami. Hermiona zauważyła, że Neville co chwilę spogląda na siedzącą vis-a-vis przy stole Krukonów Lunę. Blondynka po przemówieniu Dumbledore'a wydawała się spokojna. Rumieniąc się wysyłała mu nieśmiałe uśmiechy. Ginny rozmawiała z Harry'm o przerażającej wizji OPCM ze Snape'm, oraz od czasu do czasu spoglądała z obrzydzeniem na Rona zajadającego się trzecim kotletem. Tylko ona, panna Granger, z niewytłumaczalną ciekawością spoglądała na zielonookiego blondyna ze Slytherin'u. Wydawał się być pochłonięty myślami. Czasem potakiwał coś znajomym, czasem uśmiechał niepewnie... W pewnym momencie spojrzał na brązowooką Gryfonkę i odkrywszy, że ona także go obserwuje odwrócił wzrok i ponownie spoglądał w stół. Hermionie serce zamarło na chwilę. Poczuła wypływający na policzki rumieniec i motylki w brzuchu. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyła. Szybko oderwała wzrok od blondyna i zajęła się zajadaniem przekąsek.
Gdy wszyscy już skończyli posiłek prefekci odprowadzili swoich podopiecznych do dormitoriów i na zamek zapadła zasłona nocy. Mogłoby się wydawać, że wszyscy już śpią. Jednak w pokoju wspólnym Slytherin'u na zielonej kanapie siedział pewien blondyn i rozmyślał. Tak bardzo chciało mu się spać, lecz nie umiał zasnąć. W głowie miał tylko ją. Tą Hermionę Granger.
--------
Kolejny! Sama nie wiem co z nim nie tak, ale nie podoba mi się xD Od razu mówię, że Anna i Roni z Ravenclawu to postacie wymyślone przeze mnie na poczekanie ;)
Piszcie kochani, bo nie wiem czy mam dla kogo pisać :c !! <3
Lunatyczka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz