Translate

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 8.

   Siedział z listem w dłoni i wciąż nie mogła dowierzać. W Hogwarcie COŚ się działo. A ona była bezsilna. Utknęła tu z tym Ślizgonem i nawet nie miała jak się sprzeciwić. Podjęli decyzję bez niej.
   Wstała łagodnie z kanapy i rzuciła do chłopaka, który zdążył już usiąść na dywanie przy nauce:
   - Idę się przejść...
   - Zwariowałaś?! - poderwał się z podłogi. - Jest późno, nie możesz...
   - Muszę Draco! - zmierzyła go zimnym wzrokiem. - Muszę to wszystko przemyśleć!
   - No to idę z tobą. - podszedł do wieszaka na płaszcze i zaczął się ubierać.
   - To konieczne? - nie wyglądała na usatysfakcjonowaną.
   - Tak. - zakończył dyskusję podając jej kurtkę.
   Ubrali się, pogasili światła i wyszli z mieszkania. Zeszli powoli po schodach i wreszcie poczuli świeże powietrze. Miona rozejrzała się dookoła. Ulice były puste, a mieszkania obok zdawały się być wymarłe. Przed sobą miała jedynie pustą starą ulicę, a nad sobą rozgwieżdżone londyńskie niebo. Draco stanął obok niej i spytał gdzie chce się udać.
   - Do parku... - wyszeptała. - Właśnie tam chcę się znaleźć.
   - Dobrze, prowadź. - westchnął patrząc na nią podejrzliwie.
   Ruszyli środkiem ulicy mijając te wszystkie puste okna. Było chłodno, zimny wiatr sprawiał, że czuła niekomfortowe dreszcze. Szli w milczeniu, nie potrzebowali słów. Oboje dobrze wiedzieli o czym myśli ta druga osoba. O Hogwarcie i o tym jak dobrze było by się tam znowu znaleźć. O tym jak miło byłoby wypić kremowe piwo w Hogsmeade, obejrzeć mecz quidditcha, móc znów być wrogami...
   Po kilku minutowej wędrówce dotarli do wielkiej przestrzeni z drzewami i ławkami.
   - To Regent's Park. - uświadomiła Miona chłopakowi. - Przychodziłam tu czasem z rodzicami. Pamiętam, że było dużo więcej ławek i zawsze wybieraliśmy tą, na którą padało najwięcej promieni słonecznych. Bawiłam się z innymi dzieciakami, a rodzice machali mi, by dać znać, że mnie widzą. Byłam bezpieczna i taka niewinna. Ostatni raz przyszliśmy tu zaraz po obiedzie w dzień, gdy dostałam list z Hogwartu. Wszystko było jak zaplanowane, siedziałam między nimi, nie rozmawialiśmy... Tylko patrzeliśmy w niebo. Wiedziałam, że będę za nimi tęsknić. Ale pierwszy rok minął strasznie szybko. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cię nienawidziłam...
   Spojrzała na niego z poczuciem winy w oczach. Od razu znielubił ten wzrok.
   - Chodź, usiądziemy... - przerwał jej wskazując ławkę. Usiedli na niej i popatrzyli sobie w oczy.
   - Wiesz... - zaczęła spuszczając wzrok z jego pięknych tęczówek. - Ten szlaban chyba naprawdę nas zmienił... Przynajmniej mnie. Sama nie wiem czemu, ale... chyba ci bardziej zaufałam..
   Serce zabiło mu mocniej. Jak ona tak może? Po tym wszystkim co zrobił jej i innym uczniom? Po tym całym bólu? Ona mu ufa.
   - Jesteś inny niż sądziłam... - kontynuowała. - Zawsze zdawało mi się, że jesteś jedną z najokropniejszych postaci w naszej szkole... Po tym, gdy ochroniłeś mnie przed tym kotem już wiedziałam, że jesteś godny zaufania. Zrobiłbyś wszystko żeby mnie uchronić.
   Nie wiedział co odpowiedzieć. Po raz pierwszy w jego życiu zabrakło mu słów. Ta dziewczyna uważała go za osobę, którą wbrew pozorom nie był.
   - Powiedz coś... - poprosiła Gryfonka.
   - Ja... - powiedział cicho. - Dziękuję. Dziękuję, że tak o mnie myślisz. Uważam, że najwyższy czas zakończyć nasze spory, nie sądzisz?
   - Jestem tego samego zdania. - uśmiechnęła się z ulgą. - Przyjaciele?
   - Przyjaciele. - potwierdził.
   - No to chodź kumplu, czas wracać do mieszkania. - wstała.
   Z ulgą wstał z drewnianej ławki i ruszyli z powrotem tą samą uliczką. Ponownie ogarnęła ich cisza. Jednak on czuł spokój. Cieszył się, że Hermiona nie ma już do niego urazy, że mogą swobodnie być przyjaciółmi. A ona? Myślała tylko i wyłącznie o nim. Szedł obok niej, czuła jego obecność. Głęboko w swoim umyśle cieszyła się tą chwilą. Wiedziała, że w Hogwarcie dzieją się niepokojące rzeczy, że nie są do końca bezpieczni, lecz teraz nie obchodziło jej to ani trochę. Spojrzała ukradkiem na niego. Był troszkę od niej wyższy, a jego blond włosy zdawały się falować. Patrzył w niebo, a jego oczy promieniały spokojem i opanowaniem. Nieśmiało i niezdarnie chwyciła go za rękę. Przeszedł go dreszcz. Spojrzał na nią, później na rękę, a następnie ze zdziwieniem na nią. Nic nie powiedziała i tylko uśmiechnęła się promiennie.Odwzajemnił to i uchwycił ją pewniej.
   Nagle Miona ścisnęła swoją dłoń i stanęła jak zastygła patrząc w przestrzeń. Serce zabiło jej mocniej. Nie słyszała masy pytań Malfoya, choć wiedziała, że na pewno zadał ich już z miliard. Zmrużyła oczy i przekręciła głowę.
   - Co tak obserwujesz? - zapytał zaniepokojony Draco wypatrując czegoś.
   - Kot... - szepnęła.
   - Jaki kot?
   - Szedł przed nami prawym chodnikiem... Znikł na chwilę... A później stał tam człowiek... - szeptała, a po jej oczach pociekły łzy.
   - Tam nikogo nie ma Granger... - wyjaśnił Ślizgon upewniając się.
   - Wiem co widziałam! - krzyknęła.
   - Chodź do mieszkania...
   - On. Tam. BYŁ. - zapewniła chłopaka z przerażeniem w oczach.
   - Do cholery, Granger! - zdenerwował się. - Przestań mnie straszyć i chodź!
   Coś było nie tak. Jemu także mignęło coś przed oczami, lecz nie chciał jej jeszcze bardziej zamartwiać. Pociągnął ją mocniej i ustąpiła. Przeszli szybkim marszem drogę do domu. Pokonali schody i z ulgą znaleźli się w mieszkaniu.
   - Chcesz się czegoś napić? - zapytała jakby nigdy nic.
   - O co ci chodzi na brodę Merlina?! - nie wytrzymał.
   - Słucham? - spojrzała na niego nic nie rozumiejąc.
   - Najpierw zatrzymujesz się na środku ulicy, bo zauważyłaś jakiegoś koto-człowieka, za Chiny nie chcesz się ruszyć, a teraz tak po prostu proponujesz mi herbatkę?!
   - O czym ty mówisz? - wyglądała na totalnie zaskoczoną. - Cały czas szłam obok ciebie za rękę... Jaki koto-człowiek?
   - Naprawdę nic nie pamiętasz...?
   Nie musiała dawać odpowiedzi. Sam ją znał. Nie mógł przecież sobie tego wyobrazić! Doskonale pamiętał tą plamkę przerażenia w jej oczach. Była taka prawdziwa, nie było w niej ani odrobiny fałszywości.
   - Przykro mi Draco... - zerknęła na niego z zaniepokojeniem.
   - Wiesz... zapomnij. - odwrócił się na pięcie i zniknął w ich ciemnym pokoju. Nic z tego nie rozumiał.
   Wzruszyła ramionami i zaparzyła dla siebie herbatę. Nie wiedziała co o tym myśleć. Czyżby Draco był obłąkany? Czy to może coś z nią było nie tak...?
   Wypiwszy napój udała się do łazienki by przygotować się do snu. Przechodząc koło pokoju stwierdziła, że Draco już śpi. Umyła się, przebrała i udała się do sypialni. Cichutko wskoczyła do łóżka i usłyszała cichy szept. Nie rozumiała ani słowa, lecz wiedziała skąd pochodzi. Pochyliła głowę ku Draconowi i dotarło do niej każde wymawiane przez niego przez sen słowo.
   - Pamiętasz... kot... Graa..nger.... - pojękiwał.
   Spojrzała na niego z troską i pogłaskała lekko po głowie. Ten tylko uśmiechnął się sennie i przewrócił głowę na drugi bok.
   - Już dobrze, Malfoy.. Jestem tu... - szepnęła cicho i powróciła do śpiącej pozycji. Westchnęła leniwie, uśmiechnęła się i oddała się w objęcia Morfeusza.


----------
No i kolejny ^^ Mam nadzieję, że jest dobry, sama nie wiem... CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
<3
Lunatyczka .

2 komentarze: