Było zimno. Potwornie zimno, jak na wrześniowy ranek. Deszcz cichutko bębnił w dach małej londyńskiej kawiarenki. Ulice były opustoszałe, lecz nie przeszkadzało jej to. Siedziała przy stoliku z kubkiem kawy i małym croissantem w dłoni. Czytała coś. Gdyby ktokolwiek przyjrzałby się jej gazecie z bliska zaniepokoiłoby go coś. Na szarym papierze widniały fotografie, które się ruszały. Jednak jej to nie dziwiło. Była bardzo pochłonięta lekturą artykułu. "Czarny Pan powrócił. " - głosił jego tytuł. W miarę doczytywania na jej twarzy rósł wielki uśmiech. "Hogwart zaatakowany"... "Ilość ofiar wciąż rośnie" ... "Szlamy padają jak muchy" ... Tak, takie wieści sprawiały jej ogromną radość. Dopiła ostatni łyk kawy, zostawiła mały pieniążek pod filiżanką i machnąwszy swą magiczną różdżką zniknęła.
***
- Draaaco! Pobudka! - krzyknęła Miona z kuchni kończąc przygotowywać śniadanie.
- Jasne, mamo. - rzucił zrezygnowany spod kołdry.
Wywróciła teatralnie oczami i skroiła do końca pomidorka. Chciała, by to śniadanie było perfekcyjne. Rozlała gorącą czekoladę do dwóch kubków i poustawiała wszystko na stole. Oczekując chłopaka włączyła telewizor i natknęła się na wiadomości.
- Nastąpił brutalny atak na garstkę naszych rodaków w środku miasta - mówiła roztrzęsiona speakerka. - Świadkowie twierdzą, że napadła na nich trójka mężczyzn w czarnych pelerynach z zielono świecącymi patykami. Po szybkiej reanimacji nie udało się uratować żadnej osoby. Przypominamy, że to nie pierwszy taki atak w naszym kraju. Na północy, w mieście Eyemouth jeden uzbrojony tak samo mężczyzna zaatakował ciężarną kobietę. Prosimy bardzo o ostrożność i informacje na temat tego typu napastnikach. A teraz wiadomości sportowe...
Telewizor zgasł. Odwróciła się gwałtownie i ujrzała Dracona z różdżką w ręce.
- Widać Voldzio nie marnuje swoich przywilejów. - rzekł spoglądając na Mionę.
- Już przesadza... Co mu zrobili ci mugole? - spojrzała gniewnie na swoją różdżkę.
- Mnie nie pytaj... - westchnął siadając obok niej. - Ale mam do ciebie prośbę.
- Jaką ? - zainteresowała się.
- Nie daj się zabić. - powiedział śmiertelnie poważnie.
- Sugerujesz coś? - uniosła brwi do góry w sposób, za którym szalał.
- Niczego nie zauważyłaś? - zdziwił się. - Poluje na mugoli. Na szlamy. A kim ty jesteś? Szlamą. Jesteś na jego celowniku idiotko...
Zirytował się i nawet nie słuchał co mówi. Czy on właśnie nazwał ją szlamą? Spojrzał w jej przerażone oczy. Zrobił to.
- Granger... - zaczął, lecz wstała niewzruszona i powolnym krokiem udała się w kierunku drzwi. Nałożyła na siebie kurtkę i po prostu wyszła.
***
Gdzie mogłaby się udać? Nie znała tu prawie nikogo. Oprócz... Od razu ruszyła w stronę domu na przeciwko. W drzwiach dosłownie na niego wpadła.
- Przepraszam! - jęknęła nawet nie zauważając postaci, na którą wpadła.
- Ależ nie ma za co Hermiona. - przemówił do niej znajomym delikatnym głosem. Podniosła lekko głowę i zarumieniła się.
- Hej Tom... - przywitała się.
- Co się stało Hermi? Czego tu szukasz? - uśmiechnął się promiennie. - I gdzie jest twój współlokator?
- Ojej... - zarumieniła się jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe. - Tak w sumie to szukałam ciebie... Stwierdziłam, że miło by było wyskoczyć gdzieś by się lepiej poznać...
- To bardzo miłe. Chciałabyś może wyskoczyć ze mną do kawiarni? Znam taką jedną uroczą całkiem nie daleko.
- Okay, prowadź. - uradowała się.
Szli ruchliwymi uliczkami w stronę centrum miasta. Cały czas rozmawiali i śmiali się bez końca. Mieli tak wiele wspólnego. Hermiona czuła się, jakby znalazła swą bratnią duszę. Był taki uroczy, interesujący i przystojny... W pewnym momencie jednak cały czar prysł.
