Translate

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1.

    - Kochani, bo się spóźnimy! - krzyczała z dołu Molly Weasley. Był dzień 1 września i matka dwójki uczących się jeszcze dzieci drygowała przygotowaniami do nowego roku szkolnego.
    - Już schodzimy! - krzyknęła najmłodsza córka Molly i Artura Weasley'ów. - Tylko Ron zgubił gdzieś swoją szatę wyjściową i pomagamy mu jej z Hermioną szukać!
    - Ronald! Całkiem nową szatę zgubiłeś?! - zdenerwowała się matka. - Nawet sobie nie wyobrażasz ile kosztowała!
    - Spokojnie, no przecież się znajdzie... - odkrzyknął Ron coraz bardziej zdenerwowany. - Harry się odzywał?
    - Nie, mam nadzieję, że jego wujostwo odwiezie go bezpiecznie na King Cross. - westchnęła Molly.
    - Ron! Mam ją! - uradowała się Hermiona. - Tylko co ona robiła w moim łóżku??
    - Hehe... - zaśmiał się nerwowo rudzielec. - Yyy.. Magia?
    - Co wy tam jeszcze robicie? Schodźcie, bo się spóźnimy! - zaniepokoiła się po raz kolejny tego poranka Molly.
    Dzieci zbiegły po schodach, a za nimi w powietrzu podążały pełne kufry. W pośpiechu wyszli przed dom i deportowali się na znaną stację King Cross. Pospiesznym krokiem udali się na miejsce, gdzie kończył się peron 9, a zaczynał 10.
    - Okej, chyba zdążyliśmy. - odetchnęła pani Weasley. - Ron, Ginny, wy pierwsi. My z Hermionką tuż za wami.
    Rodzeństwo cofnęło się i ruszyło biegiem prosto w ścianę. Jednak zaprzeczając wszystkim prawom fizyki przeniknęli przez mur i stanęli na nikomu nie znanym peronie 9 i 3/4. W okół siebie widzieli same znajomy twarze. Zaraz po nich z muru wyłoniły się pani Weasley i Hermiona. Brązowowłosa uśmiechnęła się do siebie i odetchnęła. Jeszcze tylko czeka ją miła podróż Ekspresem i będzie w swoim drugim domu.
    - Harry! - krzyknęła uradowana Ginny na widok Wybrańca i rzuciła mu się w ramiona.
    - Rany, ale się stęskniłem! -  przytulił rudą, a następnie Hermionę i Rona. Gdy tylko oderwał się od przytuleń dorwała go wzruszona Molly.
    - Harry, ale schudłeś! - narzekała przytulając go z całej siły. - Ci mugole w ogóle nie mają do ciebie szacunku! Wiedz, że u nas w Norze jesteś zawsze mile widziany.
    - Dziękuję pani Weasley. - powiedział gdy ta w końcu go wycałowała i wytuliła za wszystkie czasy.
    - Ej, kochani, mamy jakieś 5 minut na zapakowanie się do pociągu. - przypomniała Ginny.
    - Racja! - pod denerwowała się Molly. - Lećcie już! Ron, Ginny, piszcie często! Hermiono, miej na oku moje dzieciaki! A ty Harry, uważaj na siebie!
    - Dobrze, pani Weasley. - uśmiechnął się Potter i po szybkim pożegnaniu ruszył wraz z przyjaciółmi w poszukiwaniu wolnego przedziału.
    Szli korytarzykiem i zaglądali do poszczególnych przedziałów, aż w końcu wparowali do pustego. Rozsiedli się wygodnie i po chwili pociąg ruszył. Hermiona odetchnęła z ulgą. Spojrzała na swoich towarzyszy podróży. Harry prowadził zaciekłą dyskusję z Ronem o jakimś ważnym meczu quidditcha, a Ginny bawiła się ze swoją sówką. Przez chwilę zastanawiała się, co mogłaby porobić, aż wyciągnęła swoją ulubioną książkę "Więzień nieba". Nie umiała się jednak skupić na lekturze, w głowie miała pełno myśli dotyczących całkiem nowego roku szkolnego. Ciekawe czy znów Gryfoni wygrają Puchar Quidditcha? Czy pozna jakieś ciekawe tajemnice i sekrety Hogwartu? Czy się zakocha...? Ta ostatnia myśl wyjątkowo utkwiła jej w umyśle. Tak naprawdę nigdy nie była zakochana, nigdy nie miała chłopaka. Może i nie była najbrzydsza, ale stawiała na cel swojego życia naukę, ignorowała zaczepki chłopaków. Jednak miała głupie wrażenie, że w tym roku to się zmieni. Szczerze mówiąc miała już serdecznie dosyć samotności.
