Następnego środowego poranka Hermiona obudziła się wyjątkowo wcześnie. Korzystając z wolnej chwili zażyła gorącej kąpieli i starannie rozczesała swoje długie włosy. Po chwili zastanowienia zaplotła z nich kłosa i nałożyła na twarz niewielką ilość makijażu. Spojrzała na swoje odbicie i uśmiechnęła się. Nie zauważała już tej małej nudnej i nielubianej mądrali, widziała jedynie dojrzałą kobietę, która wie czego chce i przy tym jest całkiem urocza. Zaśmiała się pod nosem i wyszła z łazienki. Szybko ubrała się w pomarańczowe rurki, czarny T-shirt, na który zarzuciła swoją szkolną pelerynę. Wzięła do ręki torbę i postanowiła jeszcze obudzić swoje współlokatorki.
- Wstawajcie, już 8! - krzyknęła radośnie.
- Hermi... - jęknęła sennie Lav.- Jeszcze 5 minut....
- Popieram... - westchnęła Parvati.
- Jak tam chcecie, to nie ja się spóźnię na lekcje. - wzruszyła ramionami panna Granger i wyszła z dormitorium.
W pokoju wspólnym spotkała swoich przyjaciół: Ginny, Harry'ego i Rona. Wszyscy troje uśmiechnęli się na powitanie i ruszyli razem do Wielkiej Sali. Przed wejściem stała profesor McGonnagall i rozdawała wszystkim Gryfonom plany lekcji.
- Panno Granger... - zaczęła nauczycielka.- Przypominam, że jutro zapraszam panią i pana Malfoy'a do mojego gabinetu na omówienie szlabanu.
- Oczywiście pani profesor, pamiętam. - zapewniła Hermiona.
- To dobrze... o 19!
- Będę. - obiecała brązowowłosa.
Cała czwórka weszła do Wielkiej Sali i zaczęli podziwiać swoje plany lekcji. Ginny czekała transmutacja, a Rona, Harry'ego i Mionę...
- Obrona przed czarną magią! - jęknęli zgodnie.
- I to ze Ślizgonami... - dodał Harry.
- I Snape'm ...- jęknął Ron.
Gdy tak zajadali omawiając swoje plany, dosiedli się do nich Neville i Luna. Wyglądali na niewyspanych, ale szczęśliwych. Panna Lovegood co chwilę śmiała się i patrzyła przelotnie na Longbottoma, ten rumienił się spotykając jej wzrok.
- Wyglądacie jak stare dobry małżeństwo... - westchnęła rozbawiona Ginny przyglądająca się parze. - Co się stało?
Spojrzeli po sobie równocześnie i roześmiali się.
- Niiiic... - uśmiechnął się Neville. - Chyba po prostu odkryliśmy jak wiele rzeczy nas łączy, jak wiele mamy wspólnych wspaniałych wspomnień i...
- Po prostu całą noc siedzieliśmy w Pokoju Życzeń i rozmawialiśmy o nas! - przerwała mu rozmarzonym tonem Luna. - Pozwierzaliśmy się sobie, pogadaliśmy szczerze... było naprawdę świetnie - puściła oczko do zarumienionego Nevilla.
- Właśnie... - przyznał Gryfon speszony spojrzeniami przyjaciół.
- Czyli wy dwoje... - przyjrzał się im uważnie Harry jakby sprawdzając czy nie żartują. - jesteście parą?
- Tak - przytaknęła Luna całując Nevilla w policzek. - Czy to nie cudowne?
Gryfoni zaczęli szczerze gratulować parze, a Ginny nawet pokusiła się na "taniec szczęścia" z Luną i Hermioną. I tak oto powstała nowa para w Hogwarcie.
Po zjedzonym śniadaniu Ginny pobiegła na transmutację, Luna na zielarstwo, a 4 gryfonów udała się na OPCM. Weszli do lochów razem z innymi uczniami i zajęli swoje ulubione miejsca. Harry z Ronem na tyłach, Neville w kącie sali, a Hermiona w centrum. Opiekun Slytherinu powitał młodzież chłodnym głosem i zaczął wykładać wykład o wilkołakach. Panna Granger dziwnym trafem nie umiała się skupić na słowach nauczyciela. Nie była to wina ani okropnie monotonnego głosu Severusa, ani znajomości tych wszystkich informacji, młoda Gryfonka czuła się obserwowana. Niespokojnie rozejrzała się po ponurych uczniach. Ron z Harry'm smacznie spali oparci o ławkę, Neville nerwowo wszystko zapisywał, a reszta Ślizgonów i Gryfonów sprawiała wrażenie słuchających. Dopiero gdy spojrzała w lewo ujrzała Draco. Blondyn coś kreślił na kartce przed sobą, lecz nie była to notatka dotycząca lekcji. Po chwili podniósł wzrok wprost na nią. I spojrzeli sobie w oczy. Czas się zatrzymał. Dracon uniósł ołówek lekko wskazując na Snape'a. Miona tylko wzruszyła ramionami, lecz tę błogą chwilę przerwał chłodny głos nauczyciela:
- Granger! - krzyknął. - Powtórz, co powiedziałem.
- Ja... - jęknęła się ujrzawszy gniewny wzrok Severusa. - Nie wiem, nie słuchałam.
- Odejmuję Gryffindorowi 10 punktów. - odrzekł zadowolony z siebie profesor.
Miona zawstydzona nie odzywała się już do końca zajęć. Starała się skupić na słowach Severusa, lecz w jej głowie istniał jedynie Draco.
Po OPCM czekały ją jeszcze Zaklęcia i dwie godziny Eliksirów. Lubiła te lekcje, to też dzień minął jej szybko. Chociaż był to pierwszy dzień nauki, to nauczyciele zdążyli sporo pozadawać. Właśnie była w trakcie pisania wypracowania dla Snape'a, gdy ktoś trzepnął ją w ramię.
- Miona, zwolnij z tymi lekcjami, co? - uśmiechnął się do niej Ronald.
- Ron... - zaczęła, lecz rudzielec sprytnie jej przerwał.
- Chodźmy na spacer!
- Gdzie niby? - zapytała zaskoczona Gryfonka.
- Ym... na błonia? - zaproponował.
- No dobrze, ale nie na długo, bo muszę się jeszcze pouczyć. - westchnęła rozbawiona Granger widząc radość na twarzy przyjaciela.
Wyszli niezauważeni z Pokoju i udali się na błonia. Był wrześniowy wieczór, lecz wiało już chłodem. Szli rozmawiając o wszystkim i o niczym. Oboje wiedzieli, że mogą sobie zaufać i być szczerzy. Przeszedłwszy całe tereny błoni usiedli pod drzewem. Nagle zrobiło się jakoś cicho, nienaturalnie cicho. Umilkły ptaki, drzewa, nawet wiatr przestał wiać.
- Ron... - wyszeptała dziewczyna lekko przerażona. - Co się dzieje?
- Nie wiem. - odszeptał Gryfon również przestraszony. - Może wracajmy już, co?
- Dobrze. - odpowiedziała po czym oboje wstali i ruszyli w stronę zamku.
Szli w ciemności. Jedynym źródłem światła był księżyc i okna szkoły. Hermiona odruchowo chwyciła dłoń Rona, a ten nie protestując mocno ją uścisnął dodając otuchy. Brązowowłosej zdawało się, że ktoś na nich patrzy, zupełnie jak na lekcji OPCM. Jej wyobraźnia zaczęła świrować. Wszędzie widziała cienie, które starają się ją złapać i porwać w ciemne zakątki błoni.
Nagle usłyszeli wyraźny krzyk. Dochodził zza nich. Nie oglądając się ruszyli biegiem do Hogwartu. Wbiegli przez wejście, skierowali się równie szybko do pokoju wspólnego. Mruknęli hasło "Chorbotek" i weszli zdyszani do środka. Tam napotkali zaciekawione spojrzenia, lecz nikt nie zdążył o nic zapytać, bo do Pokoju wbiegła zdenerwowana McGonnagall.
- Wszyscy do łóżek! Szybko! Żadnych rozmów, dyskusji i wymykania się! - rozkazywała. - Jeśli ktoś zignoruje moje polecenia zostanie ukarany. Już! Szybciutko!
- Co się stało pani profesor? - zapytał przestraszony pierwszak o imieniu Simon kończąc kanapkę.
- Coś krąży po szkole, lecz jesteście tu bezpieczni, w swoich dormitoriach! - odpowiedziała nauczycielka akcentując dwa ostatnie słowa. - Teraz do łóżek!
Wybiegła z pokoju, a uczniowie zszokowani i przerażeni informacjami udali się do sypialni.
Nie minęło 5 minut, a w dormitorium dziewcząt Lavender, Parvati i Hermiona leżały nasłuchując. Żadna z nich nie miała pojęcia co się stało. Po głowie panny Granger chodziły przeróżne myśli. Wyobrażała sobie dziwaczne stwory szykujące się na biednych uczniów. Co ją podkusiło na ten spacer z Ronem? Przez to nie zdążyła napisać wypracowania na OPCM i czekają ją za to minusowe punkty. A na dodatek nażarła się strachu. Bała się nawet myśleć co by było gdyby się potknęła o jakiś korzeń, czy coś. Rozmyślając o wszystkich możliwościach przebiegu zdarzeń zasnęła.
I mrok ogarnął Hogwart. Zasłona snu opadła na zamek. Lecz w ciemności coś się czaiło. Coś nie spało, czuwało.
--------
Jesteś = napisz
:*
Super! :D
OdpowiedzUsuńPrzy okazji zapraszam na prolog mojego Fremione. Twoja opinia byłaby dla mnie bardzo ważna.
http://historia-niezwyklej-dziewczyny.blogspot.com/
Bardzo fajnie piszesz, przyjemnie się czyta :) Świetne zakończenie rozdziału!
OdpowiedzUsuńharrypotter-narnia.blogspot.com <--- zapraszam do siebie :)