- Przepraszam, muszę to odebrać... - powiedział wyjmując z kieszeni telefon wydający aktualnie dźwięk gdaczącego kurczaka. - Halo...?
Odszedł od stolika i wykrzykiwał do słuchawki uwagi. Mimo iż nie chciała usłyszała kilka z nich...
"To nie miało tak być! "
"A wiesz co będzie jeśli ON się o tym dowie?"
"Gratulacje..."
"Sam nie wiem, muszę się z nią skontaktować najpierw."
Westchnął, rozłączył się i wrócił ze smutną miną do stolika.
- Coś się stało? - zapytała popijając sok pomarańczowy.
- Nic, tylko niestety nie mogę ci dalej dotrzymać towarzystwa... Muszę spadać tak w miarę szybko. - skrzywił się Tom.
- Jasne, rozumiem... No trudno. To co, zbieramy się?
- Nie wrócę z tobą, przepraszam, ale muszę błyskawicznie udać się do znajomej... Odezwę się. - powiedział, pocałował ją w policzek i już go nie było.
- Okay... - mruknęła zaskoczona.
***
Zaniepokojony chodził po mieszkaniu... Gdzie ona się podziewa? I jak bardzo jest na niego obrażona...? Wyczarował jej piękny bukiet kwiatów i naprawdę długo zastanawiał się co wpisać na liściku... Słowa "Przepraszam, że nazwałem cię szlamą" nie zbyt go przekonywały... Postanowił po prostu wręczyć go jej i powiedzieć wszystko co miał na myśli.
Gdy w końcu po dość długim czasie jej nieobecności szczęknął zamek w drzwiach Draco poderwał się na nogi i stanął przed drzwiami w swej najbardziej uroczystej koszuli z bukietem w ręce. Jednak w drzwiach nie stanęła Hermiona...
- Och, Draco, nie musiałeś... - zaśmiał się profesor Dumbledore patrząc na kolorowe kwiaty wyciągnięte w jego stronę.
- Panie dyrektorze! - jęknął Malfoy. - Przykro mi, ale są one dla...
- Panny Granger?
- Dokładnie... - przytaknął nieśmiało ślizgon. - Trochę się rano pokłóciliśmy i chciałem choć trochę jej to wynagrodzić.
- Na pewno będzie zachwycona. Lecz zanim to nastąpi muszę koniecznie z wami porozmawiać...
- Zaczekajmy na Hermionę, dobrze? Powinna zaraz wrócić...
***
Gdy zamek godzinkę później zaskrzeczał ponownie obaj panowie poderwali się na nogi. Do domu weszła rozkojarzona gryfonka.
- Witam panią, panienko Granger. - przywitał się dyrektor i uchwycił zgrabnie dłoń dziewczyny.
- Profesor Dumbledore! - zdziwiła się. - Co pan tutaj robi?
- Przybyłem, bo mam dla was pewne wieści... I już dowiedziałem się o waszej sprzeczce, myślę, że pan Malfoy chciałby coś panience powiedzieć...
- Właśnie... Hermiono moja, prze...
- Dobrze, dobrze panie Malfoy! Zajmiecie się tym po moim wyjściu - przerwał mu rozbawiony dyrektor, lecz w jednej chwili zrzedła mu mina. - Mam dla was nowe wiadomości... Nie ucieszycie się.
- Słuchamy. - zapewniła gryfonka skupiając swój wzrok na profesorze.
- Czarny Pan powrócił. Praktycznie panuje nad naszym światem, nawet przedarł się do świata mugoli. Po kolei wybija wszystkich czarodziei mających w sobie choć kroplę mugolskiej krwi. W Hogwarcie nie jest już bezpiecznie. Jest naprawdę wielu rannych, wiele niewinnych ofiar. Dlatego mam nadzieję, że uszanujecie moją decyzję.
Wstrzymali oddech.
- Zadecydowałem, że pozostaniecie tu dopóki to wszystko się nie skończy. Tu, gdzie jesteście bezpieczni. Jasne?
Spojrzeli się na siebie tępo. To wszystko było takie nie wiarygodne, Hogwart przestał być twierdzą bezpieczeństwa, nie do zdobycia... Ich świat oszalał, obrócił się o 180 stopni.
- Jasne. - odpowiedzieli zgodnie.
---------
I kolejny. Chciałam tylko powiedzieć, że cieszę się, że ktokolwiek to czyta i w ogóle, jaram się :3 ^^
Piszcie!! <3
Pozdroski dla Bakłażanka Madzi :* wow!
No i dobranoc! *.*
Lunatyczka
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy <3
OdpowiedzUsuńnext
OdpowiedzUsuń