    Zanurzyła się w swoich myślach, gdy nagle drzwi ich przedziału rozsunęły się z trzaskiem, a stanął w nich nie kto inny jak Draco Malfoy ze swoimi "przyjaciółmi" Goylem i Crabbem.
    - No proszę, proszę, kogo my tu mamy? - zaczął pogardliwie na co jego "kumple" zareagowali śmiechem. - Dwoje rudych zdrajców krwi, Wybrańca i... szlamę.
    Hermiona zareagowała błyskawicznie. Dała blondynowi "z liścia" i przytknęła różdżkę do jego krtani.
    - Granger, spokojnie... - przestraszył się Ślizgon. - Crabbe, Goyle, no zróbcie coś!
    Lecz nimi zajął się rozgniewany Ron. Za pomocą kilku prostych zaklęć wyczarował liny, które związały kończyny ofiar i szmaty do zakneblowania ich pryszczatych twarzy.
    - Chyba twoi koledzy nie są w stanie ci pomóc, Malfoy. - parsknęła Miona. - Odszczekaj to co powiedziałeś, a może ujdzie ci to na sucho!
    - Hermi, spokojnie.... - zaczęła Ginny skulona w kącie przedziału. - No nic się nie stało....
    - Musi przeprosić! - krzyknęła brązowowłosa przyciskając swoją różdżkę jeszcze bardziej do szyi blondyna.
    - Za co niby? - zdziwił się Ślizgon. - Za to, że powiedziałem prawdę? Jesteś tylko szlamą, nie powinnaś w ogóle chodzić do tej szkoły, nie jesteś tego godna. Jesteś nikim... - mówił sam nie wiedząc czemu, aż zauważył drżenie jej ręki i łzy spływające po polikach. Wcale tak nie uważał, to wszystko wpajane mu było do głowy od najmłodszych lat, lecz nie było prawdą. Przez swoje zachowanie doprowadził ją do łez. Żałował tego chociaż sam nie wiedział dlaczego.
    - Panno Granger! - usłyszeli głos profesor McGonnagall. - Co pani wyprawia?!
    - Pani profesor... - zaczęła zawstydzona Miona. - On nazwał mnie...
    - To moja wina. - przyznał się Draco. - Nazwałem ją szlamą. Nie powinienem był....
    - Nie chcę więcej słyszeć o takich sprawach! - krzyknęła zimnym tonem. Odejmuję 10 punktów Slytherinowi i Gryffindorowi za wasze zachowanie. A w czwartek przyjdźcie do mojego gabinetu o 19:00 to omówimy szczegóły waszego szlabanu. Mam już serdecznie dosyć waszej nienawiści!
    - Dobrze, pani profesor. - powiedzieli równocześnie ukarani.
    - A tych dwóch - wskazała na Crabbe'a i Goyle'a - proszę rozwiązać i niech wraz z panem Malfoy'em wracają do swojego wagonu.
    - Oczywiście, pani profesor. - skinął Draco uwolniony z zasięgu różdżki Hermiony.
    - Dobrze... - westchnęła McGonnagall i ruszyła w stronę kolejnego przedziału.
    Malfoy rozmasował swoją krtań i jednym machnięciem różdżki usunął liny z kończyn "kumpli" . Gdy ci wstali i otrzepali się z kurzu ruszyli razem w stronę swojego wagonu.
    - Czekaj! - krzyknęła za nimi Hermiona.
    - Co Granger? - Draco obrócił się na pięcie i wpatrywał w Mionę.
    - Dziękuję... - powiedziała brązowowłosa.
    - Nie ma sprawy... - rzucił i ruszyli dalej.    
    Hermiona nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak trudno było mu przyznać się do błędu. Mimowolnie wyobraził sobie swojego wściekłego ojca. Gdyby ten tylko dowiedział się o tak zdradzieckim czynie, jak przyznanie się do błędu, do nazwania szlamy szlamą, wydziedziczyłby go. Dla czarodzieja ze szlachetnego rodu taki czyn jest skazą na honorze. Jednak Draco nie wiadomo czemu nie umiał myśleć źle o tej dziewczynie. Wcześniej tego nie zauważył, była wspaniała. Gdy tylko ujrzał jej łzy, poczuł potrzebę chronienia jej. Była taka mądra, lecz w pewien sposób krucha. Poczuł, że jest dla niego ważna. Jeszcze sam nie wiedział czemu.



----------
I gotowe! Piszcie, co wam się podoba, co nie, jak bardzo jest źle <3 !

Lunatyczka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz