Translate

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 11.

    W ciągu kilku miesięcy nie działo się absolutnie nic godnego uwagi w Londynie. Jedynie kilka wypadków, morderstw, kradzieży... Można powiedzieć, że życie toczyło się tu spokojnie i nikt nie narzekał. Lecz w pewnej kamienicy na pewnej londyńskiej ulicy mieszkała dość nietypowa parka, która przeżywała właśnie swą pierwszą młodzieńczą miłość. Ona, mugolka, lecz zdolniejsza, niż ktokolwiek mi znany... On, ważny młody czarodziej, zimny, nieczuły, pusty... Przedtem nienawidzący się, teraz zakochani... Ech, życie. 
   
   - Miona, wstawaj! - krzyknął pewnego ranka przystojny młodzieniec stojący przy kuchence odgrzewając wczorajsze omlety. 
   Wstała, bez żadnych problemów. Po wizycie w tajemniczym więzieniu Czarnego Pana przestała się obawiać kota, który jeszcze co jakiś czas stukał im w drzwi. Nie rozumiała do końca, jak znalazła się w towarzystwie Brendona i dlaczego, ale nie obawiała się już tego. Była tu, w Londynie, z chłopakiem, którego wbrew pozorom kochała. 
   Umyła się, ubrała i weszła do kuchni z rozpromienioną twarzą. Musnęła usta blondyna, którego to nie zadowoliło. Objął ją i wytulał za wszystkie czasy... Było tak każdego ranka, mieli wrażenie, że nigdy im się to nie znudzi. 
   - Smacznego, księżniczko. - uśmiechnął się uwodzicielsko Draco. 
   - Dziękuję, mój książę. - westchnęła. - Okay, to wypadło trochę sztucznie...
   - Bardziej ci się podobało, gdy nazywałem cię kotlecikiem? Czy może dziubaskiem...?
   - Nie nabijaj się... Wszystkie pary tak robią - szturchnęła go.
   - Dla ciebie wszystko. - pocałował ją w czoło i udał się do salonu, by poczytać książkę. Nauczył się tego od niej. Po pamiętnej wizycie w więzieniu Voldemorta, Miona dużo czasu spędzała nad księgami szukając odpowiedzi... Znudzony Draco sięgnął raz po jej ulubioną "Więzień nieba" to wciągnął się nie na żarty.
   Po zjedzonym śniadaniu nic-nie-robili jak codziennie, lecz nagle coś się zmieniło.
   Do ich drzwi zastukał ktoś. Miona przeciągnęła się, podeszła do nich i otworzyła.
   - HERMIII! - rozległ się głośny, piskliwy krzyk.
   - Gin! Co ty tu robisz? - wydusiła zaskoczona Granger wręcz duszona przez przyjaciółkę.
   - Jak ja cię dawno nie widziałam! - zignorowała pytanie ruda. - Wydoroślałaś, schudłaś i wypiękniałaś. Pewnie masz masę adoratorów tutaj. A jakie masz ładne mieszkanie, mało miejsca, ale chyba się pomieścimy. O matko boska! Jaka wspaniała kuchnia! I...
   Stanęła jak wryta na widok przystojnego blondyna, który był prawdopodobnie tak samo zaskoczony jak ona.
   - Draco Malfoy. - powitała go oschle.
   - Ginny Weasley. - uśmiechnął się ironicznie. - Witaj w NASZYCH skromnych progach.
   - WASZYCH? - wydusiła.
   - Taa, mieszkamy razem... - westchnęła Granger, którą nagle zaczęła tulić ruda.
   - Matko, jak  dobrze że już jestem. Spokojnie, wykurzymy go stąd. Matko, co ty musiałaś tu przeżyć z tym zimnym cholernym draniem... - głaskała ją i morderczo patrzyła na przystojnego Ślizgona.
   - Ej, ej! - zaniepokoił się chłopak. - Co ma znaczyć "wykurzymy go stąd" ? Po pierwsze nigdzie się nie wybieram, po drugie... zostajesz z nami? Co ty tu właściwie robisz?
   Zrobiła zawiedzioną minę i puściła Mionę. Przeszła się po saloniku i rozejrzała na każdą stronę.
   - Zostałam tu przydzielona w planie ewakuacji... - zaczęła łamiącym się głosem. - Niewiele pozostało z Hogwartu po ataku śmierciożerców. Nikt się tego nie spodziewał, ale cóż... Wszystkich ocalałych poprzydzielano do różnych miejsc, jak to określili "z zaprzyjaźnionymi czarodziejami", a ja trafiłam o tutaj. Nie spodziewałam się zastać tutaj... takich lokatorów. Ale chyba się pomieścimy, co nie?
   - Ginny! - ocknęła się Hermiona. - Mów co u pozostałych!
   - O kogo konkretnie pytasz?
   - Harry, Ron, Fred, George, Luna, Neville... No wszyscy.
   - Uua. Więc tak. Harry został przydzielony do swojej mugolskiej rodzinki, nie ucierpiał mocno w ataku śmierciożerców. Ron pojechał do Muszelki opiekować się gospodarstwem Bill'ego i Fleur podczas gdy oni wspierają potrzebujących. To jest totalnie poruszające i cudowne z ich strony, nie sądzicie? Bliźniacy trochę się poturbowali... George stracił sporo krwi i jest strasznie osłabiony, ale będzie dobrze. Aktualnie trafili do jakiejś rodziny z Beauxbatons. Luna żyje, ale nie wiem co się z nią dzieje. Neville za to oferował się, że pomoże wraz z Bill'em i Fleur potrzebującym. Tak to wygląda.
  - Dlaczego nikt nas nie poinformował, że coś się dzieje? - zapytał rozdrażniony Draco.
  - Po co? Co byś stąd zrobił? Wysłał sowę i przekazał wyrazy współczucia? A może przelał trochę kasy ze swojego wielce bogatego skarbca w Gringotta? - naburmuszyła się Weasley.
  - Stop! Stop! Stoop! - krzyknęła Hermiona powstrzymując swego ukochanego przed wybuchnięciem. - Jeśli mamy razem mieszkać, to błagam, nauczmy się szacunku do siebie wzajemnie, dobrze?
  Przytaknęli niechętnie.
   - Teraz ja oprowadzę i pomogę się rozpakować Ginny, a ty Draco idź proszę i kup nam coś na obiado-kolację. - widząc jego zbuntowaną twarzyczkę dodała ciche "błagam" i uległ.
  - Jak ty z nim wytrzymywałaś? - jęknęła ruda przytulając Hermionę po raz kolejny, gdy młodzieniec wyszedł.
  - Sama nie wiem. - zaśmiała się w odpowiedzi brązowowłosa. Nie mogła na razie powiedzieć przyjaciółce o swoim związku z tym chłopakiem... Byłoby to co najmniej nie na miejscu. Czuła tą odrazę w sposobie bycia dziewczyny. - Chodź, pokażę ci gdzie będziesz spać.
***

   Gdy jedli obiado-kolację w zupełnej ciszy wręcz dało się czuć to napięcie. Każde z nich myślało o czymś innym. Panna Granger nie mogła już dłużej tego znieść.
   - Jeśli zamierzacie tak spędzić całą naszą przygodę ze wspólnym mieszkaniem, to może od razu dobudujmy sobie trzy osobne pokoje i zamknijmy się w nich na klucz? Ludzie, tak nie można... Nie wiem jak wy, ja nie zniosę tego dłużej. Od jutra ze sobą rozmawiacie jak równy z równym. Nie obchodzi mnie to, że się nie lubicie. Przykro mi. Dobranoc.
   Odłożyła swój talerz po schabowym do zlewu i odeszła do pokoju, który teraz miała dzielić z Ginny. Spojrzeli po sobie i wymienili zmartwione uśmieszki. Chyba nie było innego wyjścia, jak się pogodzić dla tej mądrali. Oboje kochali ją po równo, chociaż nie byli tego świadomi.
   Draco wstał od stołu, zebrał resztki jedzenia i naczynia. Ginny pomogła mu pozmywać i usiedli razem na kanapie wpatrując się w telewizor. Ruda wydawała się być trochę zaniepokojona "ruchomymi obrazkami" na ekranie. Jakiś czas temu Malfoy postąpiłby tak samo, lecz teraz wydawało mu się to trochę zabawne.
   - Nie szczerz się tak. - warknęła Ginny.
   - Wybacz. - zachichotał.
   Ruda przewróciła oczami i szturchnęła go łokciem w brzuch. Zwinął się z bólu, a ona nic nie mówiąc wstała i ruszyła w stronę pokoju Miony.
   Został sam rozważając w którą stronę powinien skierować głowę śpiąc na kanapie. W końcu ułożył się tak, że widział nocne niebo przed okno. Było pełno gwiazd. Zero chmur. Teraz towarzyszył mu tylko księżyc. "Siema stary - zdawał się mówić biały przyjaciel. - Nie martw się, jest nas dwóch". Uśmiechnął się do niego i odpłynął w krainę snu zmęczony całym dniem.

***
   - Nie jest taki zły. - upierała się Granger siedząc z Ginny na jednym łóżku późną porą. Po tak długiej rozłące postanowiły urządzić sobie wieczorek zwierzeń. - Po jakimś czasie stał się naprawdę znośny.
   - Tak, tak... - nie dowierzała Weasley. - A Czarny Pan byłby doskonałą niańką do dzieci.... Bajeczek mi tu nie wciśniesz. To drań.
   - Daj mu szansę.... Jest inny niż w Hogwarcie.
   - Nie sądzę by wykorzystał tą szansę. Jest zimny i zgorzkniały. Istny horror takie mieszkanie z nim.
   - Przesadzasz, przyzwyczaisz się...
   - Nie jestem pewna. Ale niech ci będzie. Jutro postaram się być milsza.
   - Naprawdę? - uśmiechnęła się szeroko Miona. - Cudnie! Pokochasz go!
   - Pokocham...? - zdziwiła się. - Nie sądzę. Kto byłby zdolny go pokochać? Idę spać Miona, słodkich snów!
   - Dobranoc. - mruknęła przewracając się na drugi bok.
   "Kto byłby zdolny go pokochać?"  
   ...
    "Ja." - pomyślała i zamknęła oczy czekające tylko na upragniony sen.


----------
I oto jest! Chciałabym baaardzo podziękować za komentarze na fanpejdżu 'I love Potter, biczys." gdzie jedna dziewczyna zachęciła mnie do pisania. Jeśli to czytasz: Dziękuję, naprawdę nie wiesz jak mi to pomogło i jak uszczęśliwiło <3 ! Rozdzialik jest dla wszystkich czytelników, którzy pomimo odstępu czasowego SĄ ♥

Przepraszam za dłuuuugą przerwę, nie miałam weny, ani czasu, ani [szczerze mówiąc] chęci do kontynuacji tego blogaska. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jakim skarbem są fan-fiki, które mają po 40-ileś rozdziałów.... Tyle pracy, o rany! :3 Ale.... wróciłam. ^^

Cały czas obowiązuje zasada CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥ bardzo mi to pomaga!!

Dzięki, dzięki! :*
Lunatyczka

2 komentarze:

  1. No no :D Czekam na następny <3 Weny życzę <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Będziesz pisała jeszcze tego bloga czy przerywasz go ? :)

    OdpowiedzUsuń